Prawa człowieka bez Waszyngtonu

Rada Społeczno-Gospodarcza ONZ, odnawiając skład Komisji Praw Człowieka, nie wybrała do niej USA. Amerykanie, będący jednym z założycieli Komisji i zasiadający w niej nieprzerwanie od 1947 roku, płacą w ten sposób za brak zaangażowania w rozwój prawa międzynarodowego

Prawa człowieka bez Waszyngtonu

Rada Społeczno-Gospodarcza ONZ, odnawiając skład Komisji Praw Człowieka, nie wybrała do niej USA. Amerykanie, będący jednym z założycieli Komisji i zasiadający w niej nieprzerwanie od 1947 roku, płacą w ten sposób za brak zaangażowania w rozwój prawa międzynarodowego

Komisja Praw Człowieka ONZ to najważniejsze międzynarodowe forum nadzorujące przestrzeganie tych praw na świecie. Tworzą ją przedstawiciele 53 państw wybieranych według geograficznego klucza na trzyletnie kadencje. Każdego roku wymieniana jest jedna trzecia jej członków. Do tej pory jednak największym mocarstwom, Chinom, Stanom Zjednoczonym i Rosji, udawało się utrzymać ciągłość członkostwa - gdy kończył im się mandat wybierane były na kolejną kadencję. Tym razem, ku zaskoczeniu wszystkich, stało się inaczej - na zwalniające się w przyszłym roku miejsca w grupie państw zachodnich Rada wybrała Francję, Austrię i Szwecję.

- Amerykański rząd jest poważnie rozczarowany decyzją członków Rady - powiedział dziennikarzom w Waszyngtonie wysoki rangą urzędnik Departamentu Stanu. Zdaniem kongresmanów USA zostały w ten sposób ukarane za niepłacenie na czas składek członkowskich ONZ, odejście od układu ekologicznego z Kyoto oraz kontrowersyjną decyzję o budowie tarczy antyrakietowej. Demokratka z Nowego Jorku Nita Lowey stwierdziła zaś, że "prezydent Bush lekceważył politykę zagraniczną, nie miał nawet czasu mianować ambasadora przy ONZ, no i został ukarany".

W Genewie, gdzie zbiera się Komisja, dyplomaci byli podobnego zdania. - Dobrze, że Amerykanom utarto wreszcie nosa. Wydawało się im, że są ponad wszystkimi, że mogą wszystkim udzielać lekcji, będąc równocześnie przeciwko utworzeniu Międzynarodowego Trybunału Karnego, opierając się zakazowi produkcji min przeciwpiechotnych i popierając karę śmierci - powiedział "Gazecie" jeden z ambasadorów UE.

Dla Amerykanów jest to przede wszystkim porażka prestiżowa, która na pracę Komisji wielkiego wpływu mieć nie będzie. USA jako obserwator zachowają prawo do wypowiadania się na jej forum i do proponowania rezolucji. Stracą tylko prawo głosu.

Tomasz Surdel, Genewa, Bartosz Węglarczyk, Waszyngton