Burza po dzikiej lustracji Przewoźnika

Burza po dzikiej lustracji ?Rzeczpospolitej?. Szef Kolegium IPN: notatka kaprala SB dyskwalifikuje Przewoźnika jako kandydata na prezesa IPN. Innego zdania są autorzy ustawy o IPN. Znaleźliśmy autora notatki

- Nic mnie ta sprawa dzisiaj nie obchodzi! To wszystko nieprawda! Jak to wyciągnęli, to niech się teraz sami martwią! - tak wczoraj nerwowo zareagował b. kapral SB Paweł Kosiba na publikację jego notatki sprzed 15 lat, w której wymienia osoby podlegające mu w końcówce lat 80. jako tajni współpracownicy. Wśród tych osób jest nazwisko Andrzeja Przewoźnika, dzisiaj sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa oraz kandydata na prezesa IPN. W siedmiostronicowej napisanej odręcznie notatce wiadomość o Przewoźniku sprowadza się do podania jego imienia i nazwiska, adresu oraz do stwierdzenia: "Informował o PAX".

Kosiba, który w SB pracował sześć miesięcy, w 1990 r. skierował notatkę do komisji weryfikującej esbeków w Krakowie, bo wyrzucono go z SB, a chciał pracować w UOP. Liczył, że przekazując swoją wiedzę, zyska życzliwość komisji. Jednak nie został przyjęty do UOP. Dzisiaj pracuje w krakowskiej policji. Jest etatowym działaczem policyjnych związków zawodowych i ma stopień aspiranta. Nie dał się namówić na dłuższą rozmowę.

Notatkę kaprala przekazał do IPN w 2001 r. Zbigniew Fijak, przewodniczący komisji weryfikującej przed 15 laty esbeków, dzisiaj lider krakowskiej PO.

Wtorkowa "Rzeczpospolita" napisała, że notatka "odnalazła się" i że obciąża Przewoźnika.

Radoń: Notatka dyskwalifikuje

Sławomir Radoń, szef Kolegium IPN, oświadczył wczoraj, że Przewoźnik nie może już kandydować na prezesa, gdyż ustawa o IPN dyskwalifikuje kandydata, na temat którego w archiwach Instytutu jest choćby najmniejsza informacja dotycząca jego możliwych związków z tajnymi służbami PRL.

- Jest mi bardzo przykro, bo znam pana Przewoźnika i bardzo go cenię, ale ustawa jest nieubłagana - powiedział Radoń PAP.

Dodał, że Przewoźnik nie zgłosił formalnie kandydatury w konkursie na prezesa IPN (oferty można składać do końca lipca), ale gdyby się zgłosił, Kolegium musiałoby go odrzucić.

Paczkowski: to nie jest stanowisko kolegium

Rzeczywiście, w ustawie o IPN jest zapis mówiący, że prezesem Instytutu nie może zostać osoba, "co do której w archiwach podlegających przekazaniu do Instytutu lub w innych archiwach państwowych" jest informacja, że była agentem lub pracownikiem służb specjalnych PRL.

Tyle tylko, że rękopis kaprala Kosiby nie jest dokumentem SB, to prywatny rękopis z października 1990 r. Tymczasem przekazaniu do IPN podlegają materiały b. służb specjalnych PRL wytworzone do końca grudnia 1989 r.

Prof. Andrzej Rzepliński, współtwórca ustawy o IPN i doradca prezesa Instytutu, potwierdza, że zapiski Kosiby nie mieszczą się w zakresie, o którym mówi ustawa. Dodaje jednak, że rękopis na pewno będzie brany pod uwagę w postępowaniu sprawdzającym wobec Przewoźnika, jeżeli zgłosi on swoją kandydaturę. - W takim postępowaniu nie obowiązują już żadne ramy czasowe, a na dodatek nie działa zasada domniemania niewinności. Przeciwnie, raczej domniemanie winy - twierdzi Rzepliński i przypomina, że prezes IPN podlega najostrzejszym procedurom weryfikacyjnym, bo pełniąc funkcję, ma dostęp do ściśle tajnych informacji.

Według anonimowego członka władz IPN Radoń przeinterpretowuje ustawę. - Gdybyśmy przyjęli takie myślenie, to na każdego człowieka, który kandyduje do tej funkcji, można by napisać dowolny donos i uwalić jego kandydaturę. Nie takie były intencje twórców ustawy - zapewnia nasz rozmówca.

Wobec wypowiedzi Radonia dystansuje się inny członek Kolegium, prof. Andrzej Paczkowski: - To bardzo kontrowersyjna interpretacja. Na pewno nie jest to stanowisko Kolegium IPN.

Obecny prezes IPN prof. Leon Kieres powiedział PAP, że rozmawiał z Przewoźnikiem i zachęcał go do kandydowania. - Uważam go za uczciwego człowieka - podkreślił.

Abp Życiński: Oprawca autorytetem, ofiara oskarżona

W obronie Przewoźnika stanął abp Józef Życiński: - Oprawca zostaje podniesiony do rangi autorytetu moralnego, natomiast ofiarę traktuje się jako istotę oskarżoną. Uważam, że przejawem UB-erracji jest przypisywanie jakiejkolwiek wagi dowodowej oskarżeniom, w których jedyny dokument stanowią zapiski funkcjonariuszy UB. Traktowanie serio takich zapisków prowadzi do brutalizacji rozgrywek politycznych - powiedział KAI Życiński.

Przewoźnik: ubecy piszą historię

Sam Przewoźnik nie chciał wczoraj komentować wypowiedzi Radonia. Nieoficjalnie mówiło się, że zrezygnował z kandydowania. Wczoraj w programie Moniki Olejnik "Prosto w oczy" w TVP 1 powiedział, że nie podjął jeszcze decyzji. Zaprzecza oskarżeniom o współpracę. Ma zamiar walczyć w sądzie o oczyszczenie z podejrzeń. Wcześniej powtarzał, że publikacja na temat esbeckiej notatki nie jest przypadkowa i ma związek z jego zamiarem wystartowania w konkursie na szefa IPN. - Ubecy piszą nam historię - mówił w Polskim Radiu.

Dudek się wycofał

Z kandydowania na stanowisko prezesa zrezygnował za to inny poważny pretendent - dr Antoni Dudek, historyk i naczelnik Biura Edukacji Publicznej IPN. - Z tym zamiarem nosiłem się już od pewnego czasu, ale sposób załatwienia sprawy Andrzeja Przewoźnika spowodował, że postanowiłem ogłosić decyzję. Nie chciałem, by powstało wrażenie, że z powodu problemów, które spotkały Przewoźnika, odniosłem jakiekolwiek korzyści - powiedział "Gazecie" Dudek.