Belka nie współpracował z SB

SB nie upolowało Belki. Z teczki premiera wynika, że peerelowskie MSW przez rok usiłowało skłonić go do współpracy. Wynika też, że Belka tak skutecznie tej współpracy unikał, aż bezpieka dała mu spokój. Mimo to opozycja domaga się dymisji premiera

ZOBACZ Fragmenty zawartości teczki SB nt. Marka Belki >>>

Wyjeżdżając jesienią 1984 r. na stypendium do Ameryki, Belka podpisał "Instrukcję", w której "przyjął do realizacji zadania na rzecz Służby Bezpieczeństwa MSW". Wczoraj IPN upublicznił materiały dotyczące Belki. Z liczącej 68 stron teczki premiera wynika, że poza podpisaniem instrukcji i przekazaniem rezydentowi wywiadu dwóch broszur naukowych Belka nie zrealizował żadnych zadań, nie napisał ani jednego raportu. W 1985 r. uznano go za nieprzydatnego dla bezpieki, a akta przekazano do archiwum.

Ujawnienie teczki nie powstrzymało ataków na premiera. Jego dymisji zażądał wczoraj Donald Tusk, lider PO. "Niejasna postawa Belki w wyjaśnieniu swojej przeszłości uniemożliwia prowadzenie prac rządu" - napisał Tusk w liście do prezydenta Kwaśniewskiego. PiS poparło list. - Podpisuję się pod tym obiema rękami - powiedział Ludwik Dorn.

Dymisji żądają także Antoni Macierewicz (RKN) i Roman Giertych (LPR). Zarzucają Belce, że kłamał przed komisją śledczą ds. Orlenu, twierdząc, iż nie podpisał zobowiązania do współpracy z SB. Ich zdaniem instrukcja podpisana przez Belkę jest takim zobowiązaniem.

- Zeznając przed komisją, oparłem się na opinii prokuratora lustracyjnego, że współpracy z SB nie było - tłumaczył w poniedziałek premier.

Prezydent natychmiast przeciął wszelkie spekulacje o dymisji Belki. - Nie ma czasu ani dobrych rozwiązań personalnych, aby w ogóle dyskutować o zmianie rządu. Dodał, że z jego wiedzy nie wynika, by deklaracja lustracyjna premiera była nieprawdziwa.

- Nie zamierzam podać się do dymisji. Pod względem prawnym sprawa mojej lustracji jest zamknięta - mówił wczoraj premier.