Wybór papieża komentuje francuski historyk René Remond

Wybrano jedną z wielkich głów Kościoła, przedstawiciela jego nurtu intelektualnego. Uderza mnie, że uczyniono to tak szybko i tak zgodnie. Przecież kardynałowie dobrze go znają i wiedzą, kogo wybierają.

Obiecujący wydaje się wybór imienia - Benedykt to przecież patron Europy. To dobry początek. Ratzinger może nas zaskoczyć. Okazać się mniej konserwatywny, niż się go uważa. Niespodzianek może być o tyle jeszcze więcej, że nowy papież nie sprawdzał się dotąd w pracy duszpasterskiej.

Najwięcej niepokoju budzi odbiór jego wyboru przez bardziej liberalne kościoły. Czy nie uznają tego za krok wrogi? Uważa się go za autora encykliki "Domine Jesu", która odmawia kościelnym reformatorom nawet samej przynależności do Kościoła.

Teraz czekam na jego niedzielną mowę. Na pewno nie przyćmi ona "Nie lękajcie się" Jana Pawła. Jednak Ratzinger wie przecież, że słuchający będą o niej myśleć i poszuka na pewno takich zwrotów, które wskażą kierunek pontyfikatu. Owszem, nowego papieża znamy jako nieugiętego strażnika doktryny, ale też taka była jego funkcja. Od Ratzingera-papieża oczekuje się czego innego - by był arbitrem między różnymi prądami i reprezentował jedność.

Benedykt XVI został wybrany w tym samym wieku co Jan XXIII. Tamten papież zaskoczył świat. Może tym razem też tak będzie. Trzeba pilnie śledzić, co powie niemiecki papież w Kolonii, w czasie nadchodzących Dni Młodzieży. Dla niego to jedna z pierwszych prób. Czy młodzi go zaakceptują? Czy znajdzie właściwe słowa, by podtrzymać klimat zaufania i sympatii, jaki istniał między Janem Pawłem II a młodymi? Oglądałem go w telewizji. Zachował się z wielką prostotą. Nie był hieratyczny, uważam, że był raczej ciepły. W moim odczuciu nowemu papieżowi należy udzielić kredytu zaufania.