Kampania przeciwko wpuszczeniu Turcji do Unii

Dotychczas najbardziej aktywni są działacze w Polsce, Czechach i na Węgrzech, czyli w krajach, które same dopiero co weszły do Unii, a także we Francji

Działacze różnych organizacji pozarządowych zawiązali sojusz, który nazwali "Głos dla Europy" (Voice for Europe). Na swe hasło wybrali: "Bądź tolerancyjny, nie naiwny!". Chcą do września zebrać milion podpisów i wtedy skierować petycję przeciw przyjęciu Turcji do Komisji Europejskiej, Parlamentu Europejskiego i parlamentów narodowych. Instytucje te nie mają obowiązku zastosować się do zawartych w petycji sugestii, ale nie będą mogły pewnie przejść obojętnie wobec głosu miliona obywateli Unii.

Bo Turcja nie pasuje

Choć z niechęcią "starych" obywateli Unii musieli borykać się praktycznie wszyscy wchodzący niedawno do UE, w tym Polska, to pierwsza taka zorganizowana kampania, która ma na celu powstrzymanie kolejnego rozszerzenia. Na razie do miliona podpisów droga wydaje się bardzo daleka. Oficjalnie kampania rozpoczęła się 9 maja, w święto UE. Tego dnia podpisy zbierano na ulicach w Warszawie, we Wrocławiu, w czeskiej Pradze i węgierskim Budapeszcie. Można je składać także w internecie (www.voiceforeurope.org). Organizatorzy szacują, że mają ich dopiero kilka tysięcy: 1,2 tys. z Polski, 2250 z Węgier, 600 z Francji, 500 z Czech plus 300 zebranych w internecie. - Niedługo planujemy akcje w Krakowie, Gdańsku i Olsztynie. Z kampanią ruszą też niebawem nasi partnerzy w Niemczech i Danii. U nich jest to trudniejsze, bo mieszkają tam społeczności Turków. Trochę obawiają się zbierać podpisy na ulicach - mówi Jan Wójcik, przedstawiciel "Głosu dla Europy" na Polskę.

W poniedziałek działacze pojawili się na demonstracji towarzyszącej szczytowi Rady Europy w Warszawie. Ich transparent skierowany był do premiera Turcji Recepa Tayyipa Erdogana, który uczestniczył w obradach: "Nasze kobiety w Europie są wolne. Europejski Traktat Konstytucyjny i Koran przyznają kobietom odmienne prawa. Które pan wybiera, pani Erdogan?" - napisali po angielsku.

Dlaczego działacze tej organizacji nie chcą wejścia Turcji do UE? Na swej stronie internetowej przedstawiają wiele argumentów: Turcja nie przestrzega praw człowieka, w szczególności praw mniejszości narodowych i praw kobiet, np. nadal dokonuje się tam "zabójstw honorowych" - rodziny zabijają córki, które ich zdaniem splamiły swój honor, np. idąc na randkę; jest zbyt biedna, a jej rozwój gospodarczy zbyt powolny (PKB Turcji to 27 proc. unijnej średniej, Polski - 41 proc.); jej trudne stosunki z sąsiadami w Azji, np. Syrią i Irakiem, mogą skomplikować bezpieczeństwo Europy; Turcy mieszkający w Europie się nie integrują, a przyjęcie Turcji do UE może jeszcze zwiększyć liczbę imigrantów.

- Nie występujemy przeciwko obywatelom Turcji. Popieramy ich dążenia do demokratyzacji kraju i chcemy, żeby Unia Europejska je dalej wspierała. Jednocześnie uważamy, że ani Turcja nie jest gotowa na przystąpienie do Unii, ani Unia na przyjęcie Turcji. Rozpoczęcie negocjacji widzimy jako nieodpowiedzialny eksperyment, którego skutków politycy nie podejmują się przewidywać - tłumaczy Joanna Orska, przewodnicząca stowarzyszenia Europa Przyszłości, które prowadzi kampanię w Polsce.

