Tajemnicze notatki generała Kluka

To komendant główny policji Marek Papała kazał mi przyglądać się mafii paliwowej - pisał w prywatnych notatkach gen. Mieczysław Kluk, były szef śląskiej policji, aresztowany za korupcję w aferze paliwowej. Ale kiedy Kluk to pisał, Papała nie żył już od sześciu lat

Agenci ABW znaleźli 30 stron gęsto zapisanego rękopisu w czwartek podczas rewizji w domu generała w Izdebskach pod Częstochową.

Notatki brzmią sensacyjnie: "W 1997 r. w samolocie do Londynu siedziałem obok komendanta Papały. Powiedział, że obok afery alkoholowej czy papierosowej w naszym kraju zacznie się afera paliwowa".

Papała miał ostrzec Kluka, że w Częstochowie ulokowały się firmy odgrywające główną rolę w aferze paliwowej. "Wymienił przy tym, że chodzi głównie o firmę Note - pisze Kluk. - Papała powiedział, że biorą w tym udział wysocy urzędnicy administracji państwowej, a "główne" skrzypce odgrywają byli i obecni pracownicy służb specjalnych".

Dodał, że komendant Papała kilka razy w miesiącu przyjeżdżał wtedy incognito do klasztoru na Jasnej Górze, gdzie spotykali się biznesmeni i politycy. Z tych spotkań miał czerpać wiedzę o mafii paliwowej.

Kluk notował: "Ich organizatorem był zakonnik, czynny agent byłego wydziału IV SB, posiadam dokumenty potwierdzające, że był agentem".

Pisze też, że Papała kazał mu wziąć się za tę sprawę w Częstochowie. Kluk: "Jeżeli będę posiadał informacje o urzędnikach państwowych, mam mu natychmiast meldować".

Ale Kluk nie zdążył niczego zameldować, bo w 1998 r. Papała został zastrzelony.

Jak rozpracowywałem firmę Note

"Poleciłem, aby rozpracowywanie firmy Note przyspieszyć, doszło do realizacji sprawy, ze zbiorników pobrane zostały nawet próbki paliwa. Następnego dnia sposób pobrania próbek zakwestionowano, prokuratura nakazała to powtórzyć. Efekt był do przewidzenia, jak w Kanie Galilejskiej w ciągu jednej nocy w zbiornikach paliwo podrobione zmieniło się w najwyższej jakości" - pisze Kluk.

Ale "realizacja sprawy" nie przeszkodziła, by firma Note przekazała innej firmie kilka tysięcy litrów benzyny. Kiedy zaś policjanci Kluka tropili nadużycia w Note, ich szef prywatnie spotykał się z Arturem K. uważanym za śląskiego rezydenta mafii paliwowej. Artur K. wyszedł z aresztu dzięki poręczeniu 2 mln zł. Złożyli je paulini z Jasnej Góry.

Kluk spotykał się też z "alchemikiem", współpracownikiem K. Obu poznał przez kuzyna, także zamieszanego w mafię paliwową.

Kluk: "Artura K. kojarzyłem, bo jeszcze w Częstochowie był w naszym zainteresowaniu operacyjnym (...). Odniosłem wrażenie, że chciał się do mnie zbliżyć. Nie ukrywam, że przy takich spotkaniach ujawniał mi nieco ze swojego funkcjonowania, padały różne nazwiska".

I pisze, że informacje z tych spotkań przekazywał CBŚ.

Sprawdziliśmy to: nie ma tam żadnej notatki sporządzonej przez Kluka.

Generał w zapiskach tłumaczy, dlaczego jego spotkania z baronami paliwowymi były znane: "Oni dbali o to, aby były nagłośnione, bo opowiadali o naszej znajomości przy różnych okazjach. Wiedziałem, że chełpili się tym".

Ale nie zerwał tych znajomości. W Raciborzu, gdzie mieszkał kuzyn generała, policjanci, którzy chcieli awansować, zgłaszali się najpierw do niego - zwykłego pracownika firmy transportowej. Kluk wspomina: "Kiedy odwołałem zastępcę komendanta powiatowego policji, ten w pierwszej kolejności udał się do J. [kuzyn Kluka - red.], prosząc go, aby nakłonił mnie do zmiany decyzji".

O co mnie poprosił Sobotka

Kluk twierdzi, że w 2000 r. na prośbę posła SLD i wiceszefa MSWiA Zbigniewa Sobotki interweniował w sprawie szefa katowickiej firmy, która miała problemy z mafią paliwową.

Zanotował: "Widziałem, że mojemu rozmówcy bardzo na tym zależy, wspominał, że na kampanię wyborczą potrzebują pieniędzy, a firma, o której rozmawiamy, jest temu bardzo przychylna. Na zakończenie rozmowy Sobotka wręczył mi wizytówkę tego biznesmena... Obiecałem, że zrobię, co będzie w mojej mocy".

Kluk spotkał się z poleconym przez Sobotkę biznesmenem. Twierdził on, że mafia zmusza go do sprzedaży oleju napędowego niewiadomego pochodzenia, za co musi płacić węglem i stalą.

Kluk interweniował u baronów paliwowych: "Spotkań było kilka, niewiele dały, bo rozmówcy sugerowali, ze interesy z tym biznesmenem musieli robić dyrektorzy ich firm. Bardziej zorientowany był Artur K. Poprosiłem obydwu, aby temat rozliczeń z katowicką firmą uregulować".

Kiedy Kluk to pisał, Sobotka był już podejrzany o słynny przeciek starachowicki; został potem nieprawomocnie skazany na 3,5 roku więzienia.

Jak mnie wrobiła ABW

W tym samym czasie służby specjalne dostały informacje, że na zlecenie mafii paliwowej zastrzelono koło Częstochowy kilku ludzi dla niej niewygodnych - szefów tzw. firm-słupów. Podobno w zabójstwach pomagali oficerowie policji.

Kluk pisze, że o wyjaśnienie prosił Artura K.: "Zdecydowanie odcinał się od takich rozwiązań, a jednocześnie bardzo nieufnie, tak półzdaniami, próbował mnie przekonać, że mechanizm ten wyglądał inaczej".

Kluk przyznaje też, że po zatrzymaniu przez CBŚ Artura K. i jego wspólników kuzyn prosił go, by im pomóc. "Nigdzie nie interweniowałem, poradziłem jedynie, aby rodziny wynajęły adwokatów".

Potwierdził jednak, że potem spotykał się z wypuszczonym z aresztu szefem firmy Note, który obciążył go w śledztwie - zeznał w prokuraturze, że mafia paliwowa dostała od Kluka tajne policyjne dokumenty.

"Powiedział mi jedno, ale bardzo ważne zdanie: Gdybym był mądrzejszy, to byłbym generałem w Warszawie, a na koncie w Lichtensteinie miałbym 2 mln dol. Zachciało mi się brać za sprawy paliwowe, to teraz mam tylko problemy" - zanotował Kluk.

Uznał, że to służby specjalne"wkręciły" go w aferę paliwową, a szef Note jest agentem ABW.

Zapiski kończy Kluk rozważaniami, dlaczego nie informował o wszystkim Komendy Głównej Policji: "Znałem tę instytucję i nie widziałem sensu".

- Wszystkie informacje zawarte w zapiskach generała Kluka dokładnie sprawdzimy - mówi Włodzimierz Krzywicki, rzecznik krakowskiej prokuratury, która zajmuje się mafią paliwową.