Zabójczyni brata Rogera: Nie chciałam zabić

Zarzut zabójstwa z premedytacją postawiła francuska prokuratura morderczyni brata Rogera, założyciela wspólnoty w Taizé. Ona twierdzi, że nie chciała zabić, lecz ostrzec przed spiskiem masońskim

Trumnę z ciałem brata Rogera Schutza wystawiono w czwartek w kościele Pojednania w Taizé. W tym samym kościele we wtorek został śmiertelnie ugodzony nożem przez 36-letnią Luminitę Solcanu z północnowschodniego rumuńskiego miasta Iasi. Śmierć przeora z Taizé, symbolu pojednania ekumenicznego, była dla Kościołów chrześcijańskich szokiem.

Prokurator Burgundii Jean-Lous Coste, który w czwartek przesłuchiwał Solcanu, opowiedział przebieg tragicznego wydarzenia: do Taizé Rumunka przybyła dwa dni przed morderstwem. Na początku wieczornej mszy we wtorek wślizgnęła się do chóru w pobliże brata Rogera, rzuciła się na niego i dwukrotnie ugodziła nożem w szyję. Z upływu krwi brat stracił przytomność, a po 15 minutach zmarł.

Solcanu utrzymuje, że wcale nie chciała go zabić. - Trzyma się wersji, że tylko przyłożyła nóż do jego gardła, aby jej wysłuchał. Uważa, że ruszył głową i się zaciął - opowiada Coste.

Solcanu nalegała na spotkanie z przeorem, bo chciała go ostrzec przed spiskiem masonów. Psychiatra po wstępnych badaniach stwierdził u niej zaburzenia paranoidalne, co zdaniem prokuratury "nie przekreśla jej odpowiedzialności za czyn, ale znacznie ją zmniejsza". - Nie ma wątpliwości, że był to atak z premedytacją. Dzień wcześniej kupiła nóż - uważa prokurator.

Luminita Solcanu, bezrobotna absolwentka elektroniki i telekomunikacji, pochodzi z praktykującej katolickiej rodziny. Jej matka była przekonana, że córka pojechała do Taizé, aby modlić się o pomyślny przebieg operacji.

Następca brata Rogera na stanowisku przeora brat Alois Löser mówi, że w Taizé jest spokojnie. Pogrzeb brata Rogera odbędzie się 23 sierpnia o godz. 14.