Stowarzyszenie i "Głos" zostały założone kilka miesięcy temu przez studentów i młodych ludzi we Wrocławiu i w Warszawie. Nie są związane z żadną partią polityczną. Inicjatywa europejskiego sojuszu przyszła, jak twierdzą organizatorzy, z Czech i Niemiec. W większości krajów członkami "Głosu" są mało znane organizacje. We Francji w kampanię zaangażowała się bardziej znana Occidentalis, której hasłem jest: "By Europa nigdy nie stała się ziemią islamu". Na swej stronie internetowej przekonuje, że muzułmanie stopniowo narzucają swe prawa np. w stołówkach, gdzie nie serwuje się już wieprzowiny. Przestrzega, że "za mniej niż wiek szariat, czyli prawo islamskie oparte na Koranie, stanie się prawem Francji".

Nie odrzucać Turcji!

Wiele argumentów "Głosu dla Europy" podziela część obywateli, a nawet polityków UE. We Francji członkostwo Turcji stało się jednym z głównych tematów kampanii przed referendum w sprawie europejskiej konstytucji, choć te dwie kwestie nie są ze sobą bezpośrednio związane.

Zwolennicy członkostwa Turcji w UE przestrzegają jednak, że odrzucenie kraju, który już tyle lat puka do drzwi Unii, byłoby niesprawiedliwe. - Ta kampania jest ahistoryczna, bo Turcji obiecano członkostwo wiele lat temu. Ona jest częścią historycznej Europy. To nie przypadek, że utrzymuje stosunki dyplomatyczne z Polską od XV wieku. Przecież kiedyś mówiono, że Turcja jest "chorym człowiekiem Europy", a nie Azji - mówi Krzysztof Bobiński, wiceprezes fundacji Unia & Polska. Zdaniem zwolenników Turcji zablokowanie jej członkostwa spowoduje kłopoty i w Turcji, i w krajach Unii.- Nie ulega wątpliwości, że ogromne postępy demokratyzacji, rządów prawa i cofnięcie wpływu wojska na politykę zostały dokonane, bo Turcy chcą przystąpić do UE. Jeśli to się nie uda, grupa, która mówi "nie wierzcie Europejczykom" się wzmocni. Będzie to też sygnał dla innych krajów o kulturze muzułmańskiej - mówi Bobiński. A dla samej Europy? -

Odrzucenie Turcji pokaże jej strach przed światem zewnętrznym, będzie dowodem, że nie dorosła ona do zadań, które stanęły przed nią po 1989 r. - uważa Bobiński.

Fundamentalne zmiany mające na celu dostosowanie się Turcji do wymogów UE już trwają. W ciągu ostatnich kilku lat umożliwiono mniejszości kurdyjskiej naukę i tworzenie mediów we własnym języku (choć w praktyce nadal prawie ich nie ma), wypuszczono z więzień działaczy kurdyjskich, m.in. posłankę Leylę Zanę, zniesiono karę śmierci, cofnięto prawo ograniczające wolność słowa (choć tu także pozostaje nieco do zrobienia), uznano, że międzynarodowe konwencje praw człowieka mają pierwszeństwo przed krajowym prawem. W sumie zmieniono kilkadziesiąt artykułów konstytucji. Reformowane jest sądownictwo, rozwija się społeczeństwo obywatelskie. Jeszcze kilka lat temu nikt nie spodziewał się, że zmiany mogą nastąpić tak szybko.

Przywódcy państw Unii zdecydowali o rozpoczęciu rozmów z Turcją w grudniu 2004 roku. Ankara i większość Turków chcieli tego od lat. Turcja jest stowarzyszona z UE od 1963 r. Wtedy po raz pierwszy zaczęto mówić o perspektywie członkostwa. Datę rozpoczęcia rozmów wyznaczono na 3 października br. Prawdopodobnie potrwają one kilkanaście lat.

Już teraz w kilku krajach m.in. Francji mówi się o tym, że ostateczną decyzję muszą podjąć w referendum obywatele. Jeśli tak się stanie, uzyskanie zgody dla przyjęcia Turcji będzie wyjątkowo trudne.