Stan powraca - Tymiński znów na prezydenta

W 1990 roku przegrał tylko z Lechem Wałęsą. Przez 15 lat zbierał siły i pieniądze. Za kilka dni Stan Tymiński znów wsiada do samolotu i leci ratować polską demokrację. Nadal marzy, że zostanie prezydentem

Przyleci prosto z Toronto, gdzie mieszka z trzecią już żoną i dziećmi. Na przynętę rzuci Polakom milion złotych dla każdego, kto udowodni, że był agentem.

- Oskarżano mnie o współpracę z KGB, SB, a nawet z Kaddafim. Dam milion złotych każdemu, kto to udowodni - deklaruje na stronie internetowej Ogólnopolskiej Koalicji Obywatelskiej, która wystawia go jako swego kandydata w wyborach prezydenckich. - To nie jest żart. W Toronto trwa właśnie sesja zdjęciowa Tymińskiego do kampanii wyborczej. Od poniedziałku zaczniemy rozsyłać zdjęcia - mówi Arkadiusz Batóg, sekretarz generalny OKO.

Co nowego w teczce Stana?

Tymiński zasłynął 15 lat temu brawurową szarżą w wyborach prezydenckich 1990 roku, gdy w pierwszej turze jako człowiek znikąd pokonał Tadeusza Mazowieckiego i Włodzimierza Cimoszewicza. Z gry wyeliminował go dopiero Lech Wałęsa, na którego Tymiński "miał czarną teczkę". Dziś przyznaje, że w teczce były różne dokumenty, niektóre z pieczątkami robionymi z kartofla. Kampanią wyborczą kierował sam, nie miał sztabu, a ówczesna żona - Peruwianka Graciela - trzymała kasę. I nie - jak sądzono - w szarym neseserku, z którym się nie rozstawała, ale w kozakach - w każdym bucie po 100 tys. dol.

Z Gracielą Tymiński rozstał się po 15 latach, wypłacając jej, jak zapewnia, blisko milion dolarów. Wróciła do Peru, kraju, w którym Tymiński ma obecnie restaurację i wytwórnię alkoholi: rumu, wódki i whisky. Jak sam mówi: - Taką domową produkcję - 5 tys. butelek rocznie.

Życie w internecie

Obecna żona Stana jest Chinką. Poznał ją przez... internet. Po rozwodzie z Gracielą czuł się samotny i zaczął szukać pocieszenia w internetowych randkach. - Zapłaciłem 10 dol. i po trzech tygodniach byłem drugi na liście wśród najpopularniejszych kandydatów na męża. Miałem do wyboru pół miliona kobiet, 350 tys. pochodziło z Chin - przyznaje w internetowym wywiadzie.

Szukał żony z wyższym wykształceniem i poczuciem humoru. Najlepsza okazała się młodsza o 20 lat nauczycielka Mulan, rozwódka, matka 12-letniej córki. W kwietniu 2004 r. wzięli ślub w kościele bezwyznaniowym i urządzili wesele dla setki gości. W podróż poślubną pojechali do dziewiczych lasów północnej Kanady.

Dzięki temu małżeństwu Tymiński ma już pięcioro dzieci: najstarszy syn z pierwszego małżeństwa z Finką ma 30 lat i mieszka w Amsterdamie. Trójka dzieci z Peruwianką też jest już prawie dorosła - jedna córka jest modelką w Kanadzie, druga studiuje w Waterloo. Jedynie pochodzący z tego małżeństwa 20-letni syn, szkolący się na szefa kuchni, mieszka wciąż z ojcem. Podobnie jak córka trzeciej żony - Cindy.

Zwolennicy Tymińskiego podkreślają, że był on pionierem dostępu do internetu. Jako kandydat na prezydenta, a potem założyciel Partii X, udostępnił tzw. BBS Maloka, czyli serwis komputerowy pozwalający na umieszczanie na komputerze właściciela ogłoszeń i skrzynek pocztowych innych.

Kariera Nikodema Dyzmy

Na tegoroczną kampanię prezydencką Tymiński jest gotów przeznaczyć okrągły milion dolarów z własnych oszczędności. Ma dom w Toronto, który, jak szacuje, wart jest ok. 1 mln dol., 15-hektarową farmę wartą pół miliona i oszczędności inwestowane na giełdzie. A wszystko dzięki firmie Transduction produkującej komputery. Tymiński zachwala, że choć jego firma zatrudnia tylko 15 osób, dostarcza komputery na amerykańskie lotniskowce i atomowe łodzie podwodne.

- Gdy podpisuję większy kontrakt, współpracuję z fabrykami w Chinach. Przesyłamy internetem nasze rysunki techniczne, a za 30 dni przypływa kontener z gotowymi produktami po kosztach o wiele niższych niż w Kanadzie - mówi.

W Polsce chce odegrać rolę Franklina Roosevelta, który "wyprowadził Stany Zjednoczone z wielkiej depresji lat 30., wygrał II wojnę światową z Niemcami oraz Japonią".

- Chcę kandydować, bo kocham mój kraj - zapewnia w rozmowie telefonicznej. Zapytany jednak, czy zrzeknie się kanadyjskiego obywatelstwa, mówi z niechęcią: - Jak będzie trzeba, to tak. Ciągle jestem człowiekiem z trzema paszportami: kanadyjskim, peruwiańskim i polskim.

Na Boże Narodzenie 2004 życzył Polakom w internecie nowego przywódcy i zapewniał, że nie widzi się w tej roli. Cztery miesiące później poczuł zew władzy i na stronie internetowej organizacji kierowanej przez Jana Kobylańskiego, milionera z Urugwaju sponsorującego inwestycje o. Tadeusza Rydzyka, ogłosił chęć kandydowania. Dziś jeździ po Kanadzie i przekonuje Polonię. W czerwcu ruszy w Polskę.