Holendrzy pogrążyli konstytucję UE

Koniec europejskiej konstytucji? Trzy dni po francuskim "non" Europa czekała na holenderskie referendum jak na wyrok. I był on wyjątkowo surowy - aż 61,6 proc. przeciw konstytucji, zaledwie 38,4 proc. za

Tak słaby wynik dla konstytucji przewidywały do ostatniego dnia tylko najbardziej pesymistyczne sondaże. W dodatku w głosowaniu wzięło udział więcej osób niż się spodziewano: 62,38 proc.

Holendrzy nie pozostawili więc żadnych wątpliwości co myślą. Zagłosowali inaczej niż chciał rząd, prawie wszystkie partie polityczne i media. Nikt nie miał jednak wątpliwości, że nie może się już o wiele zmienić. Oznacza to, że holenderscy politycy w żadnym wypadku nie będą mogli zignorować wyniku referendum, choć ostateczną decyzję podejmuje parlament.

Argumentów za i przeciw konstytucji padło mnóstwo. Inaczej niż we Francji, Holendrom nie spodobała się sama idea konstytucji, ponieważ obawiają się politycznej integracji Europy. Wielu bało się, że powstanie europejskie superpaństwo, a brukselska biurokracja ich zdominuje: zmusi do wycofania się z liberalnego ustawodawstwa dopuszczającego m.in. śluby homoseksualne, legalną sprzedaż marihuany czy prawo do eutanazji.

Część Holendrów głosowała "nie" protestując przeciw rozszerzaniu UE, szczególnie o Turcję, gdyż zdaniem wielu oznaczałoby to zalew imigrantów. Stosunki między białymi mieszkańcami Holandii a tymi pochodzenia tureckiego czy marokańskiego są coraz bardziej napięte. W listopadzie Marokańczyk z holenderskim paszportem zamordował reżysera Theo van Gogha, który krytykował traktowanie kobiet w islamie. Spłonęło kilka meczetów i szkoła koraniczna. W rewanżu podpalono kościół.

Problemy Holandii są jednak o wiele głębsze. Kraj ten od lat stawiał na wielokulturowość i nie zmuszał przybyszów do integracji, choćby do nauki holenderskiego. Ta polityka się nie sprawdziła. Imigranci żyją w zamkniętych kręgach, niektórzy nie akceptują podstawowych zasad współżycia w holenderskim społeczeństwie.

- O wiele za długo byliśmy tolerancyjni dla braku tolerancji - uważa prawicowy poseł Geert Wilders, który prowadził kampanię na "nie".

Byli też tacy, którzy głosowali "nie" z wściekłości na wzrost cen po wprowadzeniu euro. - To, co robi Unia, jest dla bogatych, biedni nic z tego nie mają - mówi sprzedawca Jos, który już rano oddał swój głos na "nie".

Po holenderskim "nie" trudno będzie reanimować europejską konstytucję. W niedzielę w referendum odrzucili ją Francuzi. Polska, Wielka Brytania i Czechy wahają się, czy organizowanie referendum ma sens.

Szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso zaapelował wczoraj do krajów UE, by nie przerywały procesu ratyfikacji konstytucji. Powinno to zrobić jeszcze 14 państw, w tym sześć w referendach. Zdaniem niemieckiego kanclerza Gerharda Schrödera państwa UE mają nie tylko prawo, ale wręcz obowiązek kontynuować ratyfikację.

Tuż po ogłoszeniu holenderskiego wyniku Barroso poprosił kraje UE, by nie podejmowały pochopnych kroków i poczekały na wspólną decyzję szczytu Unii zwołanego na 16 czerwca. Kraje UE mogą tam zdecydować o zawieszeniu procesu ratyfikacji.