Drogowskazy

Jakoś nikogo nie dziwi ta bezczelność, że na czele krucjaty moralnej narodu chcą u nas stanąć politycy. Swoimi brudnymi łapskami mają teraz szerzyć wśród nas higienę. Trudno lepiej wybrać, aby to akurat ta grupa osobnicza, która stała się już synonimem zepsucia i degrengolady, kierowała naszym oczyszczaniem.

Przypomina to obrazy szturmu z ruskich filmów wojennych, kiedy to dowódca, lecąc z tyłu, zza pleców swoich żołnierzy, ryczał: "Za mnoj!"; z tym że u nas politycy są jeszcze lepsi, bo biegną w dodatku w odwrotną stronę.

Moralność od jakiegoś czasu jest funkcją tylko i wyłącznie hałasu. Przed opublikowaniem listy Wildsteina Instytut Pamięci Narodowej robił wszystko to samo, co po jej opublikowaniu, tylko po cichu, ale to nie było oczyszczające. Przełom moralny zaczął się od trąbienia. Następnie, kiedy w dniach żałoby po Janie Pawle II listą Wildsteina wszyscy stracili zainteresowanie, błyskawicznie znaleziono agenta. Gdzie? Przy Papieżu, bo tylko on gwarantował odpowiednie nagłośnienie i można było wznowić kanonadę.

Ten zgiełk zdołał już prawie całkiem zagłuszyć jedyny prawdziwie czysty dźwięk, który dobiega z miejsca naturalnie jak najdalszego od polityki. Godny podziwu gest rodzin poległych górników z Wujka, które - mając naprawdę, co wybaczać - chcą to właśnie zrobić, został właściwie sponiewierany i zlekceważony.

Politykom (niestety) nikt niczego (jeszcze) nie zrobił i dlatego nie mają nikomu nic do wybaczania, ale i tak wybaczać nie chcą. Jako że jest to na szczęście czynność wzajemna, możemy im śmiało obiecać, że mają u nas to samo.