Brytyjczycy poznali nazwiska zamachowców

Nazwiska zamachowców są największym szokiem dla ich rodzin, które prawdopodobnie o niczym nie wiedziały. Jedna zgłosiła policji, że zaginął - obawiała się, że mógł paść ofiarą londyńskich zamachów

Policja nie podała oficjalnie pochodzenia zamachowców. Według brytyjskiej prasy ich rodziny przyjechały do Wielkiej Brytanii z Pakistanu. Rodzina 22-latka Shehzada Tanweera wiedziała, że przed zamachami udał się do Londynu. Gdy tylko usłyszała o bombach w metrze i autobusie, zaczęła go szukać. Zostawiała wiadomości na automatycznej sekretarce jego komórki, błagając, by się odezwał. Według dziennikarzy powiadomiła policję. Okazało się, że był to jeden z tropów, który ułatwił śledztwo. Policja poinformowała jedynie, że otrzymała zgłoszenie od jednej z rodzin - nie podała jednak, od której.

Rodzice Shehzada i on sam od 20 lat mieszkali w Leeds w północnej Anglii. Wiadomo już, że stąd pochodzili wszyscy czterej zamachowcy. Niektórzy znajomi wskazywali jednak, że ostatnio zrobił się bardziej religijny i codziennie chodził do meczetu. Według dziennika "The Independent" w 2004 r. podróżował do Pakistanu. "The Guardian" donosi, że odbył pielgrzymkę do Mekki.

Wiadomo, że Shehzad kolegował się z innymi sprawcami zamachów. Najmłodszy z grupy był 19-letni Hasib Hussain. Jego ojciec pracuje w fabryce. Sąsiedzi opowiadali dziennikarzom, że był trochę rozbrykany, rodzice mieli z nim kłopoty. Półtora roku temu stał się jednak bardzo religijny i kłopoty się skończyły. Według "The Independent" jego rodzina także powiadomiła policję, że zaginął.

Seniorem trójki był 30-letni Mohammed Sidique Khan. Do Leeds przeprowadził się niedawno. Miał żonę i ośmiomiesięczne dziecko. Według sąsiadów pytanych przez dziennik "The Times" pracował z niepełnosprawnymi dziećmi.

W tajemnicy przed rodziną

Eksperci wskazują, że zamachowcy z pewnością nie ujawniali rodzinom swych planów. Policja aresztowała tylko jednego krewnego zamachowca i go przesłuchuje. Informacje o nazwiskach zamachowców to dla policji dopiero początek śledztwa. Teraz koncentruje się na ustaleniu, kto był mocodawcą czterech mężczyzn. Jest prawie pewne, że nie działali sami.

Telewizja BBC podała wczoraj po południu, że policja poszukuje piątego mężczyzny w związku z zamachami, lecz że nie było go na miejscu zamachów. Eksperci wskazują, że w Wielkiej Brytanii mógł przebywać zagraniczny ekspert od organizowania ataków terrorystycznych. Jeśli tak, to zapewne wyjechał jeszcze przed czwartkiem. Policja przeszukiwała więc listy pasażerów i nagrania kamer wideo z lotnisk.

Wczoraj potwierdzono, że zarówno w jednym z mieszkań w Leeds, jak i w samochodzie znalezionym we wtorek na stacji kolejowej w Luton pod Londynem znajdowały się ładunki wybuchowe, co wskazuje, że mogły być planowane kolejne ataki.

Czujna Europa

Sensacyjną informację o tym, że przynajmniej jeden ze sprawców mógł być zatrzymany w 2004 r., a potem wypuszczony na wolność, podał wczoraj w Brukseli szef francuskiego MSW Nicolas Sarkozy, powołując się na to, co rzekomo powiedział mu jego brytyjski odpowiednik Charles Clarke. Brytyjski minister bardzo szybko temu zaprzeczył. Według Sarkozy'ego istnieje podejrzenie, że materiały wybuchowe wykorzystane w zamachach pochodziły z Bałkanów albo Europy Środkowo-Wschodniej.

Śledztwo dotyczące londyńskich zamachów sięga już kilkudziesięciu krajów, nie tylko europejskich. W Holandii władze aresztowały 17-latka podejrzanego o przynależność do miejscowej grupy terrorystycznej. Nie wiadomo jednak, czy miał związki ze sprawą londyńską. Francuskie władze zawiesiły funkcjonowanie umowy z Schengen, czyli przywróciły kontrole na granicy z innymi państwami UE. Z kolei rząd Pakistanu poinformował, że pomógł udaremnić atak terrorystyczny w Wielkiej Brytanii przed wyborami 5 maja. Dzięki informacjom Pakistańczyków aresztowano podejrzanych w kilku krajach.

Włoska policja wczoraj o świcie przeszukała ponad dwieście domów na terenie całego kraju, głównie w Neapolu i na Sycylii. Celem akcji - drugiej w ciągu kilku dni - byli ekstremiści islamscy - podała włoska agencja ANSA. Na wypadek ewentualnego ataku terrorystycznego w głównych szpitalach w Rzymie i Lacjum przygotowano 200-300 dodatkowych miejsc - donosi ANSA. Miejsca te pozostaną wolne do czasu, "gdy przestanie być to konieczne".

Niepokój panuje również w Danii. Po raz drugi od czasu zeszłotygodniowych zamachów w Londynie jedno z ugrupowań terrorystycznej siatki al Kaidy opublikowało w internecie groźby pod adresem tego kraju. Brygady Abu Hafsa al Masriego wystosowały "ostrzeżenie do wszystkich krajów europejskich - a przede wszystkim do Danii - które wciąż mają swoich żołnierzy w krajach islamskich".