W Afryce trzeba pomagać inteligentnie

O nowej brytyjskiej inicjatywie pomocy dla Afryki mówi dr Jonathan Leape, ekonomista z London School of Economics and Political Science

Dominika Pszczółkowska: Czym brytyjski plan różni się od wielu poprzednich inicjatyw, które nie przyniosły wystarczających skutków?

Dr Jonathan Leape, ekonomista z London School of Economics: Po pierwsze, ten plan autorstwa Komisji dla Afryki stworzyli w dużej części Afrykanie. Po drugie, plan uwzględnia wnioski z badań, które mówia, że trzeba wykorzystywać pieniądze przekazywane przez państwa czy organizacje międzynarodowe na tworzenie infrastruktury, przede wszystkim drogowej i telekomunikacyjnej. Dotychczas sądzono, że można to załatwić z prywatnego kapitału poprzez prywatyzacje. To udało się w innych regionach, lecz nie udaje się w Afryce. Tymczasem infrastruktura jest dla rozwoju kluczowa.

Co zrobić, by pieniądze nie były rozkradane przez skorumpowane rządy?

- To nadal poważny problem. Ale mamy wiele doświadczeń z dotychczasowych sukcesów i porażek i chyba wiemy, jak działać. Pieniądze nadal powinny iść przez rządy lokalne - miejscowi muszą mieć poczucie, że to ich projekty. Z kolei samo zarządzanie projektami musi być w rękach firm prywatnych, które wiedzą, m.in. jak ograniczać koszty. Jednym ze sposobów zapobiegania nadużyciom jest uwalnianie pieniędzy transzami i tylko pod warunkiem, że poprzednia transza została dobrze wykorzystana. Nowym pomysłem jest inicjatywa NEPAD (New Partnership for Africa's Development) stworzona przez kraje afrykańskie, która przewiduje, że będą się one nawzajem kontrolować.

Program przewiduje też nowe środki na edukację i ochronę zdrowia w Afryce.

- Konieczne jest stworzenie silnego systemu edukacji wyższej. Dotychczas mówiono głównie o zapewnieniu mieszkańcom Afryki edukacji podstawowej i średniej. To nie wystarcza. Afryka musi kształcić przywódców, administrację, technokratów.

Jeśli chodzi o ochronę zdrowia, ważnym pomysłem raportu jest stworzenie funduszu, który stymulowałby tworzenie szczepionki na malarię, chorobę która nie bardzo interesuje bogaty świat, lecz na którą w gorącym klimacie umieraja ponad milion osób rocznie. Subsydiowane mają być też siatki chroniące przed komarami, które roznoszą malarię.

Dlaczego USA te pomysły się nie podobają?

- Jednym z powodów jest chyba to, że w USA o problemie biednych krajów mniej się mówi. W Wielkiej Brytanii ta kwestia jest dość wysoko w rankingu problemów, na które wskazują obywatele. Bardzo pomocna była tu kampania ludzi sztuki i mediów m.in. Boba Geldofa.

Generalnie rzecz biorąc, polityka USA, jeśli chodzi o pomoc biednym krajom, jest zupełnie inna. Wielka Brytania od 1997 roku odstąpiła od łączenia kwestii pomocy z umowami handlowymi. USA nadal to robią. Generalnie rzecz biorąc, Wielka Brytania przeznacza na pomoc dla biednych krajów znacznie większą część swego PKB niż USA.

Wielu ekspertów zwraca uwagę, że datki niewiele pomogą, jeśli bogate kraje nie zniosą barier handlowych, które umożliwiłyby biednym eksportowanie swoich produktów.

Tak, odpowiednia polityka handlowa mogłaby wpłynąć na sytuację Afryki nawet bardziej niż programy pomocowe. Kontynent potrzebuje jednak jednego i drugiego. Pomoc może zwiększyć potencjał wzrostu. W Afryce jest np. mało dróg. Co z tego, że rolnik wyhoduje jakiś produkt, jeśli koszty dostarczenia go na rynek będą bardzo wysokie. Podobny problem jest z irygacją terenów. Badania pokazują, że dramatycznie zwiększa ona produktywność. Tymczasem w Afryce prawie jej nie ma. Dzięki programom pomocowym musimy stworzyć infrastrukturę, która pozwoli Afryce się rozwijać.