Libański watażka z lat wojny domowej wychodzi na wolność

Samir Dżadża, dowódca chrześcijańskich bojówek w latach wojny domowej, wyszedł wczoraj z więzienia w Bejrucie. Przez 11 lat w sześciometrowej podziemnej celi odsiadywał poczwórny wyrok dożywocia

Siły Libańskie - chrześcijańskie bojówki - w czasie wojny domowej w latach 70. i 80. walczyły z muzułmanami i druzami. Po wojnie przekształciły się w partię polityczną, ale zostały zdelegalizowane w 1994 r.

Właśnie wtedy libańskie władze aresztowały przywódcę bojówek Samira Dżadżę. Oficjalnie powodem był jego udział w zamachu bombowym na kościół, w którym zginęło 11 osób. Przy okazji został też oskarżony o przestępstwa wojenne, m.in. zabicie premiera Raszida Karamiego i chrześcijańskiego polityka Danny'ego Szamuna. Dostał poczwórną karę śmierci zmienioną potem na dożywocie.

W ten sposób został jedynym libańskim watażką skazanym za zbrodnie wojenne. Przywódcy innych milicji winni podobnych przestępstw zostali objęci amnestią już w 1990 r. Ponieważ pogodzili się z syryjską dominacją w Libanie, nie byli niepokojeni.

Antysyryjski Dżadża zawsze był w Libanie uważany za więźnia politycznego, a jego wypuszczenie to kolejny prztyczek dla Syryjczyków, którzy w kwietniu, po 29 latach, wycofali z Libanu swoje wojska. 18 lipca zdominowany przez antysyryjskie ugrupowania parlament w Bejrucie uchwalił ułaskawienie Dżadży, następnego dnia podpisał je prezydent.

Z więzienia Dżadża pojechał prosto na lotnisko, gdzie spotkał się z towarzyszami z Sił Libańskich. - Wyszliście z wielkiego więzienia, a mnie wyciągnęliście z małego - mówił. To były długie, ponure lata, ale na szczęście wszyscy mamy je już za sobą.

Teheran już zapowiedział, że oskarży Dżadżę o porwanie w 1982 r. na punkcie kontrolnym Sił Libańskich w Bejrucie czterech Irańczyków - trzech dyplomatów i fotografa. Teheran podejrzewa, że zostali przekazani Izraelowi, jednak obecny przewodniczący Sił Libańskich Karim Pakraduni zaprzecza i twierdzi, że irańczycy zginęli w czasie ostrzału kwatery Sił Libańskich.