Złote Lwy dla "Komornika"

Feliks Falk zwycięzcą jubileuszowego 30. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Jury pod przewodnictwem Andrzeja Wajdy przyznało Nagrodę Specjalną nowelowemu filmowi studentów łódzkiej szkoły filmowej "Oda do radości", historii trojga młodych ludzi, którzy nie znajdują dla siebie szans życia w Polsce. "To kino, na jakie czekamy" - mówił Kazimierz Kutz

Laureat Złotych Lwów za film "Komornik", Feliks Falk, artysta nieskłonny do publicznych wynurzeń, powiedział: "To dla mnie moment magiczny. Wydaje mi się, że moje życie zatoczyło koło. Trzydzieści lat temu, na pierwszym festiwalu przedstawiałem swój debiutancki film zrealizowany w zespole Andrzeja Wajdy, którego mogę śmiało nazwać swoim artystycznym ojcem. Teraz z jego rąk odbieram nagrodę". Ale nie tylko życie Feliksa Falka zatoczyło krąg - dotyczy to całego polskiego kina.

Nagroda za "Komornika" wieńczy pracę reżysera w latach 70. utożsamianego z kinem moralnego niepokoju. W 1979 r. jego "Wodzirej" nie mógł dostać zasłużonej nagrody, podobnie jak przedtem nie mógł jej dostać "Człowiek z marmuru" Wajdy. Władza blokowała niepokorne kino, ale bojąc się go, tylko potwierdzała jego ważność. Tamto kino działało jak przysłowiowe uderzenie w stół, po którym odzywają się nożyce. "Aktorzy prowincjonalni" Holland, "Indeks" Kijowskiego, "Amator" Kieślowskiego przywracały znaczenie prostych moralnych wyborów, pokazywały degrengoladę karierowiczów i klęskę uczciwych, były przeniknięte poczuciem, że świat nas otaczający jest źle urządzony i słusznie były odbierane jako uderzenie w system.

Dziś w innej sytuacji dziejowej i ustrojowej, w świecie niepoddającym się rewolucyjnym zmianom, w systemie, którego twarzy nie umiemy jeszcze rozpoznać, polskie kino próbuje wrócić do swojej dawnej roli. Zaangażowanie - zdawałoby się, dawno zużyte słowo - nabiera w tych filmach nowego sensu - nie ideologicznego, lecz moralnego. Co jest tym największym złem, w które uderzają: "Oda do radości" (druga co do ważności Nagroda Specjalna Jury), film trójki studentów łódzkiej szkoły, "Rozdroże Cafe" Leszka Wosiewicza (nagroda za reżyserię), "Barbórka" Macieja Pieprzycy, "Mam na imię Justine" Franco de Penii czy wreszcie obsypany nagrodami "Komornik" Falka? Przy wszelkich różnicach stylu i rangi artystycznej filmy te pokazują w groźnym świetle rozproszenie i kastowość społeczeństwa, bezwzględną władzę pieniądza ubraną w szaty prawa, wreszcie najrozmaitsze formy władzy człowieka nad człowiekiem. Na tym tle "Doskonałe popołudnie" Przemysława Wojcieszka jest prowokacyjnym głosem nadziei i optymizmu.

Jest to świat, którym rządzi z jednej strony korupcja, z drugiej - nieludzkie prawo. Wodzirej był karykaturalnym bohaterem swego czasu - nadgorliwy komornik (Andrzej Chyra) jest jego współczesnym odpowiednikiem. To człowiek bez reszty utożsamiający się ze swoim urzędem, traktujący dłużników jak robactwo. Film kręcony w Wałbrzychu, mieście bankrucie, utrzymany w przeczernionym kolorycie, ma charakter mrocznej przypowieści o świecie, w którym egzekucja prawa kojarzy się z egzekucją ludzi. Ten, kto "zaprowadza porządek", nie dostaje szans, żeby stać się porządnym człowiekiem. Dickensowski Scrooge z "Opowieści wigilijnej" (do której Falk robi w filmie aluzje) przeniesiony we współczesne czasy nie ma szansy zadośćuczynienia win. Jego próba poprawy przynosi rezultat ironiczny - momentem prawdy będzie padające pod koniec smutne stwierdzenie: "Wszyscy śmierdzimy". Czy film otwiera dostatecznie szeroko szczelinę odsłaniającą psychologiczne oblicze złego bohatera, tak jak pozwalał wniknąć w duszę wodzireja? Mam wątpliwości.

W środkowej, warszawskiej noweli "Ody do radości" - traktowanej jako manifest młodego pokolenia filmowców, jakim przed 30 laty były "Zdjęcia próbne", debiut Holland, Kędzierskiego i Domaradzkiego - hiphopowiec z bloków zderza się ze światem władzy i pieniądza. Reprezentuje go Wielka Firma i jej szef, który "przeczołguje" swego kandydata na zięcia. Te dwa światy są w filmie Jana Komasy jaskrawo rozdzielone - dostęp do władzy i pieniędzy musi być okupiony lekcją konformizmu i służalczości, brutalniejszą niż kiedyś, za czasów Peerelu, w świecie zmurszałej ideologii. Na ekranie ten symboliczny pojedynek ma w sobie drapieżną prawdę czystego kina, które odnalazło swój konflikt i bunt - tym prawdziwszy, że pozbawiony łatwej nadziei zwycięstwa. Bohaterowie trzech nowel "Ody do radości" spotykają się w autokarze do Londynu. Jadą na saksy.

