Współpracownicy bronią Przewoźnika

Zaczął się proces lustracyjny Andrzeja Przewoźnika. Jego dawni koledzy potwierdzają, że informował ich o próbach zwerbowania go przez Służbę Bezpieczeństwa

We wtorek Sąd Lustracyjny zaczął proces, o który sam Przewoźnik - sekretarz generalny Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa - wystąpił dla oczyszczenia się z zarzutu, że miał być agentem SB.

Przewoźnik opowiadał przed sądem o swojej działalności w opozycji w latach 80. i o tym, jak Służba Bezpieczeństwa próbowała wydobywać od niego informacje.

- Latem 1988 r. organizowałem w Krakowie w siedzibie stowarzyszenia PAX, zjazd kurierów AK, w którym miał uczestniczyć Jan Nowak-Jeziorański. Przyszła kobieta, która przedstawiła się jako kapitan kontrwywiadu, Elżbieta Markowska. Chciała szczegółów na temat zjazdu, listy uczestników. Odmówiłem. Proponowała spotkanie na mieście lub w siedzibie SB. Również odmówiłem - zeznawał wczoraj Przewoźnik.

Po raz drugi Markowska zjawiła się u niego przed samym zjazdem. - Zażądała dokumentacji zjazdu. Ostrzegła, że jeśli pojawi się na zjeździe Nowak-Jeziorański, powinienem liczyć się z możliwością aresztowania za kontakty z ośrodkami dywersyjnymi na Zachodzie. O obydwu wizytach powiedziałem zarówno szefowi PAX, Edwardowi Kokowskiemu, jak i osobom, z którymi organizowaliśmy zjazd - mówił Przewoźnik.

Jego zeznania potwierdza w rozmowie z "Gazetą" płk Stanisław Dąbrowa-Kostka, krakowski kombatant i historyk AK. - Pamiętam jak Andrzej przyszedł z tą informacją. Żyła wtedy moja żona, która powiedziała coś bardzo ostrego o tej esbeczce. Ale w gruncie rzeczy śmialiśmy się z tego, to już był koniec komuny. O tych najściach wiedziało kilkadziesiąt osób, Andrzej informował o tym otwarcie - mówi Dąbrowa-Kostka.

Przywoływany przez Przewoźnika Edward Kokowski nie żyje, ale Leszek Wyrobiec, jego zastępca, a potem do połowy lat 90. przewodniczący PAX w Krakowie, również potwierdza wersję Przewoźnika. - Do mnie też zgłosił się w tym czasie esbek, poinformowałem o tym Kokowskiego. Mieliśmy zasadę, że o takich wizytach informujemy. Wtedy on stwierdził, że Andrzej zgłaszał mu podobną wizytę - wspomina Wyrobiec.

Przewoźnik mówił wczoraj, że dwie wizyty kpt. Markowskiej były jego jedynymi kontaktami z SB. - Nie współpracowałem z SB, nie podpisywałem żadnych zobowiązań - podkreślał.

Sąd uzyskał z IPN kopie zapisu ewidencyjnego, z którego wynika, że Przewoźnik w 1987 r. został zarejestrowany przez SB jako tajny współpracownik o pseudonimie "Łukasz". Oprócz tego zapisu, nie ma podpisanego zobowiązania do współpracy, raportów czy innych informacji o działalności Przewoźnika jako agenta.

- Skąd w takim razie ten zapis? - pytała sędzia Małgorzata Mojkowska. - Nie wiem. Nie miałem żadnych kontaktów z SB, nawet rozmów ostrzegawczych - mówił Przewoźnik, który przypomniał sobie, że w 1987 r. sąsiedzi powiadomili go, że zbiera o nim informacje milicja.

Rozprawę lustracyjną odroczono do 3 listopada. Wtedy zeznawać będą funkcjonariusze krakowskiej SB oraz działacz PO, Zbigniew Fijak, który dostarczył do IPN raport kaprala Kosiby.

Przewoźnik został zlustrowany na łamach "Rzeczpospolitej" na początku lipca. Po tym, jak ogłosił, że chce kandydować na stanowisko prezesa IPN, dziennik napisał, że w IPN odnalazł się raport kaprala SB Pawła Kosiby, z którego wynikało, że Przewoźnik był agentem. Kosiba napisał raport w 1990 r., by wkupić się w łaski nowych władz. Dzisiaj zaprzecza zawartym w raporcie informacjom. Po publikacji Przewoźnik wystąpił o autolustrację.

W ub. tygodniu kolegium IPN rozpatrujące kandydatury na nowego prezesa odrzuciło Przewoźnika, powołując się na zapis w esbeckich kartotekach.