Rodzice chorego Zaina mogą mieć jeszcze jedno dziecko, które będzie źródłem zdrowych komórek

Taką decyzję wydali w czwartek brytyjscy lordowie. Rozpatrywali sprawę sześcioletniego Zaina, który cierpi na rzadką chorobę krwi, i jego rodziny. Rodzice chcą mieć jeszcze jedno dziecko i wykorzystać komórki z jego pępowiny do leczenia

Do lordów, którzy są najwyższą instancją sądowniczą w Wielkiej Brytanii, trafiła sprawa sześcioletniego Zaina Hashmi i jego rodziny z Leeds w północnej Anglii. Zain ma rzadką chorobę krwi, powodującą głęboką anemię. Co miesiąc musi przechodzić transfuzję krwi, codziennie przez 12 godzin dostaje leki z kroplówki. Inaczej nie przeżyłby.

Rozwiązaniem mogłaby być transplantacja szpiku kostnego. Lata poszukiwań nie przyniosły jednak rezultatu. Znaleźć dawców, których szpik byłyby wystarczająco podobny genetycznie, jest szczególnie trudno, ponieważ chłopiec należy do mniejszości etnicznej, ma w sobie m.in. geny hinduskie.

Rodzice postanowili więc uciec się do innego sposobu: chcą, by kolejne ich dziecko było jak najbardziej podobne genetycznie do Zaina. Wtedy wystarczyłoby wszczepić chłopcu komórki z krwi pępowinowej brata lub siostry. Wyboru odpowiedniego embrionu dokonaliby lekarze.

Zdaniem przeciwników tego typu praktyk to, co chcą zrobić państwo Hashmi, to pierwszy krok do tworzenia dzieci, które byłyby źródłem "zapasowych części" dla swych starszych braci lub sióstr. Jednak w tym wypadku pobranie tych "części", czyli komórek z pępowiny, nie wyrządziłoby żadnej szkody nowo narodzonemu.

Na taką procedurę zgodził się urząd nadzorujący sztuczne zapłodnienia. Sprawę do sądu skierowała jednak pozarządowa organizacja CORE (Comment on Reproductive Rights), która zajmuje się walką o prawa nienarodzonych dzieci. Twierdzi, że na dobieranie embrionu w tym celu nie pozwala ustawa z 1990 roku.

Dla rodziny rozpoczęła się batalia prawna. W 2002 roku sąd pierwszej instancji zakazał przeprowadzenia procedury. W kwietniu 2003 roku sąd apelacyjny cofnął tę decyzję. Od tego czasu para, która ma w sumie piątkę dzieci, próbowała spłodzić potomka genetycznie podobnego do Zaina. Dotychczas się jednak nie udało: kilkakrotnie nie powiodło się zapłodnienie in vitro, pani Shahana Hashmi pięciokrotnie poroniła.

- Mamy nadzieję, że sąd zda sobie sprawę, że jedynie próbujemy zapewnić naszym dzieciom zdrowe i długie życie - powiedziała BBC pani Hashmi. Gwiazdą mediów stał się też mały Zain. - Mam pięć lat i zepsuty szpik. Biorę dużo leków, bo chcę wyzdrowieć, żebym mógł szybko biegać. Teraz mogę biegać, ale nie za szybko - tłumaczył dziennikarzom.

W czwartek po południu okazało się, że pięciu lordów, którzy rozpatrywali sprawę, jednogłośnie opowiedziało się za dopuszczeniem tej medycznej procedury.

Rodzice chłopca czekali na decyzję sądu z tym większą niecierpliwością, że matka Zaina ma już 40 lat i coraz mniej czasu na spłodzenie mu brata lub siostry o odpowiednich komórkach.

Lekarze i urząd nadzorujący sztuczne zapłodnienia zapewniają, że każdy przypadek rozpatrują indywidualnie, a decyzja w tej sprawie nie może być precedensem dla sytuacji, gdy para będzie chciała mieć dziecko np. o wybranym kolorze oczu lub wysokiej inteligencji.