Komornicy ściągają na zdrowie

Ustawa o restrukturyzacji nie pomaga szpitalom. Sejm użył w ustawie o oddłużeniu szpitali słowa "zawiesić", a nie "umorzyć" postępowanie komornicze. I to wystarczyło - mówią dyrektorzy szpitali. Ustawa, która miała pomóc szpitalom, nie działa. Komornicy nadal ściągają miliony

"Odpoczniemy od komorników. Wreszcie spokojnie przeprowadzimy restrukturyzację" - to opinie, które w kwietniu powtarzali jak mantrę dyrektorzy szpitali. Właśnie wtedy Sejm uchwalił ustawę "o pomocy publicznej" szpitalom. Miała ona przerwać spiralę zadłużania się placówek służby zdrowia.

Dziś z restrukturyzacji chce skorzystać prawie 500 zadłużonych placówek. Ich nadzieje na koniec kłopotów z komornikami okazały się na razie fikcją.

Nadal walczą z nimi szpitale, które rozpoczęły restrukturyzację. Tak jest w Warszawie, Gdańsku, Zamościu, Kołobrzegu, Gorzowie, Słubicach.

Ustawa zakładała, że szpitale, które zakwalifikują się do programu restrukturyzacyjnego, dostaną pożyczkę z budżetu państwa. Z części spłacą należności wobec pracowników, resztę oddadzą wierzycielom - za leki, gaz, prąd itp. Ustawodawca chciał, aby z chwilą gdy szpital znajdzie się w programie, komornicy zawiesili wobec niego postępowania egzekucyjne dotyczące należności z lat 1999-2004. To sama lecznica miała od tej pory prowadzić negocjacje z wierzycielami i ustalać sposoby spłaty długów.

Pieniądze z NFZ nadal płyną do komornika

Kilkadziesiąt szpitali w Polsce już odczuło, że ustawa nie działa. Komornicy dokładnie przestudiowali jej zapisy i znaleźli sposoby, aby nadal pieniądze ściągać. Zgodnie z prawem komornik może zabrać 25 proc. pieniędzy szpitala zapisanych w kontrakcie z NFZ. Z nich ma spłacać wierzycieli, a ściąga je bezpośrednio od Funduszu. Ustawa mówi, że wydanie przez wojewodę postanowienia o wszczęciu restrukturyzacji zawiesza postępowanie komornicze. Dyrektorzy szpitali uważali, że teraz dostaną całość kwoty.

Komornicy twierdzą, że co prawda ustawa zawiesza egzekucję należności, ale to nie zwalnia Funduszu z obowiązku przekazywania wcześniej zajętych wierzytelności na depozytowe konto komornika.

- Zawieszenie postępowania egzekucyjnego nie jest równoznaczne z umorzeniem egzekucji - wskazuje komornik z Warszawy. - Wcześniej dokonane zajęcia pozostają w mocy.

Pieniądze z "wcześniej dokonanych zajęć" i te ściągane nadal wbrew ustawie komornicy muszą jakoś zabezpieczyć. Nie mogą już nimi obracać i spłacać wierzycieli, bo egzekucje są zawieszone, więc zawieszone są też czynności komornika.

Znaleźli więc doskonałe miejsce do przechowania "swoich" pieniędzy - to depozyt sądowy.

- Usłyszałem od komornika, że nasze pieniądze mogą tam poleżeć nawet do końca restrukturyzacji - tłumaczy dyrektor Zawadzki. - A to oznacza nawet i kilka lat!

Dla szpitali kwoty, które zamraża w depozycie komornik, są astronomiczne. Najbardziej zadłużony w kraju szpital w Gorzowie (215 mln zł długu) miesięcznie nie dostaje z tego powodu 2,5 mln zł.

- Pieniądze leżą w depozycie, więc komornik nie spłaca wierzyciela, a nam narastają odsetki, naliczane są też koszty komornicze. Za trzy miesiące wyniesie to 600 tys. zł - mówi Leszek Wakulicz, dyrektor gorzowskiej lecznicy.

- Pieniądze leżą na koncie sądowym bez żadnego oprocentowania. To skandal - podkreśla Janusz Chybicki, zastępca dyrektor gdańskiego szpitala MSWiA.

Podobnie wygląda sytuacja w szpitalu w Słubicach.

