Na spacerze od kałuży do kałuży

Rozmowa z Dariuszem Suską, autorem tomiku wierszy "Cała w piachu", finalistą Nagrody Literackiej "Nike". - To opowieść o spotkaniu dziecka, które intensywnie, w pełni przeżywa to, co widzi, i mężczyzny, który już wycofuje się ze świata

Jarosław Mikołajewski: "Cała w piachu" roi się od piaskownic, foremek, stawików, kałuż, huśtawek.

Dariusz Suska: Te pejzaże i przedmioty widujemy z moją małą córką w czasie spacerów.

Światem Twoich wierszy jest więc samo życie?

- Taka poezja mnie zajmuje - poszukiwanie źródeł prywatnego przeżycia. Tylko własna opowieść, nawet zupełnie marginalna, lecz autentyczna, może dać czytelnikowi poczucie, że jest również jego opowieścią.

Czytelnik jest ważny?

- Tak. Chociaż wydaje mi się, że jako człowiek dobrze po trzydziestce mam świadomość własnej drogi, jak i o czym chcę pisać, i nawet bardzo krytyczny recenzent tego nie zmieni. Za to oczywiście wielką radość odczuwam wtedy, kiedy ktoś dociera do moich wierszy i daje sygnał, że są one dla niego ważne.

O czym jest Twoja opowieść?

- Ta z "Całej w piachu" o dwóch głosach i dwóch rzeczywistościach, dorosłego i dziewczynki. Ich głosy i doświadczenia są równoprawne, chociaż znajdują się na dwóch różnych płaszczyznach. Dorosły przygląda się dziewczynce i zauważa, że jej życie to intensywne uczestnictwo w rzeczywistości tej, która jest teraz - w świecie kałuż, jaskółek, leszczyn. I uzmysławia sobie, że dla niego czas takiego uczestnictwa już dawno się skończył. Że sam oderwany jest od rzeczywistości, która go otacza, a wypełnia go inne doświadczenie.

Jakie?

- Doświadczenie znikania, odchodzenia, utraty. Świat, który w materialnej przestrzeni był kiedyś, a którego już nie ma. Który zapadł w dorosłego w czasie, kiedy sam był dzieckiem, i teraz, po 30 latach, staje się dla niego światem najbardziej może rzeczywistym.

Można więc powiedzieć, że "Cała w piachu" to opowieść o spotkaniu dziecka, które intensywnie, w pełni przeżywa to, co widzi, i mężczyzny, który już wycofuje się ze świata. Dzięki skupieniu, w jakim dziewczynka przeżywa świat, jej doświadczeniem jest trwałość. A dorosły doświadczał trwałości, kiedy sam był dzieckiem, i to tamten świat, któremu przyglądał się w dziecięcym skupieniu, trwa w nim do dziś.

Szokuje go natomiast, że to, co dla niego tak mocno, bezwarunkowo i jedynie istnieje, nikogo innego już nie zaprząta. Że jego świat jest rzeczywisty już tylko dla niego.

Znikaniu nie towarzyszy w Twoich wierszach rozpacz.

- Nie jestem wcale tego taki pewien. Znikanie jest straszne - odchodzą bliscy, umierają dzieci, są klęski i wojny. Kiedy pomyśli się o tych wszystkich znikających przestrzeniach i ludziach, pozostają tylko dwie możliwości - przyjąć rozpacz albo perspektywę religijną. Można patrzeć na to wszystko tylko i wyłącznie z przerażeniem albo założyć, że jest dobry Bóg, który uśmiecha się na myśl o naszych lękach, bo wie, że śmierć nie jest niczym strasznym.

Można sobie wyobrazić Boga, który śmieje się ze śmierci, ale trudno zaakceptować Boga, który śmieje się z przerażenia śmiercią.

- W ogóle trudno Go sobie wyobrazić. Ale można uznać, że przerasta wszystko, co jesteśmy w stanie pomyśleć. Kiedy studiując fizykę, zdawałem egzamin z mechaniki kwantowej, dotarło do mnie, jak maleńki skrawek prawdy o świecie odkryli ludzie - ta teoria fizyczna, królewska przecież, otwiera człowieka na świadomość niewiedzy o rzeczywistości. Pozostaje więc nadzieja, że kiedyś zostaną odzyskane wszystkie opowieści - każdego człowieka, lecz również każdej jaskółki czy rybika. I ułożą się w rozumną całość, która usprawiedliwi wszystkie zniknięcia. Jeżeli tak się nie stanie, to rzeczywistości nie da się znieść.

Są więc jaskółki i rybiki, obecne w "Całej w piachu", próbą ocalenia ich opowieści?

- Tak. Są głosami równoprawnymi w stosunku do głosów dorosłego i dziecka. Do głosów wszystkich stworzeń. Głosy te słychać tylko w takich chwilach, jak spacer z dzieckiem. W kulturze Zachodu na ogół się je zagłusza. Działamy, przemy do przodu, hałasujemy, byleby tylko nie stawiać czoła temu, co jest pod zewnętrzną skorupą życia - znikaniu.

Tymczasem spacer z dzieckiem sam wiesz, jaki jest. Chodzi się od kałuży do kałuży, od podwórka do podwórka. Kiedy dziecko przystaje i zaczyna przyglądać się orzechowi, my też przystajemy, i dopiero wtedy zaczynamy patrzeć. Czas się rozszerza, a w naszym ruchu, który nagle okazuje się tylko złudzeniem, zaczyna być widać coś więcej - możesz nawet nazywać to trwaniem. I widać, że wszystkie zapobiegliwe działania dorosłych do niczego nie prowadzą. Mówi się, że dziecko jest bezbronne, tymczasem dorośli nie są wcale lepiej uzbrojeni od dzieci.

Czy rytm Twoich wierszy ma coś wspólnego z tym czasem?

- Tak, bardzo mi zależało, żeby rytm "Całej w piachu" był rytmem spaceru, lecz również rytmem życia. Wiązało się to z pewnym ryzykiem - ten rytm powiązany jest z rymem, a rym niektórym dzisiaj kojarzy się z manierą. Dla mnie natomiast ważne było to, żeby moje wiersze dawało się równocześnie czytać jak prozę i jak poezję. Chciałem jak najdokładniej opisać to, co Nataszę i mnie otacza, a jednocześnie zależało mi, żeby zrobić to wierszem bardzo współczesnym i jakby na przekór rymowanym.

Mam wrażenie, że traktujesz poezję jako drogę duchową.

- "Całą w piachu" traktuję trochę jako zdobycz, kolejny etap jakiejś wędrówki. W moim poprzednim zbiorze "Wszyscy nasi drodzy zakopani" dominował jeden głos, elegijny, przywołujący przeszłość. W tym tomie pojawiają się głosy inne - to nie jest tylko konstrukcyjny szczegół. Chciałbym, żeby to było rzeczywiste otwarcie na opowieści inne niż moja.

Otwarcie o charakterze religijnym?

- Oj, to za mocne słowa, chociaż jakoś zaprzątają mnie chrześcijaństwo i buddyzm. W najistotniejszych swoich przejawach ich źródła, mam wrażenie, się spotykają.

Co piszesz teraz?

- Prozę. Rytmiczną, bliską poezji. Jestem zresztą przeciwnikiem rozdzielania prozy i poezji. Moi ulubieni prozaicy - Babel, Kis, Pavel, Sebald - to wspaniali poeci, chociaż być może - tego nie wiem - wierszy nigdy nie pisali.