Pekin pełen cudów

Najlepsi architekci świata upiększają Pekin przed olimpiadą w 2008 roku

Gdyby Mao Zedong jakimś cudem zmartwychwstał przed olimpiadą i opuścił stojące pośrodku placu Tian'anmen mauzoleum, mógłby dojść do wniosku, że lepiej wrócić na swoje miejsce. Wprawdzie od jego śmierci w 1976 roku plac i okolice niemal się nie zmieniły, jednak już wycieczka po mieście mogłaby dla ojca Chińskiej Republiki Ludowej skończyć się szokiem - budowle dzisiejszego Pekinu bardziej przypominają postkolonialny Hongkong czy dekadenckie Tokio niż stolicę największego socjalistycznego państwa na świecie. A za takie Chiny ciągle się uważają.

Tytanowe jajo obcych, czyli teatr Francuza

Pierwszy szok wywołałaby u Mao najbardziej obecnie kontrowersyjna budowla w mieście - Wielki Teatr Narodowy, projekt Paula Andreu. Francuz, znany m.in. z budynku stacji przy południowym wylocie tunelu pod kanałem la Manche, terminali lotniczych w Szanghaju, Kairze i Bangkoku, a także niesławnego terminalu 2E na lotnisku Charlesa de Gaulle'a w Paryżu (część budowli zawaliła się w ubiegłym roku), projektując pekińską świątynię sztuki dramatycznej, poszedł na całego. Rozpoczęcie budowy w 2001 roku wywołało w kraju zażartą dyskusję, a złośliwi okrzyknęli wizję architekta "jajem obcych", nawiązując do słynnej serii thrillerów science fiction. Mieszkańcy Pekinu przezwali dzieło Francuza po prostu "wielkim bobkiem".

Teatr to ogromna elipsoidalna czasza z tytanu i szkła osadzona pośrodku sztucznego jeziora. Wnętrze pomieści trzy sale na 6,2 tys. miejsc - scenę operową, dramatyczną i salę koncertową, a także galerię handlową. Budowla znajduje się opodal placu Tian'anmen, przez który każdego dnia przewija się 100 tys., a w święta - nawet pół miliona turystów. Na dach budynku będzie można wjechać, żeby podziwiać panoramę centrum Pekinu.

Teatr zostanie ukończony w tym roku i to prawdopodobnie w nim odbędzie się w 2008 roku premiera olimpijskiego oratorium, które Krzysztof Penderecki komponuje na zamówienie władz Pekinu.

Budowla Andreu fascynuje wielkością, a także nowoczesną i oszczędną formą, jednak wielu Chińczyków wolałoby w sercu stolicy widzieć coś bardziej konserwatywnego. Coś bardziej przystającego do pobliskiego Zakazanego Miasta, czyli zimowego pałacu cesarskiego, a nawet do socrealistycznych gmachów parlamentu, muzeum historii czy mauzoleum Mao, które wyznaczają charakter placu. Paul Andreu przyrównuje jednak swoje dzieło do opery w Sydney: - Ona też była bardzo krytykowana, a dziś jest wizytówką miasta.

Wykręcony obwarzanek, czyli telewizja Holendrów

Prawdziwy horror dla gościa z przeszłości zacząłby się po przekroczeniu linii murów miejskich, które wyburzono w latach 60., a po linii których biegnie dziś pierwsza z systemu czterech koncentrycznych obwodnic. Miasto poza tą linią składa się bowiem z szerokich arterii, przy których wyrastają coraz liczniejsze wieżowce. Amerykański serwis SkyscraperPage.com wylicza ich dziś 211, a kolejne 34 są w drodze. Ostatnia z oddanych do użytku obwodnic biegnie w promieniu 10 km od centrum i ma 100 km długości. W planach są kolejne.

Wśród planowanych budowli najciekawsza jest chyba nowa siedziba Chińskiej Telewizji Centralnej (CCTV) składająca się z dwu wysokich na 230 metrów wież splecionych u podstawy i szczytu prostokątnymi łącznikami. Jeśli spojrzeć na budowlę pod odpowiednim kątem, tworzy ona kształt okna, i dlatego chyba projekt Holendrów - Rema Koolhaasa (m.in. Edukatorium w Utrechcie, Biblioteka Publiczna w Seattle; zdobywca nagrody Pritzkera w 2000 roku) i Ole Scheerena spodobał się telewizyjnym decydentom. Imponująca budowla ma kosztować ok. 700 mln dol. i zostanie ukończona najwcześniej na olimpiadę.

