PiS: czarny PR to nie my

Trafnym pomysłem na kampanię pokonaliśmy Platformę. Już witali się z gąską, a my pozbawiliśmy ich wyborczego zwycięstwa - Jacek Kurski odpiera zarzuty o stosowanie brudnych chwytów przeciw PO.

Donald Tusk w poniedziałkowej debacie z Lechem Kaczyńskim stwierdził wprost, że akceptuje PiS, ale nie Jacka Kurskiego. Podejrzewa Pana o inspirowanie brudnej kampanii.

Jacek Kurski: Po pierwsze, od akceptowania ludzi w PiS jest Jarosław Kaczyński, a nie Donald Tusk. Po drugie, żadnej brudnej kampanii nie było. Platforma przegrała bardzo twarde merytoryczne starcie w końcówce, stąd rozdrażnienie jej lidera.

Tuż przed wyborami powiedział Pan w Radiu TOK FM: "Była taka partia, która nazywała się partia aferałów, Kongres Liberalno-Demokratyczny. Odpowiadała za mnóstwo afer prywatyzacyjnych i korupcyjnych, a jej liderem był Donald Tusk". To jest merytoryczny zarzut? Tusk jest zamieszany w jakąś aferę?

- Nie, ale każdy lider formacji odpowiada za bilans jej dokonań.

W pamięci wyborców pozostaje jednak, że Tusk to aferzysta. To jest czarny PR.

- Brudny PR to nośne, wiarygodnie podane zniesławiające kłamstwo. A ja mówię, może i bolesną, ale wyłącznie prawdę. Za to brudny PR stosuje się bez przerwy wobec braci Kaczyńskich. Wczoraj w Radiu Gdańsk poseł PO, prawa ręka Donalda Tuska, ze złą wolą opowiadał, jak to Lech Kaczyński zwykłego przechodnia wyzwał "Spieprzaj, dziadu", doskonale wiedząc, że nie chodziło o przechodnia, tylko o pijanego menela, który obrażał i napastował ludzi.

A Pan w Radiu Maryja mówi o Donaldzie Tusku: "Kiedyś był za aborcją, a dziś fotografuje się z arcybiskupem Dziwiszem". Albo: "W 1992 roku knuł z SLD nad obaleniem rządu Jana Olszewskiego".

- Podstawowym kryterium wyboru dobrego prezydenta nie powinien być kolor oczu czy krój garnituru, lecz sprawdzenie, jakich kandydaci dokonywali wyborów w sprawach fundamentalnych i symbolicznych: lustracja, dekomunizacja, ochrona życia poczętego, finansowanie partii politycznych. Nie zgadzam się z nową odmianą poprawności politycznej, która niewygodną prawdę uznaje za czarny PR.

Sprawa wziętego z opóźnieniem kościelnego ślubu Donalda Tuska opisana przez wczorajszy "Super Express" też ma fundamentalne znaczenie?

- Nie mam z tym nic wspólnego.

To nie Pan stoi za przeciekami do mediów, które PO nazywa czarnym PR?

- Nie.

Mamy inne informacje. Pan jest współtwórcą kampanii Lecha Kaczyńskiego, w której już pojawiły się archiwalne nagrania z nocy teczek w 1992 r. Tusk siedzi tam razem m.in. z Waldemarem Pawlakiem i liczą poselskie głosy potrzebne do zmiany rządu. Kontekst nagrania sugeruje udział Tuska w jakimś spisku. To Pan wpadł na pomysł użycia tego filmu w kampanii, sprzedaje Pan go w internecie, a ojcu Rydzykowi oddał go Pan za darmo. Telewizja Trwam z lubością emituje to nagranie. Słyszeliśmy, że w kampanii pojawią się teraz kolejne informacje o "ciemnych" sprawach Tuska...

- Nie planujemy żadnych przecieków, wygramy te wybory w merytorycznych debatach. A film, jeżeli już o nim mowa, tylko uświadamia niewygodną dla Tuska prawdę - że nie pojawił się w polskiej polityce wczoraj i że ma znaczący udział w budowaniu III RP. I dlatego też jest odpowiedzialny za to, jak wygląda dzisiaj Polska.

Taki Pan prawdomówny i merytoryczny... Tusk w debacie mówił o Panu: "nie trzyma standardów", "trzeba go trzymać z daleka od polityki". Za co politycy PO tak Pana nie lubią?

- Za skuteczność. Jestem członkiem kilkuosobowego zespołu medialnego PiS, który trafnym pomysłem na kampanię pokonał Platformę. Już witali się z gąską, a my pozbawiliśmy ich wyborczego zwycięstwa.

Jarosław Kaczyński przeprosił Platformę za te elementy kampanii, które mogły ją urazić. Jest Pan gotów przeprosić Donalda Tuska?

- Nie mam za co, ale rozumiem kurtuazję prezesa.