Lech Kaczyński złagodniał?

Czego brakuje III RP? Sprawiedliwości - twierdzi Lech Kaczyński i pod hasłem "Silny prezydent uczciwa Polska" rozpoczyna drugi etap kampanii wyborczej

- Ta konwencja jest początkiem kampanii, jakiej Polska nie widziała, bo PiS jest partią, jakiej Polska nie widziała, a Lech Kaczyński to kandydat na prezydenta, jakiego Polska nie miała - mówił europoseł PiS Michał Kamiński.

Kampania ma przywrócić kandydatowi PiS pierwsze miejsce w rankingu wyborczym i wspomóc PiS w wyborach parlamentarnych. Kaczyński - jak zapowiedział jego rzecznik Adam Bielan - wziął urlop ze stanowiska prezydenta Warszawy.

Pomachajcie państwo!

Na inaugurację do warszawskiej hali Torwar przyjechało blisko 7 tys. aktywistów partii, w sali powiewały flagi, a w kulminacyjnym momencie specjalne armatki wystrzeliły chmurę konfetti.

Ekipa filmowa z kamery na specjalnym wysięgniku kręciła kolejną reklamówkę partii. - Mam dla państwa propozycję układu - wy możecie zabrać do domu plansze w Lechem Kaczyńskim, które wam daliśmy, ale trochę nimi pomachajcie - mówił do widzów Kamiński, mając zapewne na względzie uwagi filmowców.

Konwencja PiS nawiązywała do 25. rocznicy "Solidarności", bo - jak przypominał Kamiński: "PiS nie wypiera się swoich solidarnościowych korzeni". Na początku zaproszeni artyści zaśpiewali kilka piosenek Kaczmarskiego, Gintrowskiego i Andrzeja Garczarka sprzed 20 lat.

Na scenie pojawił się Bogdan Borusewicz - inicjator strajku, potem działacz "Solidarności" i Unii Wolności (kandydujący do Senatu z poparciem PiS i PO), powiedział: - Lech Kaczyński był ze mną w 1977 r., gdy tłumaczył młodym robotnikom, jakie mają prawa. W stanie wojennym był ze mną i tłumaczył, że społeczeństwo polskie ma prawo do życia w wolności. Teraz ja jestem z Lechem Kaczyńskim.

Jego słowa wzbudziły aplauz widowni. Jednak zwolennicy Kaczyńskiego głośniej klaskali, gdy przewodniczący kolejarskiej "S" Stanisław Kogut nazywał Kaczyńskiego wykonawcą testamentu Jana Pawła II i mówił, że Kaczyński może być przywódcą na miarę Piłsudskiego.

Naprawmy III RP i nazwijmy ją IV

- Zbudujmy IV Rzeczpospolitą, państwo na miarę naszych oczekiwań - kończył przemówienie Kaczyński. I było to jedno z najmocniejszych określeń, jakich w wystąpieniu użył. Brakło w nim typowych dla lidera PiS słów: "radykalny", "fundamentalny". Kaczyński nie nazywał Polski "Rywinlandem", ku wyraźnemu rozczarowaniu części widowni nie nawoływał do dekomunizacji i ujawnienia agentury. Zabrakło nawet rutynowych zaczepek w stronę PO.

Nie wiadomo, czy na niespodziewaną łagodność wystąpienia wpłynęła odśpiewana przed jego wystąpieniem pieśń Natana Tenenbauma - "Tylko chroń mnie, Panie, od nienawiści", czy też kalkulacja wyborcza, która nakazuje obecnie kandydatom zwracać się ku spokojniejszemu centrum.

Kaczyński nie mówił już o konieczności "skończenia z III RP", ale o "głębokich zmianach", tak głębokich, że po ich wprowadzeniu można mówić o nowym państwie.

Zapewniał, że popiera wprowadzenie nowej konstytucji, ale jego zdaniem głębokich zmian można dokonać już pod rządami obecnej ustawy zasadniczej.

Mówił też, że Polska mimo różnych zastrzeżeń odzyskała niepodłegłość i demokrację. Przez 16 lat - jak stwierdził - "wielu uczciwych ludzi odniosło sukces", pochwalił rozwój oświaty, stwierdził jednak, że w III RP "zapomniano o sprawiedliwości".

Zapowiedział, że jego celem jest walka o szeroko rozumianą sprawiedliwość. Obiecał także walkę z bezrobociem, podziałem kraju na część biedną i bogatą. Młodym i średniozarabiającym obiecał stworzenie szans na zakup mieszkania, a pacjentom poprawę funkcjonowania służby zdrowia.

Konwencję zakończył występ Justyny Steczkowskiej.