Czy konklawe zmieni Kościół

Kościół chyba nie musi się szykować na wielką rewolucję, bo w końcu niemal wszyscy kardynałowie elekci pochodzą z mianowania Jana Pawła II. Nie znaczy to, że purpuraci nie są podzieleni i że wybór papieża nie będzie oznaczał dla wielu z nich pójścia na bolesny kompromis

Kardynałowie, którzy rozpoczynają wybory nowego papieża, prawie bez wyjątku są tzw. wojtylani czyli zwolennikami "kontynuacji nauczania Jana Pawła II" i rozwoju Kościoła "w oparciu o II Sobór Watykański". Ale nie dla wszystkich te hasła oznaczają to samo. Konklawe nieuchronnie podzieli się więc na stronnictwa, które mają inne priorytety. Starcia i kompromisy, które będą między sobą zawierać, w niemałym stopniu zaważą na kształcie przyszłego pontyfikatu.

Trzy priorytety, trzy stronnictwa

Dokąd Kościół powinien skierować główną "ewangelizacyjną ofensywę"? Odpowiedź na to pytanie wyznacza ponoć najważniejszą linię podziału pośród kardynałów. - Największym zagrożeniem jest kultura Zachodu, która niszczy pojęcie prawdziwej wolności, zatraca pamięć o Bogu i walczy z życiem - odpowiada najbardziej wyraziste stronnictwo "konserwatystów" z kardynałami Josephem Ratzingerem, Camillo Ruinim, Walterem Kasperem.

Jeśli papieżem zostanie ich kandydat, Kościół najpewniej skupi się więc na "wypaczeniach" zachodniej demokracji, bioetyce, oporze wobec sztucznego zapłodnienia, legalizacji eutanazji czy związków homoseksulanych. Przy poparciu przychylnych sobie polityków papież najprawdopodobniej będzie też prowadził kampanie na rzecz delegalizacji tych praktyk.

- Kościół nie powinien kulić się w sobie, musi być wolny od obaw i wierzyć w swe siły - mówił przed kilkoma dniami włoski kard. Camillo Ruini, który oręduje we Włoszech na rzecz legge 44 , czyli o zakazu sztucznych poczęć.

Konserwatystom sprzeciwia się wielu kardynałów z Trzeciego Świata, bo ich zdaniem konserwatywne cele są zbyt "zachodnie". Purpuraci z Trzeciego Świata postulują, by Kościół przede wszystkim zajął się walką z ubóstwem, niesprawiedliwością społeczną oraz ekonomicznym niewolnictwem.

- Sprawiedliwość społeczna stała się w Europie banalnym pojęciem, a dla nas to sprawa niezwykle istotna. Solidaryzujmy się z ubogimi i odrzuconymi - mówił niedawno brazylijski kard. Oscar Rodriguez Maradiaga.

Ta "opcja społeczna" chciałaby papieża z Trzeciego Świata - najlepiej Latynosa, bo w Ameryce Łacińskiej mieszka już 43 proc. katolików. Są oni związani kulturowo z Europą, więc może Stary Kontynent zaakceptowałby papieża-Latynosa. - Zachód, może poza Hiszpanami i Portugalczykami, nie potrafi nas zrozumieć. Dlatego papież powinien pochodzić stąd, w najgorszym przypadku z Półwyspu Iberyjskiego - mówią podobno niektórzy latynoscy hierarchowie.

Konserwatystom przeciwstawia się także garstka prawdziwych postępowców (belgijski kardynał Godfried Danneels, amerykański Roger Mahony), którzy chcą, by Kościół wycofał się z "agresywnej działalności" publicznej (czy nawet politycznej) i poświęcił bardziej intymnemu przekazowi wiary. Chcą również, by Kościół bardziej zaufał sumieniu katolików i np. nie narzucał ogólnego zakazu udzielania komunii świętej dla rozwodników.

- Tych progresistów można policzyć na palcach jednej ręki, ale ich głosy mają znaczenie, bo mogą się przydać kandydatowi umiarkowanemu, "antyRatzingerowi" - uważa Sandro Magister, watykanista "L'Espresso".

Demokracja i ekumenizm

Kardynałowie ostro spierają się też o ustrój Kościoła. Duża część hierarchów domaga się powrotu do żywej współpracy Kurii Rzymskiej z episkopatami krajowymi, poważniejszego traktowania zbierających się co kilka lat synodów biskupów, a nawet powołania stałego i kadencyjnego synodu, który miałby "rzeczywistą moc doradczą" i w ten sposób współrządził Kościołem.

Co ciekawe, za większą demokratyzacją wypowiadają się zarówno postępowcy, jak i niektórzy konserwatyści. Frustracja z powodu braków kolegialności jednoczy więc część hierarchów pomimo różnych poglądów na priorytety w ewangelizacji. Natomiast sam kardynał Ratzinger (i jego najbliżsi sojusznicy) utożsamia ponoć opór wobec postulatów demokratyzacyjnych, a także "niezdrowego" mieszania ról duchownych i świeckich w Kościele.

Kardynałów dzieli też stosunek do ekumenizmu. Choć w latach 80. Jan Paweł II inicjował międzyreligijne modły o pokój w Asyżu, to potem wycofał się z nich pod wpływem - jak twierdzą postępowcy - Ratzingera. Niemiecki kardynał był bowiem głównym autorem papieskiego dokumentu "Dominus Iesus" (2000 r.), w którym - ku oburzeniu wielu ekumenistów - stwierdza się, że wspólnoty protestanckie nie zasługują w pełni, by nazywać je kościołami.

Opór wobec "wybujałego" ekumenizmu, który "grozi utratą katolickiej tożsamości" podzielają natomiast hierarchowie z Ameryki Łacińskiej, którzy na co dzień walczą z sektami i nowymi ruchami religijnymi. Sprawa ekumenizmu znów tworzy więc nowy "front", który niezupełnie pokrywa się z innymi liniami podziału.

Wielu konserwatystów, Latynosów i postępowców łączy też pogląd, że przyszły papież powinien być sprawnym administratorem, ale jednocześnie mieć długie doświadczenie w pracy w parafiach, a potem w diecezji. - Następca charyzmatycznego Jana Pawła II powinien umieć rozmawiać z ludźmi, dialogować z tłumem, być papieżem medialnym - mówią przeciwnicy kandydatów pracujących w Kurii Rzymskiej. Kariera urzędnicza może się więc okazać słabym punktem m.in. Ratzingera, a praktyka duszpasterska - atutem umiarkowanego Włocha Dionigiego Tettamanziego i kilku Latynosów.

Kobiety, rodzina i seks

Na konklawe spór w sprawie seksualności i rodziny toczy się między konserwatystami i umiarkowanym centrum. Kilkuosobowe lewe skrzydło, które postuluje emancypację kobiet w Kościele, przemyślenie nauczania na temat antykoncepcji i dopuszczanie rozwodników do komunii, nie ma szans na przeforsowanie swych nowinek.

Najbardziej otwarty (spośród prawdopodobnych) papież będzie więc zapewne wierny doktrynie Jana Pawła II przy zachowaniu "wrażliwości na indywidualne przypadki" (taką formułą posługuje się m.in. kardynał Dionigi Tettamanzi). Będzie więc mówił rozwodnikom (jak poprzednik), że "są w sercu Kościoła", a zarazem ustami szefa Kongregacji Dyscypliny Sakramentów przypominał, że nie mogą przystępować do komunii.

Czyli duszpasterska opieka nad rozwiedzionymi bez zmian w doktrynie. To konklawe nie posunie się ani o krok dalej. To są przecież wojtylani - mówią włoscy watykaniści.