Dzień zwycięstwa

Gdańsk świętował zwycięstwo ?Solidarności? jak przed 25 laty: pod stocznią tłumy, kwiaty, łzy, śpiewy. - To zwieńczenie mego życia - szepnął prof. Zbigniew Brzeziński na ucho Jerzemu Buzkowi

Historyczna brama nr 2 łącząca stocznię i plac "Solidarności" od świtu stała się celem pielgrzymek mieszkańców Trójmiasta. Wiele osób jak przed laty wpięło w ubrania znaczki "S". Ludzie przynieśli ze sobą stołeczki i leżaki. Tuż za bramą koczowali robotnicy z zakładowej "Solidarności", którzy spędzili w stoczni noc - w namiotach i przy grillach kontestowali nadchodzącą imprezę "VIP-owską". Zabawiała ich punkowa grupa Bielizna. Jej lider Jarek Janiszewski dwukrotnie bisował, wyśpiewując "Zimny wiatr" - protest song przeciwko likwidacji miejsc pracy. Piosenki słuchał w skupieniu Janusz Śniadek, szef "S", który nocą pojawił się na pikniku.

- Jestem, gdzie powinienem być - mówił. - Tutaj ludzie boją się o swój zakład pracy. Ten protest wpisuje się w to, co zawsze robiła "Solidarność", do czego została powołana. Jeżeli to komuś przeszkadza, to tym bardziej trzeba tutaj być. W uroczystych obchodach tyle mówi się o polityce, ekonomii, historii. A gdzie wymiar socjalny i moralny? Przyszedłem tutaj po to, żeby wam powiedzieć - cała "Solidarność" jest z wami!

Pod stocznią wyrasta miasteczko

Rano ulice wokół stoczni - zamknięte dla ruchu - zamieniły się w kolorowy deptak pełen straganów z chorągiewkami "S", zniczami, oranżadą i patrolowany przez silne grupy policji, straży miejskiej, BOR i innych przedstawicieli tajnych służb. W pełnym słońcu z autokarów wysypywały się w białych koszulach delegacje zakładów, regionów i branż - aby złożyć wiązanki pod bramą. Delegaci wtorkowego zjazdu "S" w garniturach, z flagami i naręczami kwiatów składali hołd pod pomnikiem Poległych Stoczniowców.

Aby się tam dostać, wszyscy musieli przejść drobiazgową kontrolę: policjanci i antyterroryści stojący przy bramkach sprawdzali nawet zawartość damskich torebek. Wszyscy poddawali się rewizji bez szemrania: zaprotestowała jedynie grupka zwolenników prałata Henryka Jankowskiego, która przybyła by odśpiewać pod bramą religijne pieśni.

- Stoczniowcy, przegnajmy razem tych złodziei, którzy wyprzedali Polskę! - pokrzyczeli i poszli.

W południe okolica była już wypełniona harcerzami śpiewającymi strajkowe ballady, związkowcami z flagami i proporczykami, turystami z całego kraju, wzruszonymi weteranami "Solidarności" i oficjalnymi delegacjami z kilkunastu krajów.

Przyjechał prezydent Aleksander Kwaśniewski, którego część zebranych powitała gwizdami. Związkowcy spod bramy zaczęli krzyczeć "Precz z komuną!", ale gdy o 12.30 rozpoczęła się pod pomnikiem msza, 10-tysięczny tłum zastygł w skupieniu.

Słowa Papieża, słowa biskupa

Nabożeństwo koncelebrował arcybiskup Stanisław Dziwisz, nowy metropolita krakowski i wieloletni sekretarz Jana Pawła II. Hierarcha jako osobisty wysłannik obecnego papieża przywiózł jego przesłanie dla uczestników obchodów. "Wszyscy zdajemy sobie sprawę, jak wielkie znaczenie dla Polski i Europy miał ruch "Solidarności". Wiem, jak bardzo zależało mojemu poprzednikowi Janowi Pawłowi II, aby dokonał się ten cud dziejowej sprawiedliwości. Wiem, jak bardzo wspierał "Solidarność" swoim autorytetem i bronił jej przez dyplomację. Chodziło o słuszną sprawę. Upadek muru berlińskiego i włączenie krajów bloków sowieckiego jest tego dowodem. Gratuluję Polakom i życzę, żeby mogli cieszyć się nie tylko wolnością, ale i ekonomicznym dobrobytem" - napisał Benedykt XVI.

Zebrani zareagowali burzą oklasków.

Arcybiskup przypomniał "Solidarności" obowiązki: - Jeśli prawdziwie pragnie służyć narodowi, winna wrócić do swoich korzeni, do ideałów, jakie przyświecały jej jako związkowi zawodowemu. (...) Trzeba przecież przywrócić prawo do wolnej od pracy niedzieli, likwidować częste łamanie prawa do ośmiogodzinnego dnia pracy, wyeliminować nieludzkie traktowanie pracowników, dbać o godziwe wynagrodzenie za pracę. "Solidarność" musi sięgnąć do swoich korzeni.

Homilii słuchali m.in. Lech Wałęsa i b. premier Jerzy Buzek, który siedział obok Zbigniewa Brzezińskiego, dawnego doradcy prezydenta USA Jimmiego Cartera.

- W pewnej chwili Brzeziński powiedział mi na ucho: "Ten moment to zwieńczenie mojego życia" - zdradził nam Buzek.

Oficjele murują, orkiestra gra

Po nabożeństwie oficjalne delegacje rozeszły się po mieście, by o 16 spotkać się na lunchu, który w gdańskim ratuszu wydał premier Marek Belka. Spotkanie trwało krótko, bo już o godz. 17 wszyscy wrócili pod pomnik i bramę, gdzie wmurowano akt erekcyjny Europejskiego Centrum Solidarności. Ma to być muzeum, centrum konferencyjne i naukowe, które stanie sto metrów od pomnika.

- Marzy mi się, żebyśmy w tym centrum znaleźli odpowiedź, co mają robić kraje, które odzyskują swobodę - mówił Wałęsa. - My wyrwaliśmy się do wolności i nie wiedzieliśmy co dalej. Teraz taki problem ma Ukraina.

- Takie centrum jest Europie potrzebne, by pielęgnować ideę solidarności - dodał chwilę później szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso.

Uroczystości zakończył wieczorem koncert symfoniczny z prapremierą skomponowanej specjalnie na tę okazję "Kantaty dla wolności" Jana A.P. Kaczmarka