Kopanie po kostkach władzy

Prapremiera ?Władzy? w Teatrze Narodowym. Kilka aluzji na temat ostatnich afer finansowych to za mało, aby powstało bolesne przedstawienie o mechanizmach władzy.

"Władza" Nicka Deara, popularnego brytyjskiego dramatopisarza i scenarzysty, należy do gatunku kostiumowych sztuk współczesnych, które pod pretekstem opowieści historycznej przedstawiają problemy aktualne. W tym wypadku historia rywalizacji o wpływy w państwie pomiędzy Królem Słońce Ludwikiem XIV a jego wpływowym finansistą Fouquetem służyć ma pokazaniu ponadczasowych mechanizmów władzy.

Reżyser Jan Englert już kiedyś wystawił podobną rzecz - była to "Zmowa świętoszków" Bułhakowa. Akcja rozgrywała się na tym samym dworze Ludwika XIV, tylko nieco później, a bohaterem był Molier zmagający się z kościelnymi cenzorami, którzy chcieli zakazać grania jego sztuk. O ile jednak za utworem Bułhakowa stała pasja artysty walczącego o wolność dla teatru (w osobie Moliera Bułhakow zawarł własne doświadczenia pisarza zmagającego się z komunistyczną władzą), o tyle za dramatem Deara stoi wyłącznie maszyna rozrywkowego teatru, który domaga się historii w miarę łatwych, czytelnych dla masowego widza.

Walka polityczna jest tu tłem dla rozbudowanego wątku romansów króla, który nie przepuszcza żadnej dwórce. Bułhakow oskarżał władzę, która łamie kręgosłupy moralne, Dear kopie ją po kostkach, pokazuje śmiesznostki i wypaczenia, ale nie dotyka istoty władzy absolutnej, która stawia się poza społeczną kontrolą, na równi z Bogiem. Kilka aluzji do głośnych afer finansowych ostatnich lat (m.in. Enronu) to za mało, aby sztuka stała się bolesna. Publiczność śmieje się, kiedy mowa jest o "kreatywnej księgowości" Fouqueta oraz gdy finansista proponuje królowi pożyczkę na 18 procent, ale nic nie podważa przekonania, że zarówno politycy, jak i finansiści są jednak światu potrzebni. Choćby do budowania rezydencji i parków.

Sztuka Deara została ponoć specjalnie sprowadzona i przetłumaczona na jubileusz Janusza Gajosa, nie ma tu jednak materiału na wielką rolę. Postać Fouqueta ograniczona jest do dwóch elementów - miłości do kobiet oraz miłości do pieniądza i aktor obie pasje finansisty przedstawia w sposób wiarygodny, lecz nie porywający. W Fouquecie nie ma goryczy, jaką miała rola Gajosa w "Simpatico" sprzed paru lat, gdzie grał podobny temat: upadek wpływowego człowieka. Tam jednak upadek łączył się z psychicznym i fizycznym rozpadem postaci, tutaj jest okazją do wygłaszania okrągłych zdań o nieuchronnym losie władców, których przeznaczeniem jest więzienie. Gajosowi nie pomaga reżyser, który w kluczowej scenie uwięził Fouqueta pomiędzy... krzesłami, jakby Bastylia została zburzona jeszcze za rządów Króla Słońce.

Gajos wyróżnia się swobodą na tle pozostałych wykonawców, którzy grają tak, jak gdyby główną wskazówką reżyserską było: "mówcie głośno i wyraźnie". Ponieważ przedstawienie grane jest na kameralnej scenie, o kilka kroków od widza, koturnowe aktorstwo sprawia wrażenie przesady, zwłaszcza u Piotra Adamczyka (Król), który nie mówi, ale przemawia, i Anny Chodakowskiej (regentka Anna) zanoszącej się sztucznym śmiechem. Wyjątkiem jest Karolina Gruszka, która w roli Luizy, królewskiej kochanki, potrafiła połączyć skrajne emocje - zawstydzenie i strach nastolatki z desperacką miłością i poświęceniem. Ciekawy portret dworskiego donosiciela i wazeliniarza stworzył także Jarosław Gajewski w roli Colberta.

Kostiumowe sztuki są okazją do wydobycia z teatralnych magazynów butów z klamerkami, wytrzepania z kurzu peruk oraz zamówienia w pracowniach krawieckich bogatych kostiumów - i tak się w Narodowym stało. Jeśli chodzi o inscenizację, to najwięcej uwagi Jan Englert poświęcił zmianom dekoracji. Maszyniści wnoszą meble tanecznym krokiem, wykonując przy tym wiele ewolucji i ćwiczeń gimnastycznych: ktoś robi fikołka, ktoś inny staje na głowie, a jeden robi nawet szpagat. Używając terminologii finansowej, można powiedzieć, że zmiany dekoracji to majstersztyki kreatywnej reżyserii.

Teatr Narodowy - Nick Dear "Władza", przekł. Elżbieta Woźniak, reż. Jan Englert, scen. Dorota Kołodyńska, choreografia Leszek Bzdyl, premiera 23 kwietnia, Scena na Wierzbowej.