Przedwyborcza debata o polityce zagranicznej

Polityka zagraniczna w kampanii wyborczej prawie nie istnieje. Dlaczego? Bo znacznie łatwiej proponować radykalne rozwiąznia i nośne hasła w polityce wewnętrznej niż w zagranicznej. A ci co władzę przejmą, rewolucji nie planują

Ukazała to wczorajsza debata TVN24 i "Rzeczpospolitej", którą w pewnym momencie zdominowała metafora ornitologiczna. Wojciech Olejniczak (SLD) przywołał radę rosyjskiego kolegi - polska polityka powinna być jak rosyjski orzeł - jedną głowę mieć zwróconą na Zachód, drugą na Wschód. Marek Borowski (SdPl) wolał, by orzeł pozostał z jedną głową, ale machał nią szybciej na obie strony.

W dyskusji trudno było szukać jednak nowych inicjatyw, pomysłów. Uczestnicy debaty woleli mówić o przeszłości - a raczej o tym, kto jest odpowiedzialny za obecną sytuację.

Na przykład Maciej Giertych starał się przedstawić LPR jako jedyną partię, która była przeciwko "udziałowi Polski w kolonialnej wojnie w Iraku". Dołączył do niego Jarosław Kalinowski (PSL), b. wicepremier w rządzie SLD-UP, który to rząd wojska do Iraku wysłał. Marek Borowski (b. marszałek Sejmu) przypominał też, że on też miał wątpliwości. Prowadzący nawoływali, by mówić o przyszłości, ale o tym było niewiele.

Drogowskazem polskiej polityki zagranicznej było po 1989 r. dążenie do członkostwa w NATO i Unii Europejskiej. Zgoda najważniejszych sił politycznych zachwiała się dopiero przy ubiegłorocznym sporze o konstytucję europejską (słynne "Nicea albo śmierć" Jana Rokity).

Dziś stoimy przed nowymi wyzwaniami. Trzeba na nowo określić naszą wizję Unii Europejskiej i model obecności we wspólnocie, odpowiedzieć na pytanie o stosunki z USA po wycofaniu naszych żołnierzy z Iraku, o relacje z Niemcami, Rosją, o politykę wschodnią.

Polityczna rura z gazem

I gdyby nie bulwersujące Polaków porozumienie Putin - Schröder w sprawie gazociągu bałtyckiego, sprawy międzynarodowe pozostałyby na marginesie kampanii.

Ta jedna sprawa jak w soczewce skupiła kilka zagadnień dotyczących współpracy trójstronnej Polska - Rosja - Niemcy i przyszłości UE.

Politycy musieli wczoraj odpowiadać, co zrobić z rurą. Okazało się, że do tej dyskusji są nieprzygotowani, choć o podpisaniu kontraktu było już głośno od miesięcy. Kazimierz M. Ujazdowski (PiS) zapowiedział, że Polska będzie blokować budowę w polskiej strefie ekonomicznej Bałtyku, choć przyznał, że to bardzo trudne i nie wie, czy możliwe.

Prowadzący debatę niemal wymogli deklarację od Jacka Saryusza-Wolskiego, że o ile będzie szefem MSZ, pierwszą wizytę złoży w Oslo. Sprawdzi tam, czy możliwe jest reaktywowanie kontraktu zawartego przez rząd Jerzego Buzka na gaz z Norwegii. Ale zastrzegł, że to rzecz wątpliwa. Marek Borowski twierdził, że w ogóle kontrakt był nierealny, bo zobowiązywał nas do kupowania zbyt dużej ilości drogiego gazu.

Olejniczak (SLD) nawoływał do poszukiwania gazu w Polsce, ale nie bardzo wiedział, ile go zużywamy i gdzie go szukać.

Wszyscy formułowali ogólniki o konieczności dywersyfikacji dostaw i byli bezradni wobec tego, co stało się w Berlinie.