Oglądając młode filmy, wyczuwałem w nich tendencję do pokazywania życia zdeterminowanego przez warunki społeczne, zgodnie ze starą dewizą, że "byt określa świadomość". Ale skutecznie konkurowało z nimi inne kino, którego najwybitniejszymi przykładami są: Andrzeja Barańskiego "Parę osób, mały czas" i Doroty Kędzierzawskiej "Jestem" - filmy o ludziach, których świadomości byt nie ogranicza.

Ten ostatni film - niedoceniony w werdykcie - ma cechy spełnienia. Muzyka Michela Nymana z beethovenowskim motywem z "Appassionaty", jedna z najpiękniejszych jego kompozycji, jest integralną częścią tej niesentymentalnej opowieści o uciekinierze z domu dziecka odepchniętym przez matkę, którą z daleka obserwuje, mieszkającym na barce rzecznej nieopodal rodzinnego miasteczka. Imponujące jest to, że Kędzierzawska począwszy od swojego dyplomowego filmu przez wszystkie te lata opowiada nam wciąż tę samą historię wzbogacaną o nowe niuanse - małych uciekinierów, którzy na wolności, poza społeczeństwem, poza rodziną znajdują szansę ocalenia - zanim w finale na powrót nie zostaną schwytani.

Z wielu dotychczasowych festiwali gdyńskich wyjeżdżałem z poczuciem, że oto przez tydzień żyliśmy w świecie sztucznym, w cieniu minionej świetności szkoły polskiej i kina moralnego niepokoju, z poczuciem, że "to se ne vrati". W tym roku było inaczej. Polskie kino odnajduje na nowo swoje powołanie. Pytamy nie tylko o pieniądze i o ilość filmów (w tym roku rekordową dzięki uruchomieniu przed rokiem funduszy z Totalizatora), i nie tylko o profesjonalny poziom realizacji. Liczy się sens i zawartość.

Kino polskie szuka takiego klucza do rzeczywistości, którego widz nie znajdzie w telewizji przepuszczającej wszelkie problemy przez banalizującą maszynkę seriali. Powołany do życia na mocy nowej ustawy o kinematografii Polski Instytut Sztuki Filmowej daje temu kinu, powstającemu dotąd w kompletnym rozproszeniu i przypadkowości, nowy adres. - Pod ten adres trzeba będzie przyjść "ze swoimi marzeniami" - jak mówił na forum filmowców Kazimierz Kutz. - Te marzenia o robieniu kina, jakiego dotąd jeszcze nie było, dzisiejsi młodzi filmowcy noszą w sobie, tak jak nosiliśmy je my, robiąc "Pokolenie" czy "Nikt nie woła" - ciągnął Kutz. Trzeba tylko umieć skorzystać z niezwykłej szansy, jaką stwarza reforma.

W głosach twórców szkoły polskiej i boomu filmowego lat 70. po raz pierwszy usłyszałem nie nostalgię za przeszłością kina skupionego w zespołach, ale jakiś nowy ton, nadzieję na wytworzenie nowego porozumienia z widownią, partnerstwa z widzem - nie tym abstrakcyjnym, wyrażającym się w szacunkach oglądalności, ale z tym, który na polskie kino naprawdę czeka, który pragnie wyjść z rozproszenia ostatniej dekady, znaleźć w polskim kinie obraz wspólnych doświadczeń. - Czy naszym odbiorcą ma być tak zwana masowa widownia? - pytał Wajda. - Czy może ci, którzy chcą, aby opowiedzieć im całkiem inną bajkę? Coś nieoczekiwanego? To pytanie zabrzmiało po nowemu. Kiedyś kino polskie porozumiewało się z widownią ponad głowami władzy. Teraz musi porozumiewać się ponad głowami tłumu bez twarzy, o który zabiega władza.

Nagrody

Złote Lwy Gdańskie: "Komornik" Feliksa Falka

Nagroda Specjalna Jury: "Oda do radości" Anny Kazejak-Dawid, Jana Komasy i Macieja Migasa

Nagroda Jury: "Persona non grata" Krzysztofa Zanussiego

Reżyseria: Leszek Wosiewicz ("Rozdroże Café")

Scenariusz: Grzegorz Łoszewski ("Komornik")

Główna rola kobieca: Krystyna Janda ("Parę osób, mały czas") i Karolina Gruszka ("Kochankowie z Marony")

Główna rola męska: Andrzej Chyra ("Komornik")

Drugoplanowa rola kobieca: Kinga Preis ("Komornik")

Drugoplanowa rola męska: Nikita Michałkow ("Persona non grata")

Za debiut: Anna Jadowska ("Teraz ja")

Zdjęcia: Bartek Prokopowicz ("Komornik") i Artur Reinhart ("Jestem")

Muzyka: Michael Nyman ("Jestem")

Scenografia: Wojciech Żogała ("Mistrz")

Kostiumy: Ewa Krauze ("Skazany na bluesa")

Nagroda dziennikarzy: "Parę osób, mały czas" Andrzeja Barańskiego

Nagroda Stowarzyszenia Filmowców Polskich: "Barbórka" Macieja Pieprzycy

Nagroda Prezydenta Warszawy: "Doskonałe popołudnie" Przemysława Wojcieszka

W konkursie kina niezależnego jury pod przewodnictwem Małgorzaty Szumowskiej przyznało:

Grand Prix: "Ugór" Bartłomieja Matwiejczyka,

nagrodę specjalną: "Homo Father" Piotra Matwiejczyka,

wyróżnienie specjalne: Bodo Kox za role w "Ugorze" i "Homo Father".