Trybunał w Hadze osądzi zbrodnie w Darfurze

Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze wszczyna śledztwo w sprawie zbrodni wojennych w sudańskim Darfurze, gdzie w ostatnich dwóch latach zamordowano 180 tys. osób

- Śledztwo skoncentruje się na tych, którzy ponoszą największą odpowiedzialność za zbrodnie popełnione w Darfurze - oświadczył w poniedziałek prokurator Trybunału Luis Moreno Ocampo. - Oczekujemy na współpracę rządów i organizacji międzynarodowych.

Będzie to największe śledztwo w trzyletniej historii Trybunału i pierwsze podjęte na prośbę Rady Bezpieczeństwa ONZ. A jednocześnie - pierwsze prowadzone wbrew woli rządu, który kontroluje objęte dochodzeniem tereny. Dwa wcześniejsze - w Kongu i Ugandzie zostały wszczęte na prośbę tamtejszych rządów.

Tymczasem prezydent Sudanu oświadczył w kwietniu, że nigdy nie wyda żadnego Sudańczyka międzynarodowemu wymiarowi sprawiedliwości. - Zbrodnie popełnione w Darfurze osądzimy sami - mówił, ale póki co skończyło się na obietnicach. Obstrukcja sudańskich władz może sprawić, że trudno będzie dosięgnąć zbrodniarzy osądzonych w Hadze.

Nieprzejednane stanowisko rządu w Chartumie bierze się stąd, że sam jest on stroną w konflikcie. Na początku 2003 roku czarni mieszkańcy zubożałego Darfuru zbuntowali się i zaatakowali policję oraz budynki administracji. Poszło o to, że rząd w Chartumie zaniedbuje biedny region Darfuru i faworyzuje arabskich Sudańczyków kosztem czarnych.

Na początku buntowników z Darfuru zwalczała regularna armia, potem zastąpiły ją zwerbowane przez rząd zbrojne milicje arabskich koczowników. Jeden z ich przywódców, okrutny szejk Musa Hilal, został specjalnie wypuszczony z więzienia, gdzie odsiadywał wyrok za zabójstwa i grabieże. W darfurskiej wojnie arabskie milicje dostały od rządu wolną rękę. Od dwóch lat łupią i puszczają z dymem afrykańskie wioski, mordując i gwałcąc ich mieszkańców.

Z amerykańskich zdjęć satelitarnych wynika, że z prawie 600 afrykańskich wiosek w Darfurze ponad 400 zostało zrównanych z ziemią, a przynajmniej splądrowanych. Zamordowano 180 tys. osób, a dwa miliony bezdomnych schroniło się w obozach uchodźców (głównie w Czadzie). Obecnie porządku w Darfurze pilnuje 2,7 tys. żołnierzy krajów Unii Afrykańskiej, ale pogromy i rabunki wciąż się zdarzają. We wrześniu siły pokojowe mają zostać potrojone. Organizacje humanitarne alarmują, że sytuacja w prowincji jest dramatyczna: brakuje wody i żywności, a uchodźcy żyją w upokarzających warunkach.

Specjalne śledztwo ONZ ustaliło w styczniu tego roku, że grabież, tortury, mordy i gwałty w Darfurze nie są ludobójstwem, bo nie mają na celu zniszczenia całego narodu czy plemienia. ONZ wymienia jednak nazwiska 51 podejrzanych o zbrodnie wojenne i przeciw ludzkości - głównie przywódców arabskich milicji. W kwietniu Rada Bezpieczeństwa podjęła rezolucję wzywającą Trybunał do ich osądzenia. Było to możliwe dzięki zmianie stanowiska USA, stałego członka Rady z prawem weta.

Biały Dom od dawna alarmował, że w Darfurze dochodzi do ludobójstwa i wzywał Radę Bezpieczeństwa ONZ do ukarania sudańskiego rządu sankcjami oraz osądzenia arabskich milicji. Chciał jednak, żeby zbrodniarzy sądził specjalnie powołany przez ONZ sąd. Waszyngton nie uznaje Trybunału w Hadze (uznanego przez większość krajów, także europejskich sojuszników USA) i konsekwentnie odmawia mu prawa sądzenia amerykańskich obywateli. USA podpisały już około 100 układów dwustronnych z różnymi państwami świata, w których zobowiązują się one nie wydawać Amerykanów do Hagi.