Biesłan - w rocznicę tragedii

Tu strzelano do pięcio- i dziesięciolatków - mówił do dziennikarzy jeden z mieszkańców Biesłanu. - Jak tego nie przeżywać? Rosja wspominała wczoraj jedną ze swoich największych tragedii

Gdy rok temu do szkoły podstawowej w niewielkim Biesłanie u stóp Kaukazu wtargnęli terroryści Szamila Basajewa, świat był w szoku. Nigdy wcześniej się obiektem ataku terrorystów nie stały się dzieci, które przyszły do szkoły na powitanie nowego roku szkolnego. Wśród zakładników znaleźli się nauczyciele i rodziny dzieci - łącznie 1300 osób. Choć rosyjskie służby specjalne szkołę po trzech dniach odbiły, w trakcie szturmu zginęło 331 zakładników.

Wczoraj od rana na terenie szkoły, przy ruinach zniszczonej sali gimnastycznej gromadzili się byli zakładnicy, rodziny pomordowanych, ale także zwykli mieszkańcy miasteczka - wielu z nich do dziś nie doszło do siebie po tragedii. - Strzelali do pięcio- i dziesięciolatków - mówił do dziennikarzy jeden z mieszkańców Biesłanu. Jak tu nie przeżywać?

O godz. 9.15 - dokładnie wtedy, gdy przed rokiem szkołę zajęli terroryści - odezwał się żałobny dzwon. A potem wszyscy usłyszeli Requiem Mozarta. Ze łzami w oczach ludzie zapalali świece, składali kwiaty.

W całej Rosji w cerkwiach odprawiano wczoraj modły za dusze poległych. Telewizja transmitowała przemówienie prezydenta Putina: - Co można powiedzieć w obliczu takiej tragedii? Pomilczmy parę sekund, by uczcić pamięć dzieci, ofiar terrorystów.

Dziś prezydent będzie miał ciężki dzień. Ma się spotkać na Kremlu z rodzinami ofiar. Tego spotkania unikał cały rok. Bał się niewygodnych pytań, np. dlaczego władze nie chciały negocjować z terrorystami albo dlaczego wojsko użyło miotaczy ognia, które wywołały pożar w szkole.

A jutro w Biesłanie będzie odsłonięty pomnik zabitych dzieci.