Komisarz UE walczy o dalsze rozszerzenie UE

Nie krytykujcie rozszerzenia - zaapelował unijny komisarz Olli Rehn na tydzień przed rozpoczęciem negocjacji w sprawie wejścia Turcji do UE. Fin chce przełamać narastającą na Zachodzie niechęć wobec przyjmowania nowych członków do Unii

W wywiadzie dla skandynawskich gazet Rehn, który odpowiada w Brukseli za rozszerzenie UE, powiedział, że niektóre państwa Unii próbują stworzyć wrażenie, iż rozszerzenie przyczyniło się do wewnętrznych niepowodzeń politycznych i gospodarczych. Tymczasem zdaniem Fina winna jest nie najlepsza polityka gospodarcza i zaniechanie reform. Politycy nie powinni więc walczyć z rozszerzeniem, lecz wprowadzać reformy.

Zły klimat dla polityki powiększania UE zapanował zwłaszcza po fiasku na przełomie maja i czerwca referendum konstytucyjnego w Holandii i Francji. W komentarzach po referendum dominował ton, że jego wynik to wotum nieufności wobec przyjmowania biednych członków z Europy Środkowej. Niechęć wobec przyjęcia Turcji do Unii demonstrują politycy we Francji, Niemczech, Holandii i Danii. Jednak żaden z tych krajów nie stawia sprawy tak ostro jak Austria, która domaga się, by zamiast członkostwa w UE Turcji zaoferować "uprzywilejowane partnerstwo".

Politycy przychylni rozszerzeniu przestrzegają, że w morzu wątpliwości dotyczących przyjęcia Turcji do UE można utopić cały proces przyjmowania nowych członków - a więc w dalszej przyszłości Serbii, Ukrainy, Mołdawii czy Białorusi. Zatrzymanie Turcji na drodze do UE jest więc dla przeciwników tego procesu tylko pretekstem do zamknięcia Unii na wiele lat.

Tymczasem zdaniem Charlesa Granta, szefa wpływowego londyńskiego Centre for European Reform, największym sukcesem UE było właśnie rozprzestrzenianie stabilności, bezpieczeństwa i demokracji w Europie. Zerwanie z tą polityką byłoby, jak mówi Grant, tragedią.

Dlatego fiński komisarz zdecydował się kontratakować. W ostatnim wywiadzie dla grupy skandynawskich dzienników przyznał, że zaskakują go austriackie naciski na Unię, by otwierając 3 października negocjacje z Turcją, nie wykluczyć możliwości zakończenia ich "czymś mniej niż członkostwem". Austriacki kanclerz Wolfgang Schüssel nie słucha jednak Rehna; ważniejsze są dla niego sondaże, które pokazują, że 80 proc. Austriaków sprzeciwia się przyjęciu Turcji do UE.

Na razie sytuacja jest patowa - z powodu oporu Austrii dyplomaci UE wciąż nie uzgodnili jeszcze mandatu negocjacyjnego, bez którego formalnie nie mogą rozpocząć rozmów z Ankarą. Impas skończy się pewnie zgniłym kompromisem - Unia uzgodni mandat, a Wiedeń uzyska jakieś zapewnienia.

Negocjacje z Turcją potrwają co najmniej 15 lat. Nawet jeśli kraj ten wejdzie do UE, jego obywatele nie będą mogli przez kilkanaście lat pracować swobodnie w krajach Unii.