Komu potrzebna Solidarność

Czy "Solidarność" wygrała, czy przegrała - o to podczas warszawskich obrad konferencji "Od Solidarności do wolności" pokłócili się dawni działacze ruchu

Denis Macshane, b. brytyjski wiceminister spraw zagranicznych i działacz związkowy, zapamiętał taką scenkę z 1985 roku. Na sesję Światowej Organizacji Pracy we Francji przyjechali przedstawiciele "S". - To było niesamowite, nagle, przybyli do nas związkowcy, prawdziwi robotnicy z uciskanej Polski i dodatkowo przedstawili dobre wystąpienia. Gdy skończyli, wszyscy wstali w uniesieniu zacisnęli pięść i odśpiewali Międzynarodówkę. To przeraziło i skonfundowało Polaków.

Przewodniczący wczorajszej sesji Bronisław Geremek nazwał ruch "Solidarności" cudem historii. Z wypowiedzi zagranicznych gości wynikało, że była rzeczywiści zdarzeniem niezrozumiałym.

Dziennikarze, którzy pracowali w Polsce przypominali, że główną troską zachodnich polityków było czy zamieszki w Polsce nie doprowadzą do wojny atomowej. Niemieckie gazety zastanawiały się jaki wpływ "Solidarność" będzie wywierała na dialog Wschód - Zachód, brytyjscy konserwatyści bali się związków zawodowych, ale uspokajała ich religijność strajkujących. "Jak miło widzieć klasę robotniczą na kolanach" mówił były premier Harold Macmillan.

Najlepiej sytuację rozumieli Francuzi, bo - jak mówił ówczesny korespondent Bernard Guetta - część ich lewicowych elit intelektualnych wychowała się na marcu 1968 roku. - Dla nich sowiecki komunizm był passe, a francuski ruch związkowy tworzyli młodzi socjaliści i ludzie ruchu chrześcijańsko-demokratycznego - tłumaczył.

Czy to był sukces?

To pytanie postawił francuski intelektualista Paul Thibaund. - "Solidarności" nie udało się urzeczywistnić utopii społeczeństwa obywatelskiego - mówił. Jego zdaniem była to ostatnia próba budowy społeczeństwa samorządnego i demokratycznego, gdzie zakładami pracy kierowałyby samorządy. - "S" tego nie zrealizowała, nie wytworzyła elit, nie wytworzyła trwałego ruchu społecznego - twierdził.

Jego zdaniem ruch "S" był nie tylko kresem komunizmu, ale i kresem XIX- wiecznych socjalistycznych utopii. Przyznał, że trudności w urzeczywistnieniu tych wizji wynikały również z tego, że "Solidarność" była sama. - Zachód wolał być raczej współczującym widzem niźli aktywnie działać.

Znacznie gorszą diagnozę spuścizny "S" przedstawili - ku zaskoczeniu gości -Polacy. - Matka wolności - "Solidarność" zmarła podczas porodu - mówił prof. Tadeusz Kowalik.

Wspomniał, że niedawno spotkał robotnika ze stoczni, który go tam wpuścił w 1980 roku i teraz zastanawiał się czy dobrze zrobił. Przypominał, że Polska jest krajem, gdzie istnieje największe bezrobocie. - W firmach prywatnych w Polsce nikt nie chce słyszeć o związkach zawodowych, a warunki pracy są skandaliczne - twierdził.

W inny ton uderzył socjolog Paweł Śpiewak. Zwrócił uwagę, że "S" nie była lewicowa, czy prawicowa, przede wszystkim była ruchem etycznym. Jego zdaniem nikt obecnie o tym nie wspomina, bo wówczas należałoby z tradycji wyłączyć członków PZPR. Przyczyną obecnych kłopotów "Solidarności" i Polski - uważa Śpiewak - jest nierozliczenie przeszłości, czyli przeprowadzenie lustracji i dekomunizacji.

- Przestańmy w dyskusji o "Solidarności" operować raz piekłem raz niebem, dojdźmy do równowagi - protestował Tadeusz Mazowiecki, doradca strajkujących w Sierpniu i pierwszy niekomunistyczny premier.

- Ja jestem z "Solidarności" dumny. Owszem, teraz jest trudno, ale te trudności nie wynikają z dziedzictwa "Solidarności, ale są typowymi trudnościami zmieniającego się państwa - mówił Stefan Niesiołowski, b. działacz opozycji demokratycznej.

- Nie niszczmy tego, co zbudowaliśmy. Tym którzy walczyli, a wiele stracili należy się przynajmniej szacunek - mówiła opozycyjna działaczka Ewa Kulik. - Młodzi ludzie przychodzą i kupują w sklepiku przy stoczni znaczki "Solidarności". Przyznawanie się do "Solidarności" nie jest już obciachem.

Dzieło wolności niezakończone

Zagraniczni goście wskazywali na wielki wpływ "S" na wydarzenia w świecie. Denis Macshane powiedział, że dzieje "S" zna bardzo dobrze obecny prezydent Brazylii Ignacio da Lula de Silva. W latach osiemdziesiątych była tematem dyskusji wśród czarnych robotników w kopalniach RPA i w oparciu o jej wzorce tworzyli oni organizacje związkowe.

Chiński działacz opozycyjny Cai Chougguo powiedział, że "Solidarność" była w latach osiemdziesiątych bardzo popularna w Chinach. - Wtedy był konflikt z ZSRR i pokazywano, że w strefie radzieckiej nie dba się o robotników. Przestano o "Solidarności" mówić w 1989. Byłem na Placu Niebiańskiego Spokoju, widziałem studentów przejechanych przez czołgi, teraz wiem, że władza w Chinach nauczyła się, że taki ruch jak "Solidarność" trzeba zdusić. To też wpływ Solidarności.

W tym kontekście aktualnie zabrzmiały wypowiedzi b. sekretarz stanu USA Madelaine Albright, która przypominała, że powinnością Zachodu jest wspieranie narodów walczących o demokrację i przestrzegała bogate państwa przed "samozadowoleniem".

Socjolog Ralf Dahrendorf przypomniał, że zagrożenia dla wolności istnieją wszędzie. Może nim być również państwo ograniczające swobody pod pozorem walki z terroryzmem. - Dzieło wolności nigdy nie jest zakończone. Demokracja i rządy prawa są narażone nieustannie na ryzyko - mówił nawołując do ich nieustannej obrony. - Jedyną gwarancją jesteśmy my sami - dodał przypominając, że to zdanie wypowiedział Andrzej Gwiazda w 1980 roku.