Letnia nauka latania sóweczek

Gdybym miał wskazać najlepszego z myśliwych wśród białowieskich ptaków, na widok i odgłos którego drżą inni skrzydlaci mieszkańcy lasu, to niewątpliwie byłaby to sóweczka. Ta najmniejsza z europejskiej sów potrafi zabijać ofiary niemal swego rozmiaru, w czym przewyższa orliki, myszołowy i jastrzębie, które polują na ofiary wielokrotnie mniejsze od siebie. Ale oczywiście ofiary sóweczki to ssacza i ptasia drobnica, bo i sama sóweczka waży tylko 60 g. Takie maleństwo ma również wielu wrogów - sóweczkę może zabić puszczyk, kuna, krogulec. Dorosłe sóweczki, które całkiem nieźle latają w leśnym gąszczu, mogą próbować uciekać. Ale jak mają się bronić młode? Otóż, po pierwsze, opuszczają dziuplę dopiero, gdy potrafią latać. To raczej wyjątek niż reguła u sów, które zwykle wychodzą z gniazda, nie potrafiąc jeszcze latać. W mały otwór dziupli sóweczki kuna się nie wślizgnie, ale bez trudu wtargnie do dziupli dużo większych puszczyków. Z dziupli jednak kiedyś trzeba wylecieć i to jest krytyczny moment w życiu sóweczek, bo niedoświadczony młodzik to nie lada chrapka dla drapieżnika. Młode, które właśnie opuściły obserwowaną przeze mnie dziuplę, latają na razie kiepsko, niczym niezdarne ociężałe ćmy. Stosują strategię, która nieco przypomina zachowanie małych żółwi morskich starających się po wykluciu jak najszybciej dobiec do morza. Sóweczki oczywiście nie biegną do żadnego morza, lecz wymachując małymi skrzydełkami albo sprawnie wspinając się po pniach drzew, starają się dostać w jak najwyższe i najgęstsze korony drzew. Mało który drapieżnik je tam dostrzeże i zdybie. Maluchy, które podpatrywałem, wychowały się w dziupli siedem metrów nad ziemią. Kiedy opuściły gniazdo, w kilka, kilkanaście minut wzleciały lub wdrapały się na wysokość ponad dwudziestu metrów. Przy zachęcających gwizdach samicy. Dopiero gdy maluch był wysoko, dostawał coś do zjedzenia. Gwizdy i syki rodzinki momentalnie kończyły się, gdy w okolicy mignęła sylwetka drapieżnika - nawet myszołowa, który na sóweczki raczej nie poluje. Puchate kulki młodych błyskawicznie wyciągały się niczym struna, przylegając do pnia. Dzięki maskującemu upierzeniu wyglądały jak kawałek kory.

Więcej o moich przygodach z rodzinką sóweczek - wkrótce w "Dużym Formacie"