Tadeusz Mazowiecki (PD) nawoływał do ściślejszej współpracy wewnątrz Unii i stworzenia wspólnej polityki energetycznej. To wykluczyłoby podobne problemy w przyszłości. Saryusz-Wolski określił to terminem "mrzonka", bo PO podobnie jak PiS jest sceptycznie nastawione do wspólnej polityki międzynarodowej UE. A przecież w niedzielę lider PO Jan Rokita zarzucał kanclerzowi Schröderowi, że podpisując kontrakt, nie dbał o solidarność z Polską członkiem UE. Gdzie tu konsekwencja?

Żaden z polityków nie przedstawił wczoraj pomysłu, jak poprawić napięte stosunki z Rosją i Niemcami. O takiej potrzebie mówili tylko Olejniczak i Giertych (ale LPR równocześnie straszy Niemcami).

Być może dlatego, że w kampanii wyborczej wszelkie próby ocieplenia tych relacji przeciwnicy łatwo mogą określić słowem "zdrada".

Tusk zagraniczny

W trakcie kampanii wyborczej niewiele więcej dowiemy się o przyszłości polskiej polityki zagranicznej. Dlaczego? Jeden ze sztabowców PiS powiedział mi kilka dni temu: - To sprawa skomplikowana, trudno ją przedstawiać, trudno wskazywać nowe pomysły. Poza tym tak naprawdę główne siły polityczne nie różnią się w tej sprawie zasadniczo. Wszyscy z wyjątkiem LPR chcą członkostwa w Unii (nawet Samoobrona nie chce występować ze wspólnoty, ale renegocjować traktat), a wszyscy w Kijowie podczas pomarańczowej rewolucji byli, więc trudno uznawać to za powód do chwały.

Jedynie Platforma Obywatelska mocniej akcentowała w swojej kampanii sprawy zagraniczne.

PiS, główny konkurent i zapewne przyszły koalicjant PO, sprawę przespał. Partia braci Kaczyńskich odegrała ogromną rolę w mobilizowaniu Polaków na pomoc pomarańczowej rewolucji na Ukrainie. W czerwcu Lecha Kaczyńskiego uhonorowała za to ukraińska organizacja Pora, ale ta informacja nie przebiła się przez media.

Teraz na Białoruś zamiast Kaczyńskiego pojechało dwóch posłów PiS. Nikt tego nie zauważył.

Pojechał natomiast Donald Tusk i dzięki nagłośnieniu jego spotkań z nieuznawaną przez reżim Łukaszenki szefową Związku Polaków Andżeliką Borys zyskał wyraźne punkty wyborcze jako obrońca polskich interesów. Również spotkanie 17 sierpnia z Angelą Merkel, kandydatką CDU na kanclerza Niemiec, ukazało go jako męża stanu. Dziś Tusk ma się spotkać z Nicolasem Sarkozym typowanym na przyszłego prezydenta Francji.

Wydaje się, że Kaczyńscy akceptują dominację PO w sprawach zagranicznych w przyszłej koalicji. Wprost proponują Rokicie szefostwo MSZ, gdyby to oni wygrali wybory i tworzyli rząd.

Co będzie po wyborach?

Po zwycięstwie koalicji PO-PiS w polityce zagranicznej gwałtownych zmian nie należy oczekiwać. Być może polityka europejska będzie twardsza. Strategiczne partnerstwo z USA zostanie utrzymane.

Problemem mogą być stosunki z Rosją i Niemcami. PO i PiS sa mniej skłonne do prób porozumienia z Putinem niźli prezydent Aleksander Kwaśniewski i SLD.

PiS jest także za ochłodzeniem relacji z Niemcami, szczególnie po zwycięstwie CDU. - PO afiszuje się kontaktami z Angelą Merkel, ale my nie możemy akceptować tego, że wiceprzewodniczącą tej partii jest Erika Steinbach, inicjatorka budowy Centrum przeciw Wypędzeniom - mówi Michał Kamiński szefujący kampanii Kaczyńskiego.

Z wczorajszej debaty płynie jednak i dobra nowina dla polskiej polityki zagranicznej. Wojciech Olejniczak zapowiedział, że SLD będzie w sprawach międzynarodowych w przyszłym Sejmie lepszą opozycją dla rządów PO-PiS niźli te partie wobec rządu SLD.