Rakiety na Gazę

W czwartek izraelskie rakiety uderzyły w palestyńskie ośrodki dowodzenia w centrum Gazy. Był to odwet za śmierć dwóch rumuńskich robotników, którzy zginęli w wybuchu bomby podłożonej przez Palestyńczyków

Rakiety na Gazę

W czwartek izraelskie rakiety uderzyły w palestyńskie ośrodki dowodzenia w centrum Gazy. Był to odwet za śmierć dwóch rumuńskich robotników, którzy zginęli w wybuchu bomby podłożonej przez Palestyńczyków

Co najmniej 15 osób zostało rannych w nalocie. Rakiety były wycelowane w trzy biura palestyńskich służb bezpieczeństwa. Jedna z nich uderzyła 500 metrów od rezydencji palestyńskiego przywódcy Jasera Arafata. Ostrzał nie spowodował paniki w Gazie, która była wielokrotnie celem izraelskich ataków odwetowych w ciągi siedmiu miesięcy palestyńskiej rewolty. - Nie boimy się śmierci - krzyczeli gapie zebrani pod ostrzelanymi budynkami.

Przed nalotem izraelska armia spaliła palestyńskie uprawy i zrównała z ziemią posterunek policji Arafata w pobliżu przejścia granicznego w Kissufim. Była to piąta inwazja armii na obszary pozostające pod całkowitą palestyńską kontrolą w ciągu dwóch dni. Izraelczycy odpowiadali na zamach bombowy, w którym zginęło dwóch Rumunów naprawiających płot graniczny. Trzeci robotnik został ciężko ranny.

Dziesiątki tysięcy imigrantów z Rumunii i innych krajów zastąpiło w ostatnich latach palestyńską siłę roboczą. Od powstania Autonomii Palestyńskiej w 1994 roku Izrael ograniczył drastycznie liczbę zezwoleń na pracę dla Palestyńczyków, powołując się na względy bezpieczeństwa.

Dwaj Rumuni są pierwszymi ofiarami konfliktu wśród imigrantów. W izraelsko-palestyńskich starciach od września ub. roku zginęło ponad 400 Palestyńczyków i ponad 80 Izraelczyków. Izrael złożył wczoraj kondolencje rządowi w Bukareszcie i rodzinom zabitych.

Wczoraj izraelska policja i służby bezpieczeństwa poszukiwały morderców dwóch chłopców brutalnie zabitych w środę na Zachodnim Brzegu. Rzecznik policji oświadczył, że 14-letni Josef Iszran i Jaakow Mandel zostali zamęczeni na śmierć przez palestyńskich bojówkarzy. Do morderstwa przyznała się nieznana grupa Hezbollah-Palestyna podająca się za odnogę organizacji libańskich szyitów.

Premier Ariel Szaron obarczył odpowiedzialnością za śmierć chłopców Arafata. Wezwał palestyńskie władze do "wstrzymania terroryzmu i przerwania antyizraelskiej i antyżydowskiej propagandy" w mediach. Palestyński minister Saeb Erekat potępił morderstwo. Stwierdził, że ataki na dzieci i cywilów, niezależnie od ich narodowości, są niedopuszczalne.

Zamordowani chłopcy byli mieszkańcami żydowskiego osiedla na Zachodnim Brzegu. Osiedla, które znajdują się na ziemiach zajętych przez Izrael w 1967 roku, są nielegalne w świetle prawa międzynarodowego. Ich przyszłość jest jednym z głównych punktów spornych między Izraelem a Palestyńczykami. Szaron zapowiedział, że nie mowy o zamrożeniu rozbudowy osiedli, dopóki trwają palestyńskie ataki.

Wczoraj jednak doradca premiera Raanan Gissin potwierdził, że budżet osiedli zostanie poważnie ograniczony. W ciągu najbliższych pięciu lat osadnicy otrzymają tylko 150 mln dolarów zamiast obiecanych 375 mln dolarów. Według Gissina obcięcie budżetu osiedli nie ma nic wspólnego z oświadczeniem Departamentu Stanu USA, który kilka dni temu określił hojne finansowanie osadnictwa jako prowokację wobec Palestyńczyków.

Monika Słowakiewicz