Dlaczego zginęła afgańska dziennikarka

Szaima Rezai zginęła od pojedynczego strzału w tył głowy. Kiedy wieść o jej śmierci obiegła afgańską stolicę, Kabul, jej młodzi wielbiciele byli wstrząśnięci. Wielu konserwatywnym mułłom ze stołecznych meczetów wiadomość o śmierci 24-letniej telewizyjnej dziennikarki musiała sprawić ulgę

Jeszcze wiosną Szaima pracowała jako dziennikarka prywatnej sieci telewizyjnej Tolo, jednej z wielu, jakie powstały w Afganistanie po upadku reżimu talibów jesienią 2001 r. Wielką popularność, szczególnie wśród stołecznej młodzieży, zdobyła, prowadząc codzienny program muzyczny pt. "Hop".

Młoda prezenterka, zachodni, porównywany z MTV styl prowadzenia programu, wreszcie teledyski zagranicznych wykonawców kusiły i przyciągały młodzież, zaś gorszyły i oburzały konserwatywnych mułłów. Ich protesty budziło nie tylko swobodne zachowanie Szaimy, lecz przede wszystkim to, że pokazywała ona śpiewające kobiety. Talibowie, ale także wielu dzisiejszych duchownych muzułmańskich, uważają muzykę rozrywkową za występek przeciwko islamowi, a śpiewające kobiety za prawdziwą obrazę boską.

- Gdziekolwiek bym się znalazła, wszędzie mówiono o mnie źle - żaliła się Szaima w lutowym wywiadzie dla agencji Reuters - Ale jest również wielu ludzi, którzy szanują i popierają to, co robię.

Potępiana i wyklinana przez mułłów, oskarżana o demoralizowanie młodzieży Szaima została w końcu wyrzucona z pracy. Jej program "Hop" został w marcu oddany komu innemu (choć duchowni domagali się, by telewizji Tolo w ogóle odebrać prawo do nadawania jakichkolwiek programów).

Uwielbiana przez młodzież Szaima nie tylko przybliżyła jej zachodnią kulturę, a jej historia ujawniła po raz kolejny, że wolność słowa w wyzwolonym spod rządu talibów Afganistanie nadal ograniczana jest cenzurą muzułmańskich duchownych. Zaprzecza temu prezes Tolo TV Saad Mohseni, twierdząc, że nie ulegał żadnym naciskom mułłów. Prezes zapewnia też, że Szaima nie dostawała żadnych telefonów z pogróżkami i sama rzuciła pracę, ponieważ nie odpowiadał jej grafik dyżurów w redakcji. - Odeszła za porozumieniem stron - mówi Mohseni.

Parę dni po zwolnieniu z pracy w Tolo TV Szaima Razai powiedziała w wywiadzie dla jednej ze stołecznych rozgłośni radiowych, że otrzymuje pogróżki, że dochodzą ją plotki, iż ktoś chce ją zabić, że narobiła sobie wrogów, prowadząc program "Hop".

Kim byli zabójcy, którzy w zeszły tygodniu zastrzelili ją w jej własnym domu, gdzie poza ofiarą w feralny wieczór byli także jej najbliżsi krewni? Według niepotwierdzonych informacji policja aresztowała dwóch jej braci.

Oficjalnie policja odmawia wszelkich komentarzy, ale sugeruje, że Szaimę mogli zabić bracia oburzeni z powodu działalności dziennikarskiej dziewczyny i jej stylu bycia, który odbierano w Kabulu jako bunt przeciwko religijnemu konserwatyzmowi. Śmierć Szaimy to jednocześnie pierwszy przypadek zabójstwa dziennikarza w Afganistanie, odkąd Amerykanie obalili talibów i zainstalowali u władzy prezydenta Hamida Karzaja.

Mimo deklarowanego poszanowania dla praw kobiet i zagwarantowania ich w przyjętej pod koniec zeszłego roku konstytucji sytuacja kobiet w Afganistanie pozostawia wiele do życzenia. Zmiany na lepsze widoczne są w Kabulu, ale na afgańskiej prowincji sytuacja kobiet nie uległa większym zmianom od upadku talibów. Wciąż niemal 90 proc. żyje w skrajnej biedzie, nie umie pisać ani czytać. Nigdzie na świecie kobiety nie umierają podczas porodu tak często jak w Afganistanie. Niewiele też jest na świecie krajów, gdzie kobiety żyją tak krótko jak Afganki - 43 lata.