Nie będziemy zabierać pieniędzy polskim rolnikom

Rozmowa z Charlesem Crawfordem, ambasadorem Zjednoczonego Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w Polsce

Dominika Pszczółkowska: Czy są jakiekolwiek szanse, że kompromis w sprawie budżetu UE zawarty zostanie podczas brytyjskiego przewodnictwa w UE, które trwać będzie pół roku od 1 lipca? Czy premier Blair nie będzie czekał na finał negocjacji na nowe władze Niemiec i Francji, a to potrwa do 2007 roku?

Charles Crawford, ambasador Królestwa Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej w Polsce: Trzeba zawierać kompromisy z tymi przywódcami, którzy siedzą przy stole. Pod koniec naszego przewodnictwa w UE najprawdopodobniej kto inny siedział będzie z Polski, być może także Niemiec. Chcemy spróbować osiągnąć kompromis za brytyjskiego przewodnictwa. Chcieć to oczywiście jedno, a osiągnąć drugie. Taki jednak mamy plan.

Nie będziecie więc odwlekać kwestii budżetu?

- Budżet nie musi zostać uzgodniony teraz. Są tacy, którzy twierdzą, że czas jest po naszej stronie. My tak jednak nie myślimy. Rozumiemy, że szczególnie nowe państwa UE chcą wiedzieć, na czym stoją finansowo. Brytyjski minister spraw zagranicznych Jack Straw rozmawiał o tym z ministrem Danielem Rotfeldem dziś rano. Są trzy kwestie: jak dziś zorganizowany jest budżet UE, jak chcielibyśmy, by był zorganizowany, i jak przejść od punktu A do B, jakie będą tego koszty, kto zyska, a kto straci? Obecny układ budżetu wykształcił się na przestrzeni dziesięcioleci. Dwie dekady temu uzgodniono, że Brytyjczycy wpłacają o wiele za dużo w stosunku do tego, co otrzymują. Wtedy wymyślono rabat brytyjski. Uważamy, że jeśli mówi się o rabacie, to trzeba mówić o finansowaniu Unii w ogóle. Było wiadomo, że inaczej jest to dla nas całkowicie nie do zaakceptowania, a mimo to inne kraje na to naciskały. Czy w takim razie my jesteśmy winni fiaska? Nie sądzę.

Nie mówmy o tym, kto jest winny, lecz o przyszłości. Brytyjczycy chcieliby, by więcej pieniędzy z budżetu UE szło na nowe technologie i rozwój zamiast na rolnictwo...

- Jaki jest sens płacenia francuskim rolnikom więcej niż polskim, którzy są o wiele biedniejsi? Nasze stanowisko na szczycie było takie, że wszystkie fundusze spójności powinny pójść do nowych krajów.

Nowe kraje najbardziej jednak tracą na tym, że nie osiągnięto porozumienia w sprawie budżetu.

- Musicie jasno sobie odpowiedzieć, dlaczego to się stało, kto działa z wami, a kto przeciw. My zgadzamy się, że znaczna część pieniędzy z budżetu Unii powinna iść do biedniejszych państw, ale nie zgadzamy się, że powinna iść na dofinansowywanie rolników w bogatych krajach. Jeśli chcemy mieć konkurencyjną Europę, nie możemy przeznaczać tak dużych pieniędzy jak dotychczas na rolnictwo.

Jak chce Pan powiedzieć polskim rolnikom, którzy właśnie weszli do UE na podstawie traktatu przewidującego dopłaty rolne, że teraz te dopłaty będą zlikwidowane?

- Uważam, że na polskie rolnictwo idzie za mało pieniędzy. Chodzi o to, by nie przeznaczać pieniędzy na bogatych rolników. Kiedyś to się musi skończyć. Być może nie natychmiast, ale stopniowo.

Czy chciałby Pan, żeby już teraz polscy rolnicy dostawali sto procent należnych dopłat, a francuscy 25 proc.?

- Nie mamy takiej konkretnej propozycji. Nadal przygotowujemy nasze plany na przewodnictwo. Mówię jedynie, że w Unii musimy przedyskutować, ile pieniędzy chcemy dawać na rolnictwo w porównaniu np. z finansowaniem rozwoju nauki, uniwersytetów i innowacyjnością. A jeśli będziemy wspierać rolnictwo, to czy większość tych pieniędzy powinna iść do rolników w bogatych państwach, czy w biednych. Chcemy, by Polska w kreatywny sposób pracowała z nami nad tym problemem.

Po fiasku konstytucji i budżetu atmosfera wokół rozszerzenia UE jest bardzo niesprzyjająca. Czy może Pan zagwarantować, że 3 października zgodnie z obietnicą zaczną się negocjacje członkowskie z Turcją?

- Mogę zagwarantować, że chcemy, by to się stało. Wielka Brytania jest za dalszym rozszerzaniem Unii. Musimy też brać pod uwagę uzasadnione aspiracje europejskie Ukrainy, Mołdawii i później Białorusi.