Inauguracyjne posiedzenie parlamentu irackiego

W Bagdadzie po raz pierwszy zebrał się nowy parlament. Nie wybrał jednak prezydenta, bo politycy kurdyjscy i szyiccy od sześciu tygodni nie mogą dojść do porozumienia

Posłowie zgromadzili się w centrum kongresowym na terenie silnie strzeżonej Zielonej Strefy. Tuż przed inauguracją rebelianci ostrzelali budynek pociskami moździerzowymi. Gdy prezes sądu najwyższego przyjmował przysięgę, drżały szyby, a po niebie krążyły amerykańskie śmigłowce szturmowe. Obeszło się bez ofiar.

- Wygraliśmy wiele potyczek z terrorystami - ogłosił z mównicy premier Ijad Alawi. - Chciałbym podziękować narodowi irackiemu, który rzucił wyzwanie terroryzmowi, biorąc udział w pierwszych demokratycznych wyborach w wolnym Iraku.

Irakijczycy, którzy idąc 30 stycznia do urn, narażali życie, zamiast podziękowań woleliby zobaczyć nowy rząd. Tymczasem w środę parlament nie wybrał prezydenta i jego dwóch zastępców - ta tzw. Rada Prezydencka byłaby władna wysunąć kandydata na premiera.

Wybory wygrał Zjednoczony Sojusz Iracki, koalicja zdominowana przez religijnych szyitów. Sojusz ma większość mandatów, ale do przyjęcia tekstu konstytucji - co ma być głównym zadaniem parlamentu - potrzeba dwóch trzecich głosów. Politycy szyiccy chcą więc stworzyć koalicję z obozem kurdyjskim.

Z pozoru wszystko jest uzgodnione. Prezydentem ma zostać Kurd Dżalal Talabani, jego zastępcami będą szyita ze Zjednoczonego Sojuszu Irackiego oraz sunnita - zwycięzcy chcą w ten sposób wyciągnąć rękę do mniejszości sunnickiej, która zbojkotowała wybory. Kandydatem na premiera jest szyita Ibrahim Dżafari z religijnej partii Dawa wchodzącej w skład Sojuszu, natomiast stanowisko przewodniczącego parlamentu otrzyma jeden z nielicznych sunnitów należących do Sojuszu.

Ale żądania Kurdów wychodzą poza roszady personalne. Kurdowie wiedzą, że już nigdy nie będą mieć takiej pozycji jak teraz, gdy niespełna 20 proc. mniejszość dysponuje 28 proc. mandatów w parlamencie. Starają się wygrać dla siebie jak najwięcej. Od szyitów zażądali włączenia do swojej autonomii miasta Kirkuk, o które toczą spór z miejscowymi Arabami i Turkmenami, zgody na przesiedlenie do Kirkuku Kurdów wysiedlonych przez Saddama, utrzymania kilkudziesięciotysięcznej milicji peszmergów oraz jednej czwartej dochodów z ropy. Chcą ponadto gwarancji na piśmie, że nowy rząd nie podporządkuje islamowi całego systemu prawnego i będzie respektował prawa człowieka oraz równouprawnienie kobiet.

Dla szyitów to kłopot. Nie chcą rezygnować ze swojej wizji państwa i zbytnio ustępować Kurdom, bo sojusz z nimi uważają za tymczasowy. Teoretycznie Zjednoczony Sojusz Iracki mógłby zawiązać koalicję z małą szyicką partią premiera Alawiego (trzecie miejsce w wyborach), jednak nie chcą, aby nowy rząd był uważany za czysto szyicki.

Część polityków irackich zapewnia, że porozumienie uda się osiągnąć w ciągu najbliższych kilku dni; inni ostrzegają, że impas może się ciągnąć tygodniami.