Mazurska wieś opłakuje Papieża

Maleńka wieś, którą kiedyś odwiedził Jan Paweł II, opłakuje Jego śmierć. I wierzy. Wierzy, że dzięki niej ludzie się nawrócą

Czerwiec 1999 roku. Do rodziny Stanisława Milewskiego w Leszczewie koło Suwałk rankiem przyjeżdża proboszcz z wigierskiej parafii. Żona i pięcioro dzieci dopiero budzą się ze snu. Ksiądz pyta, czy chcą przyjąć gości? Milewscy wiedzą, że w pobliskim klasztorze w Wigrach gości właśnie Ojciec Święty. Dlatego sądzą, że do ich domu chcą być może przyjechać biskupi - odpocząć od kamer, dziennikarzy. Ale kilka godzin później oniemieją z wrażenia. W ich skromnym domu zjawia się sam Jan Paweł II. Po uściskaniu każdego z dzieci siada z brzegu stołu pokrytego białym obrusem, ozdobionego naprędce zebranymi polnymi kwiatami. Wypytuje gospodarzy, jak im się żyje. - Nie mogłem w to uwierzyć - opowiada dziś 14-letni Dawid Milewski. - Mama płakała, siostra też, a ja stałem zamurowany. Od Ojca Świętego czuć było taki spokój. To był moment, ale taki, którego nie da się zapomnieć.

Reporter "Gazety Wyborczej" relacjonował to tak: "Wpadłem do maleńkiej, pomalowanej na niebiesko izby - i stanąłem jak wryty. W odległości półtora metra ode mnie, przy stole przykrytym białym obrusem, siedział zwierzchnik Kościoła katolickiego... Przede mną rozgrywała się scena jak ze świętego obrazka. Ubrany na biało starszy pan rozmawiał z prostymi ludźmi, brał na kolana ich dzieci".

Na pamiątkę Ojciec Święty podarował Milewskim srebrne różańce. Krzesło, na którym siedział, rodzina ozdobiła wstążką. Tylko czasami siadają na nim goście, wśród których były już tysiące turystów, biskupi, dziennikarze, a nawet prymas Glemp. Wszyscy wpisują się do pamiątkowej księgi, a na koniec modlą pod kapliczką, którą rodzina postawiła w podziękowaniu za przyjazd Ojca Świętego. Dziś portret Papieża na kapliczce przepasany jest czarnym kirem.

Milewscy o śmierci Jana Pawła II dowiedzieli się z telewizji. - Płacz, żal. Przecież nie tak dawno był u nas - mówią. Rankiem pojechali do kościoła, a w południe modlili się wspólnie przy kapliczce. - Nikt nie mógł uwierzyć w to, co się stało. Ale wierzymy, że może dzięki tej śmierci wiele osób się nawróci - zamyśla się Dawid.

Pani Krystyna, sąsiadka Milewskich, o śmierci Papieża dowiedziała się z radia. Płakała całą noc. - Wszyscy będziemy się za Niego modlić. Bo to był tak wspaniały człowiek, którego można opisać jedynie modlitwą.

69-letnia pani Irena, podobnie jak pozostali mieszkańcy liczącego kilkanaście domów Leszczewa, nie spodziewała się, że ich wieś odwiedzi Papież. - Zdążyłam tylko zobaczyć przez okno przejeżdżającą kolumnę. Domyśliłam się, że to Ojciec Święty. Wybiegłam na drogę i zaczęłam ją całować. Inni robili to samo - opowiada.

Wspomnienie sprzed kilku dni jest najboleśniejszym w jej życiu. - Gdy usłyszałam, co się stało, coś mi tak serce ścisnęło. Modliłam się całą noc - mówi przez łzy.

Przy drodze w Leszczewie jest tylko jeden krzyż - postawiony w 1919 r. Teraz pani Irena chce postawić drugi - z okazałego marmuru. - To nie dla mnie, tylko dla potomnych. Żeby wszyscy pamiętali, co tu się stało, i pamiętali, kim był dla nas Ojciec Święty. Gdy postawię ten krzyż, mogę już umrzeć. By znowu spotkać Jana Pawła II.