Nicolas Cage zagra ofiarę ataku na WTC

Pierwszy hollywoodzki film o 11 września nakręci Oliver Stone. Za kanwę obrazu posłuży autentyczna historia dwóch policjantów, którzy jako ostatni żywi ludzie zostali wydobyci z gruzów WTC we wrześniu 2001 r. - Film zgłębi amerykański heroizm, ale w swym humanitaryzmie będzie uniwersalny - zapowiada reżyser.

- Ktoś powinien opowiedzieć o ludziach, którzy byli w WTC nim obie wieże zaczęły się walić - powiedział na konferencji prasowej sierżant nowojorskiej policji John McLoughlin. 11 września policjant przeleżał pod gruzami 22 godziny ze zmiażdżoną nogą. W jego pobliżu uwięziony został oficer policji William Jimeno. - Słyszeliśmy, jak jeden z naszych kolegów umiera. Temperatura była tak wysoka, że eksplodowała amunicja w jego broni - wspominał McLoughlin po rekonwalescencji w 2004 r. On i Jimeno przetrwali, nawołując się w ciemnościach i opowiadając sobie o bliskich. Sierżant był w pełni świadomy, gdy wydobyto go z gruzów, a amerykańska prasa okrzyknęła go bohaterem. W jego postać w filmie Stone'a wcieli się Nicolas Cage.

O tytule filmu i obsadzie więcej nie wiadomo. Wytwórnia Paramount Pictures zapowiada, że trafi on na ekrany w przyszłym roku.

Olivier Stone uchodzi za specjalistę od filmów opowiadających o traumatycznych momentach amerykańskiej historii. "Pluton" i "Urodzony 4 lipca" przyniosły mu dwa Oscary za reżyserię, nakręcił także "JFK" o prezydencie Kennedym. Ostatnio spod jego ręki wyszły dokumenty o Fidelu Castro ("Commendante", "Looking for Fidel") oraz konflikcie na Bliskim Wschodzie ("Persona non grata"), a także "Aleksander" - film historyczny uważany przez krytyków za niezbyt udany.

Chociaż pierwszy w Hollywood nowy film Stone'a nie będzie pierwszym obrazem o nowojorskiej tragedii. W 2002 r. powstał niezależny obraz Jima Simpsona "The Guys" opowiadający o kapitanie straży pożarnej, który stracił ośmiu ludzi w trakcie akcji ratunkowej w WTC.