Brytyjczycy lobbują za pomocą dla Afryki

Brytyjski premier Tony Blair pojechał do Waszyngtonu, by przekonać USA do podwojenia pomocy dla biednych krajów Afryki i darowania im długów. Nie będzie to łatwe - Waszyngton nie godzi się na oddłużenie, zanim biedne kraje nie zlikwidują korupcji i nie staną się demokracjami

Blair chce, by pomoc dla Afryki oraz kwestia globalnego ocieplenia stały się głównym motywem brytyjskiego przewodnictwa w G8, czyli klubie najbardziej uprzemysłowionych państw. Najpierw jednak musi przekonać do tego USA, które w obu kwestiach mają nieco inne zdanie. Przed wtorkowymi rozmowami z prezydentem Bushem w Waszyngtonie Blair mówił dziennikarzom, że "nadal są kwestie, które musimy rozstrzygnąć, lecz mam coraz większą nadzieję, że wynegocjujemy dobry układ".

USA ogłosiły we wtorek, że zwiększą pomoc żywnościową dla Etiopii i Erytrei o 674 mln dol.; wcześniej obiecały już ONZ 1,4 mld dol na pomoc humanitarną dla Afryki. Zdaniem Blaira to dopiero krok we właściwym kierunku. Plan specjalnej Komisję dla Afryki, którą powołał rząd brytyjski, zakłada podwojenie lub nawet potrojenie pomocy i anulowanie wszystkich długów biednych państw.

Ale prezydent Bush mówił niedawno, że nie chce dawać pieniędzy krajom, które "są skorumpowane, nie przestrzegają demokratycznych wartości, takich jak rządy prawa, przejrzystość, prawa człowieka i przyzwoitość". Niestety, dotyczy to większości krajów Afryki, których obywatele cierpią z powodu biedy i głodu. To, ile Blair załatwi w Białym Domu, zapewne zostanie potraktowane jako ważny test, czy w zamian za udział Brytyjczyków w wojnie w Iraku Londyn może coś uzyskać? Krytycy premiera twierdzą, że rola najbliższego sojusznika USA nic nie daje Wielkiej Brytanii w Waszyngtonie.

Komisja dla Afryki oprócz licznych rekomendacji dla państw Afryki apeluje do Zachodu, by: usunąć bariery handlowe i subsydia na towary, które może eksportować Afryka (np. na bawełnę i cukier) zwrócić państwom miliardy dolarów, które ukradli skorumpowani dyktatorzy, a które teraz leżą w zachodnich bankach; przeznaczać 500 mln dol. rocznie na afrykańskie uniwersytety.

Dzięki zwiększeniu pomocy dla Afryki Blair mógłby nie tylko ulżyć milionom ludzi, ale zdobyć popularność we własnym kraju. Wielu brytyjskich intelektualistów podkreśla, że to podział na biednych i bogatych jest najpoważniejszym problemem świata, który prowadzi m.in. do terroryzmu.

Plan firmuje nie tylko Blair, ale i jego kanclerz skarbu Gordon Brown, który typowany jest na przyszłego premiera. We wtorek Brown był w Brukseli z tą samą misją co Blair w Waszyngtonie i spotkał się ze swymi odpowiednikami z państw Unii. - Jestem przekonany, że w najbliższych dniach możemy wynegocjować pakiet, który będzie przewidywał darowanie znacznej części, może nawet 100 proc. długów najbiedniejszych państw - mówił.

Rządy państw UE przeznaczają na pomoc dla biednych krajów znacznie więcej niż USA (średnio 0,36 proc. PKB w 2004 r., podczas gdy USA 0,16 proc.), lecz to nadal o wiele mniej niż 0,7 proc. PKB, które kraje te już dawno temu postawiły sobie za cel.

Wielka Brytania jako przewodnicząca G8 chce też przekonać inne bogate kraje, by ograniczyły emisję gazów cieplarnianych powodujących globalne ocieplenie, które może spowodować m.in. zalanie nizinnych terenów Ziemi. Takie zapisy zawarte są w Protokole z Kyoto, który popiera Europa, lecz którego USA nie chcą podpisać, obawiając się negatywnych skutków dla swojej gospodarki.