Polacy na Białorusi nękani za deptanie trawnika

Wczoraj polscy działacze Andrzej Pisalnik i Andrzej Poczobutt zostali skazani za wejście na trawnik podczas pikiety. Za pikietę jeszcze w lipcu dostali grzywny. Teraz grozi im więzienie za to, że je zapłacili

Pisalnik i Poczobutt, polonijni dziennikarze "Głosu znad Niemna", gazety Związku Polaków na Białorusi, stanęli w środę przed kolegium. Odpowiadali za to, że 6 lipca w czasie pikiety w obronie zamkniętej przez władze gazety mieli "naruszyć integralność ozdobnego trawnika" przed siedzibą władz Grodna.

Sądziło ich pięciu urzędników państwowych i kierujący komisją mjr Aleksandr Chilko, zastępca komendanta milicji w dzielnicy Leninowskiej, który osobiście kieruje akcjami represyjnymi przeciw Związkowi Polaków.

Jedynym świadkiem zeznającym przed kolegium, jak zwykle w takich przypadkach, był milicjant. Czasem w roli świadka samorzutnie występował sam major Chilko, który w lipcu dowodził milicjantami rozpędzającymi pikietę.

W środę major bez wahania, automatycznie, odrzucał wszelkie skargi i wnioski zgłaszane przez Poczobutta i Pisalnika. Poczobutt chciał na przykład, by komisja obejrzała film nakręcony przez milicję w czasie trwającej zaledwie kilka minut pikiety. - Na filmie widać dokładnie, że nie wchodziłem na trawnik, tylko cały czas stałem na chodniku z plakatem. Za udział w pikiecie zostałem już skazany przez sąd na grzywnę 5,1 mln rubli (2,5 tys. dol.)- dowodził Poczobutt.

Mjr Chilko odpowiedział, że film najpewniej został już zniszczony.

Pisalnik przyznał się, że wszedł na trawnik i próbował rozbić na nim namiot. Domagał się jednak, by mu dowiedziono, że rzeczywiście uszkodził gazon. Usłyszał od majora, że takich dowodów nie ma, bo nikt ich nie zbierał.

Komisja jednogłośnie uznała obu dziennikarzy za winnych i wymierzyła im mandaty po 50 tys. rubli (25 dol.).

Ten werdykt to tylko epizod systematycznego gnębienia białoruskich Polaków. Na przykład Poczobutt w tym roku już dwa razy po 10 i 15 dni siedział w więzieniu. W lipcu za udział w pikiecie w obronie "Głosu" sąd skazał go na grzywnę większą, niż wart jest cały jego dobytek.

Dzięki pomocy z Polski Poczobuttowi udało się zapłacić grzywnę z lipca. I teraz za to grozi mu kara nawet kilku lat więzienia. Wzywa go bowiem do siebie Inspekcja Podatkowa, która każe mu wyjaśnić, skąd wziął pieniądze na grzywnę i czy otrzymawszy je, zapłacił od darowizny podatek.

Takie same problemy z urzędem skarbowym ma Pisalnik i trzech innych dziennikarzy ukaranych grzywnami za lipcową pikietę. Grożą im wieloletnie kary więzienia i kolejne wysokie grzywny.

A przyjąć pomocy z Polski nie będzie już im wolno. Łukaszenko kilka dni temu podpisał dekret, zgodnie z którym obywatel Białorusi może wykorzystać pieniądze przekazane mu z zagranicy wyłącznie za zgodą administracji prezydenckiej i w sposób wskazany mu przez urzędników.