Czworo uciekinierów z Kuby zostaje w USA

Rodzina Rafaela Diaza przechwycona na oceanie w taksówce amfibii, którą uciekali z Kuby na Florydę, zostanie w USA. Pozostałych dziesięć osób, które uciekały razem z nimi, zostanie zawróconych na wyspę

Za trzecim razem zdobył wolność. Rafael, mechanik złota rączka, który w ciągu dziesięciu lat przerobił na ambifię trzy stare amerykańskie samochody i próbował nimi uciec z komunistycznej Kuby, został w końcu nagrodzony za swój upór. Wraz z żoną Nivio Valdes oraz dwoma dorastającymi synami pojedzie teraz na krótko do amerykańskiej bazy w Guantanamo w celu sprawdzenia personaliów, a potem dostanie pozwolenie na pobyt w USA. Rodzina Diaz miała bowiem ważne wizy amerykańskie, ale nie mogła legalnie wyjechać z Kuby, bo zabroniły jej komunistyczne władze Kuby. Kubańska dyktatura nie wypuszcza z kraju m.in. lekarzy (żona Rafaela jest lekarką) i chłopców w wieku poborowym (jeden z synów) przez pięć lat od złożenia wniosku o wyjazd nawet wówczas, gdy mają ważną wizę kraju docelowego.

Szczęścia pozostania w USA nie dostąpi pozostałych dziesięcioro pasażerów błękitnej taksówki mercury rocznik 1947, którą amerykańska straż przybrzeżna przechwyciła we wtorek ok. 30 kilometrów od brzegów Florydy. USA odsyła na Kubę uciekinierów, których przechwyci po drodze przez morze, o ile uzna, że nie grożą im więzienie lub tortury. Pozwala zostać tym tylko, którym uda się dotrzeć do brzegów USA.

W ich obronie wystąpili działacze kubańskiej diaspory w Miami. Sprawa czeka na wyrok sądu. Wszyscy zostaną odesłani z powrotem na Kubę, o ile sędzia federalny nie zadecyduje inaczej.