Przed olimpiadą w Pekinie powstaje także kilkanaście mniej fantazyjnych drapaczy chmur takich, jak wysoka na 330 metrów trzecia już wieża pekińskiego kompleksu World Trade Center, trzy wieże Silvertie Center, czy centrum finansowe Zhongguancun w pekińskiej "dolinie krzemowej". Wiele z pekińskich punktowców to siedziby amerykańskich, europejskich i azjatyckich koncernów, które nie żałują środków, żeby swą siedzibą przebić konkurencję. Przykładem może być Jingya Ocean Entertainment Center, które - w zamyśle amerykańskiego architekta Raimunda Abrahama - ma ukazywać styk lądu i oceanu. Wycieczka po mieście przekonuje jednak, że wiele z pekińskich budowli, szczególnie tych budowanych w latach 90. to monstrualny kicz. Tak jak Zachodni Dworzec Kolejowy, zapewne największy taki obiekt w Azji - klocowaty korpus, który zwieńczono tradycyjnymi "altanami" o zakrzywionych dachach.

Ptasie gniazdo, czyli stadion Szwajcarów

A co powiedziałby Mao na nowe, urbanistyczne założenie Pekinu? Dwa lata temu w zorganizowanym przez władze konkursie zwyciężył projekt zespołu Albert Speera juniora, syna naczelnego architekta III Rzeszy. Projekt zakłada powstanie długiej alei zaczynającej się w rozległym parku na południu miasta. Niczym promień słońca "oś Speera" biegnie w kierunku tzw. Bramy Przedniej, Placu Tian'anmen i Zakazanego Miasta, a potem dalej, ku wiosce olimpijskiej. Całkowita powierzchnia założenia - 100 km kw. Zachodnia prasa dopatrzyła się w projekcie Niemca uderzających podobnieństw do urbanistycznego założenia Germanii, nowej stolicy III Rzeszy, które Speer-ojciec zaprojektował dla Hitlera. Władze Pekinu tłumaczą jednak, że wizja Niemca doskonale koresponduje z tradycją feng shui, w której oś północ-południe ma fundamentalne znaczenie i która jest przestrzegana w sercu Pekinu. Nowy projekt po prostu wydłuża dotychczasową oś, a w jego konturach można się dopatrzeć podobieństw do chińskiego znaku "zhong" (środek), który występuje w oficjalnej nazwie Chin.

Wśród budowli powstających z myślą o igrzyskach najbardziej wyróżnia się Narodowy Stadion Olimpijski zaprojektowany przez duet utytułowanych Szwajcarów, Jacquesa Herzoga i Pierre'a de Meurona, którzy zdobyli nagrodę Pritzkera w 2001 roku.

Budowla Szwajcarów została przezwana "ptasim gniazdem" ze względu na charakterystyczną ażurową kratę, która ją oplata. Stadion pomieści 80 tys. widzów i kosztować będzie 360 mln dolarów. To tutaj odbędą się najważniejsze ceremonie olimpiady. Budowa ruszyła pod koniec 2003 roku, a oprócz tego stadionu powstają cztery inne, które zdeklasują największy dotąd w Pekinie Stadion Robotniczy. Powstaje także nowa wioska olimpijska, pływalnie itd., a także nowe linie metra.

Już dziś Pekin wzbudza zdumienie cudzoziemców, którzy przyjechali do niego po raz pierwszy. Wszystko wskazuje na to, że w 2008 roku wycieczka do Pekinu przypominać będzie podróż na inną planetę. Dziś architekci mogą z wielką swobodą wcielać w życie swoje plany, co przyciąga architektonicznych wizjonerów i urbanistów z całego świata. - W Europie projektuje się najwyżej osiedla albo przebudowę dzielnic. A tutaj pracujemy nad całymi miastami - mówi Emilia Walędzik, absolwentka architektury z Warszawy, która od kilku miesięcy pracuje w jednym z biur projektowych w Szanghaju.Nie tylko Pekin, ale i całe Chiny coraz bardziej zaczynają odstawać od utartych wyobrażeń o tym kraju. Uknuto nawet termin "klonowanie miast", bo wieżowce podobne do pekińskich wyrastają jak grzyby po deszczu od pustyni Gobi po południowe wybrzeże Państwa Środkaw centrach kilkudziesięciu chińskich miast, od pustyni Gobi po południowe wybrzeże. W efekcie podróżując po kraju, coraz trudniej chińskie metropolie odróżnić od siebie. Ciemna strona boomu to także stahanowskie tempo, beztroskie wyburzanie tradycyjnej zabudowy czy częst przypadki wyzyskiwania na placach budów migrantów z prowincji. W tempie, które budzi podziw, ale i zdumienie, chińske metropolie próbują się upodobnić do najnowocześniejszych miast świata, zwłaszcza tych w Ameryce, bo to ją tak naprawdę próbują doścignąć Chiny. I to nie tylko w budowie miast.