1995: Za katolików i o katolikach

Następna, nieoficjalna wizyta Papieża w maju 1995 r. nie ułatwiła rozumienia jego wskazań dla Polski. Odbyła się - tradycyjnie już - w całkowicie nowych okolicznościach: od dwóch prawie lat krajem rządzili postkomuniści.

Rok wcześniej apogeum osiągnął konflikt o konkordat podpisany przez rząd Hanny Suchockiej ze Stolicą Apostolską. Spekulowano, że Papież nie chce oficjalnie gościć w ojczyźnie, która odmawia ratyfikacji traktatu. Postkomuniści i część środowisk liberalnych, krytycznych wobec umowy, odłożyli decyzję o jej przyjęciu lub odrzuceniu do czasu uchwalenia nowej konstytucji.

Okazją do jednodniowych odwiedzin Polski była dla Papieża pielgrzymka do sąsiadów. Dzień wcześniej Jan Paweł II kanonizował w Ołomuńcu na Morawach Jana Sarkandra, męczennika doby kontrreformacji. W jednej z czeskich homilii pozdrawiał "braci, z którymi łączy nas wiara w Chrystusa", oraz "niewierzących, którzy mają takie samo pragnienie wartości: honoru, sprawiedliwości i solidarności".

22 maja 1995 r. w Skoczowie, miejscu narodzin kanonizowanego duchownego, ton Papieża był już inny. Choć - jak zawsze - powtarzał swoje zasadnicze przesłanie, że "Polska woła dzisiaj nade wszystko o ludzi sumienia", najdonośniej zabrzmiał inny fragment kazania: "Pod hasłami tolerancji, w życiu publicznym i w środkach masowego przekazu szerzy się nieraz wielka, może coraz większa nietolerancja. Odczuwają to boleśnie ludzie wierzący. Zauważa się tendencje do spychania ich na margines życia społecznego, ośmiesza się i wyszydza to, co dla nich stanowi nieraz największą świętość. Te formy powracającej dyskryminacji budzą niepokój i muszą dawać wiele do myślenia".

Słowa te są niewątpliwie świadectwem głębokiego rozczarowania Jana Pawła II kształtem niepodległej Polski i miejscem w niej Kościoła. Wielu zadawało jednak pytania: dlaczego słowa Papieża tak dramatycznie rozminęły się z potocznym doświadczeniem? Czy rzeczywiście katolicy są dyskryminowani? Czy Kościół napotyka takie przeszkody w sprawowaniu swojej misji, które uprawniają tak stanowczą krytykę nowego porządku?

Prawica i część środowisk katolickich od razu zakrzyknęły, że diagnoza Jana Pawła II jest trafna, uznając, że jego głos to głos w ich imieniu. Lewica i środowiska liberalne odrzuciły zarzut, choć świadomość autorytetu Papieża nie pozwoliła nikomu stanowczo skrytykować jego tez. Przykładem takiej ostrożnej polemiki był komentarz publicysty "Gazety" Romana Graczyka: "Papież zawsze był człowiekiem zasad fundamentalnych. Tym razem poszedł śladem radykalnych krytyków III RP. Ostre słowa homilii wypowiedział w trosce o Polskę. Chcę wierzyć, że nie staną się one paliwem dla najbardziej skrajnych polityków odwołujących się do katolicyzmu. (...) nie sposób twierdzić, że prowadzona jest odgórna walka z Kościołem. Wolność ma swoją cenę. Papież zawsze mówi nam rzeczy ważne. I zawsze powinniśmy je przemyśleć z najwyższą powagą - nawet jeśli nie do końca zgadzamy się z jego opiniami".