Drugi falstart irackiego parlamentu

Wtorkowa sesja irackiego parlamentu przerodziła się w awanturę. TV przerwała transmisję, a obrady utajniono, by ratować deputowanych przed kompromitacją

Było to dopiero drugie posiedzenie parlamentu wybranego już dwa miesiące temu. Od tygodni politycy szyiccy, kurdyjscy i sunniccy na próżno starają się uzgodnić obsadę kluczowych stanowisk: premiera, prezydenta, wiceprezydentów i ministrów.

Nie inaczej było we wtorek - rozpoczęcie obrad przełożono o kilka godzin, bo trwały gorączkowe negocjacje nad wyborem przewodniczącego parlamentu. Przywódcy szyiccy i kurdyjscy zaproponowali to stanowisko obecnemu prezydentowi, sunnicie Gaziemu al Jaurowi. Miał to być pojednawczy gest w stronę sunnitów, którzy zbojkotowali wybory i w parlamencie mają zaledwie kilkanaście miejsc. Jednak al Jaur chciałby zostać wiceprezydentem kraju, dlatego odmówił, a pozostali sunnici spierali się, kogo zgłosić zamiast niego.

Po południu obrady zaczęły się od chaotycznej pyskówki. - Co dzieje się za kulisami? Mamy prawo wiedzieć, kto jest winien opóźnień! - krzyczała ze swojego miejsca deputowana w tradycyjnym arabskim stroju. - Trzeba szybko wybrać rząd i zacząć działać! Co powiemy ludziom, którzy 30 stycznia narażali życie i poszli do urn?! - oburzał się duchowny z partii premiera Ijada Alawiego, a z sali dobiegły okrzyki "Dobrze powiedziane, czcigodny!".

W tym momencie do akcji wkroczył najstarszy na sali honorowy przewodniczący Dhari al Fayad i wyprosił dziennikarzy. Ci zaczęli protestować, ale al Fayad był niewzruszony. - Tak zdecydowałem! - powiedział twardo i były to ostatnie słowa, które dobiegły z irackiego parlamentu. Publiczna telewizja nagle przerwała transmisję i zaczęła nadawać muzykę.

Premier Alawi też opuścił salę. Dalsze obrady zostały utajnione, a po kilkudziesięciu minutach zakończyły się. Opinii publicznej przekazano, że deputowani nikogo nie wybrali, a zamiast tego dyskutowali nad metodami wyboru. Kolejna sesja planowana jest na niedzielę.

Paraliż decyzyjny może trwać i trwać, bo nie ma żadnych konstytucyjnych terminów wyboru władz. Prezydenta i jego dwóch zastępców muszą poprzeć dwie trzecie z 275-ciu deputowanych, więc zwycięscy w wyborach szyici (140) muszą dogadać się przynajmniej z Kurdami (75).

Potem prezydencka trójka wskazuje premiera, który formuje rząd. Głównym kandydatem na prezydenta jest Kurd Jalal Talabani, a na premiera - związany z szyickimi duchownymi Ibrahim Dżafari. Jednak Kurdowie i szyici spierają się nie tylko o stanowiska, ale także o podział dochodów z eksportu ropy i o Kirkuk, miasto zamieszkane przez Arabów i Kurdów, które Kurdowie chcieliby przyłączyć do irackiego Kurdystanu.