Debiutancki album grupy Vavamuffin - radość grania

?Cała Polska wstrzymała oddech w oczekiwaniu na te płytę? - czytamy w reklamie debiutanckiego albumu grupy Vavamuffin. Tupet godzien wielkich gwiazd. Ale coś w tym jest

Ja w każdym razie też czekałem ze sporym zainteresowaniem od dnia, kiedy po raz pierwszy zobaczyłem Vavamuffin na żywo. Trzech kapitalnie uzupełniających się wokalistów, świetnie grający zespół i mnóstwo dobrej energii bijącej z tej grupy zapadły mi w pamięć. No a teraz wreszcie mogę włożyć do odtwarzacza album "Vabang".

Nazwa Vavamuffin to gra słów. Zespół pochodzi z Warszawy i gra ragamuffin. Wychodzi na to, że ten wywodzący się z reggae gatunek jest odpowiedzialny za najciekawsze nowe płyty w Polsce. A Warszawa zamienia się w główny ośrodek nadwiślańskiego ragga. Tu nagrywa Sidney Polak, który łącząc na debiutanckiej płycie raggamuffin, hip-hop i rock, udowodnił, że takie granie ma potencjał komercyjny. Tu działa Cinq G skłaniające się ku bardziej tanecznej odmianie ragga. Jest Zjednoczenie Sound System. No i Vavamuffin, w którym udzielają się dwaj wokaliści Zjednoczenia - Mr. Reggaenerator oraz Pablopavo. Ten trzeci to Gorg, kiedyś podpora otoczonej w Warszawie legendą Transmisji. Skład pierwszoligowy.

A muzyka? "Vabang" to pogodna, pełna radości grania i niezwykłego luzu płyta. Może nie aż tak porywająca jak te same piosenki wykonywane przez Vavamuffin na żywo. Ale i tak utwory zespołu - grane w charakterystycznym dla raggamuffin szybszym tempie i z większą niż w klasycznym reggae energią - pulsują kapitalnym rytmem i tworzą świetne tło dla nawijających na przemian Reggaeneratora i Pablopavo kontrowanych przez dysponującego niższym głosem Gorga. Jest w tym trochę hiphopowej potoczystości, jest trochę reggae'owych zaśpiewów, na dodatek ozdobionych niezłymi tekstami. Typowe dla reggae tematy (niechęć do "Babilonu" czy uroki nielegalnego "zioła") mieszają się w nich z bardzo ciekawie potraktowanymi polskimi realiami. Posłuchajmy "Jah jest prezydentem", gdzie deklaracja oddania się Najwyższemu staje się swoistym protestem przeciw panującej na ulicach przemocy oraz panoszącemu się dresiarstwu.

Bardzo żywa muzyka stworzona do tego, aby słuchać jej na imprezie, w towarzystwie, najlepiej w pobliżu tanecznego parkietu. Choć aby naprawdę docenić Vavamuffin, nie warto poprzestawać na samej płycie. Trzeba koniecznie wybrać się na ich koncert.

Vavamuffin, "Vabang", Karrot Komando