Ewakuacja Strefy Gazy

Osadnicy i broniący ich żydowscy radykałowie starli się wczoraj z żołnierzami, którzy przeprowadzają operację wycofania ze Strefy Gazy. Są setki aresztowanych

Osiem tysięcy żydowskich osadników ma czas do wtorku do północy na dobrowolne wyprowadzenie się ze swoich osiedli. Potem będą usuwani siłą przez izraelską armię.

We wtorek przeciwnicy wycofania przepychali się z żołnierzami, podpalali ich samochody i obrzucali kamieniami. Najgoręcej było u wejścia do osiedla Newe Dekalim (jednego z 21 w Gazie), które już od dawna było centrum oporu przeciw planom izraelskiego rządu. Policja musiała zniszczyć zamkniętą bramę wejściową i rozpędzić blokującą ją młodzież, żeby umożliwić ciężarówkom wywóz dobytku tych, którzy zgodzili się odejść sami. Szacuje się, że w całej Gazie około połowa mieszkańców wszystkich 21 osiedli już się wyprowadziła. Wszyscy przesiedleńcy dostaną od państwa wielkie odszkodowania (do 300 tys. dol.).

Malutka Strefa Gazy była okupowana przez Izrael od 1967 r. O jej opuszczeniu i całkowitym przekazaniu Palestyńczykom (żyje ich tu 1,4 mln) zdecydował w zeszłym roku izraelski premier Ariel Szaron. Żeby zrealizować swoją decyzję, musiał zaprosić do rządu opozycyjną Partię Pracy, bo zbuntowała się część jego partyjnych kolegów z Likudu.

Wycofanie jest gestem dobrej woli wobec Palestyńczyków, poza tym ochrona niewielkich osiedli w Gazie wymagała ogromnych nakładów. - Rozumiem ból wysiedlonych, ale nie mogliśmy zostać w Gazie na zawsze - mówił w poniedziałek w telewizji Szaron. Powtórzył też swój stary argument za wycofaniem: przesiedleńcy z Gazy będą dużo bezpieczniejsi na terytorium Izraela.

Radykalni bojownicy z Hamasu wyszli wczoraj na ulice Gazy, żeby świętować swoje "zwycięstwo". Prezydent Autonomii Palestyńskiej określił wycofanie "historycznym", ale wezwał Izrael do opuszczenia osiedli na Zachodnim Brzegu Jordanu, gdzie mieszka 400 tys. Żydów. Taki scenariusz premier Szaron kategorycznie wyklucza i zapowiada, że osiedla będą rozbudowywane.