Koniec świata Indian

Jak odchodzi w przeszłość kultura Indian z Ameryki Łacińskiej, można zobaczyć na wyrafinowanych fotografiach meksykańskiej artystki Flor Garduno

Gdyby urodziła się kilkaset lat wcześniej, prawdopodobnie zostałaby malarką. W eseju o jej sztuce Carlos Fuentes porównywał zdjęcia Garduno do obrazów barokowych mistrzów światłocienia. Rzeczywiście w swoich czarno-białych fotografiach operuje po mistrzowsku światłem. Już tylko z powodu tej technicznej perfekcji warto zobaczyć jej wystawę - chociaż malarskie skłonności autorki są lepiej widoczne w niedawnym cyklu aktów i martwych natur niż w starszych zdjęciach, które możemy zobaczyć w Zamku Ujazdowskim.

Nauczycielem i mistrzem Garduno był zmarły niedawno Manuel Alvarez Bravo, jeden z klasyków światowej fotografii. To po nim odziedziczyła zarówno zainteresowanie kulturą ludową Ameryki Łacińskiej, jak i skłonność do formy stylizowanej, a nie reportażowej. Bravo od lat 20. - kiedy zaprzyjaźnił się m.in. z najsłynniejszym malarzem meksykańskim Diego Riverą - pozostawał pod wpływem estetyki modernistycznej, operującej czystymi, abstrakcyjnymi kształtami. Garduno, jego asystentka pod koniec lat 70., nawiązuje chętniej do epok dawniejszych.

Jednak w cyklu "Świadkowie czasu" - przygotowywanym niemal przez całe lata 80. - zajmowała się tematem, któremu barokowi twórcy nie poświęciliby uwagi. To bardzo subiektywny i nostalgiczny obraz odchodzącej w przeszłość kultury Indian Ameryki Środkowej i Południowej (zdjęcia powstały m.in. w Boliwii, Ekwadorze i Gwatemali).

Na zdjęciu "Muzyk pośród nicości" oglądamy wiejskiego grajka, który czeka na coś na poboczu błotnistej drogi, przy której leżą stare instrumenty muzyczne zawinięte w brudne szmaty. "Droga na cmentarz" to zdjęcie kilkorga wieśniaków niosących przez ubogie miasteczko dziecięcą trumienkę; obok rodziny idzie grabarz trzymający łopatę. Oba zdjęcia kończą się na bliskim planie - resztę zakrywa mgła, która ukrywa tajemniczą i niepokojącą przestrzeń.

Garduno chętnie pokazuje mieszanie się tradycji chrześcijańskiej i pogańskiej. Ofiary z kukurydzy składane starym bóstwom współistnieją tu z figurką świętego Jakuba w hełmie konkwistadora w wiejskim kościele. Świat nowoczesny - z całą rekwizytornią nowoczesnej techniki - jest całkowicie nieobecny. Technika - jeżeli się pojawia - wydaje się niemal równie starożytna, jak tradycja: "Don Perro" ("Pan Pies") to portret starego człowieka w masce psa siedzącego w warsztacie, który mógłby być miejscem pracy średniowiecznego rzemieślnika.

"Nie jestem osobą słowa" mówi o sobie Garduno, która nie lubi komentować swoich zdjęć. Wspomina niekiedy o inspiracjach snami. Rzeczywiście balansuje niekiedy na granicy surrealizmu - tak jak surrealistyczne są surowe, niemal nieziemskie krajobrazy, które fotografuje. Niektóre zdjęcia niosą także wyraźne przesłanie egzystencjalne: na portrecie dwóch Indianek - młodej i starej - nie widzimy twarzy. Obie są ubrane identycznie, w tradycyjne ludowe stroje. Różnią się tylko ręce: pomarszczone dłonie starej kobiety z palcami upstrzonymi biżuterią i gładkie palce młodej dziewczyny noszące tylko dwa pierścienie.

Garduno nie szokuje - jej fotografie są niezwykle estetyczne, o klasycznej kompozycji. Nie jest też fotografem otwarcie politycznym, opowiadającym o społecznej niesprawiedliwości, tak jak chociażby inny "malarski" latynos, Sebastiao Salgado. Fotografie nie wzbudzają gwałtownych emocji, skłaniają do zadumy.

Flor Garduno, Świadkowie czasu. CSW, Piwnice Zamku Ujazdowskiego, do 8 maja