- Dochodzi do absurdu. Przez te zablokowane pieniądze nie mogę na bieżąco opłacać składek na ZUS, a jeśli tego nie robię, ZUS nie chce się dogadać co do spłaty zaległości - mówi Katarzyna Lebiotkowska, dyrektor słubickiego szpitala.

Musicie radzić sobie sami

Komornicy nie tylko zamrażają należności z "pieniędzy kontraktowych" z NFZ. Blokują też szpitalne konta, gdy tylko pojawią się na nich pieniądze.

- Wbrew nowym przepisom komornik zajął mi około 600 tys. zł - mówi Andrzej Mielcarek, dyrektor Szpitala im. Papieża Jana Pawła II w Zamościu. - Jeżeli nie zostaną szybko odblokowane, to powstaną nowe długi i nie będę miał szans na umorzenie.

Komornik zajął pieniądze już po rozpoczęciu procedury restrukturyzacyjnej. A dług powstał w okresie 1999-2004, czyli w czasie kiedy z mocy ustawy szpital powinien być chroniony przed tą egzekucją.

- Ustawa dotyczy zaległości szpitala znanych na koniec 2004 r. Tymczasem sąd wydał nakaz zapłaty w tym roku, więc działałem zgodnie z prawem - uważa Dariusz Kulej, komornik, który zajął pieniądze szpitala w Zamościu. Przyznaje, że nowe przepisy są nieprecyzyjne.

- Szpital powinien zaskarżyć decyzję komornika do sądu - radzi Jan Bondar, rzecznik resortu zdrowia.

Szpitale już to zrobiły, nie czekając na porady, ale problem nie zniknął.

- Nawet jeśli wygram, komornik może na wniosek innego wierzyciela zająć pieniądze ponownie - twierdzi Andrzej Mielcarek. - A ja będę miał znów zablokowane konto.

Pomocną dłoń komornikom podał prezes NFZ Jerzy Miller. Wysłał do wszystkich oddziałów NFZ zalecenie, aby wypłacały szpitalom pełną pulę należności z kontraktu, dopiero kiedy sam komornik ich zawiadomi o zawieszeniu postępowania egzekucyjnego względem szpitala.

Jaki interes ma komornik, aby zawiadamiać Fundusz o zawieszeniu postępowania? Jego dochody to 15 proc. z każdego przelewu. Policzmy. Fundusz przekazuje szpitalowi miesięcznie np. 800 tys. zł. Od razu na konto komornika idzie 25 proc., czyli 200 tys. zł.

Z tej sumy komornik spłacał wierzycieli, a dla siebie brał 30 tys. zł - to te 15 proc. z przelewu. Kto dobrowolnie zrezygnuje z takiej miesięcznej pensji?

Komornik może zwlekać z zawieszeniem postępowania egzekucyjnego do czasu, aż szpital złoży w sądzie tzw. skargę na bezczynność komornika. Z reguły robi to po dwóch, trzech miesiącach. Sprawa trafia do sądu i znów utyka nawet na pół roku. Przez ten czas pieniądze dalej płyną na konto komornika.

Winni są posłowie

Według dyrektorów szpitali winni są posłowie, którzy w ustawie zamiast tylko zawiesić egzekucje komornicze, powinni je umorzyć na czas trwania w szpitalu programu restrukturyzacyjnego.

- Byliśmy święcie przekonani, że tak właśnie będzie - mówi poseł SLD Jakub Derech-Krzycki, członek komisji zdrowia. - Na etapie prac w komisji żaden z prawników i ekspertów nie zwrócił na to uwagi. Chcieliśmy lepiej, a jest gorzej.

Poseł uważa, że szanse na zwołanie specjalnego posiedzenia Sejmu są znikome. Wysłał jednak pismo do ministra sprawiedliwości z prośbą, żeby ten wpłynął na komorników. Odpowiedź ministra nie pozostawia złudzeń: - Na pracę komorników nie mogę wpływać.

Sprawa kontrowersyjnej ustawy miała zostać jeszcze poruszona na komisji zdrowia 29 sierpnia. Nie została.

Ustawy broni minister zdrowia Marek Balicki. Jego zdaniem zapis o zawieszeniu nie jest błędem w ustawie, a pretensje dyrektorów i żądanie zmiany zapisów w ustawie są bez sensu.

- Najgorsze, że jeśli program restrukturyzacyjny się nie powiedzie, szpital musi ogłosić upadłość. Tak działa ustawa - mówi dyrektor Zawadzki.