Rządzący komuniści faworytami wyborów w Mołdawii

W niedzielę wybory w Mołdawii. Kolejnej pomarańczowej rewolucji chyba nie będzie, bo opozycja jest podzielona, a prezydent komunista nawrócił się na proeuropejskość

- Pewne siły w Rosji spiskują, by pozbawić mnie życia - powiedział we wtorek prezydent Mołdawii Władimir Woronin rosyjskiemu dziennikowi "Kommiersant". Słowa dość dziwne, a już szczególnie w ustach człowieka, który cztery lata temu doszedł do władzy, obiecując zbliżenie z Moskwą.

W niedzielę Mołdawianie wybiorą parlament, który z kolei wybierze prezydenta. Woronin, tym razem jako orędownik zbliżenia z Europą, ma wielkie szanse na drugą kadencję. Jego partia komunistyczna w sondażach zbiera 60 proc. poparcia. Podzielona opozycja demokratyczna zarzuca prezydentowi koniunkturalizm i cynizm. - Moje stanowisko jest wynikiem wnikliwej analizy problemów kraju - odpowiada Woronin.

Podobnych zwrotów w krótkiej historii Mołdawii było już kilka. W 1991 r. radziecka republika ogłosiła niepodległość. Zaraz też pojawiły się postulaty przyłączenia się do Rumunii (Mołdawia była jej częścią przed II wojną światową, język mołdawski jest dialektem rumuńskiego), odrzucone jednak trzy lata potem w referendum. Wcześniej jednak zbuntowało się Naddniestrze, wąski pasek lądu wzdłuż granicy z Ukrainą zamieszkany głównie przez ludność rosyjskojęzyczną. Po krótkiej wojnie domowej Naddniestrze stało się faktycznie niepodległym, choć nieuznawanym przez żaden kraj świata państwem. Dziś kwitnie tam przemyt broni i innych towarów, z którego zyski czerpie reżim prezydenta Igora Smirnowa. I nic zrobić z tym fantem nie można, bo w Naddniestrzu stacjonuje ciągle 1200 żołnierzy rosyjskich formalnie pilnujących postsowieckich ogromnych magazynów wojskowych.

Ostatniego lata w szkołach Naddniestrza wybuchł protest, bo dzieci rumuńskojęzyczne zmuszano do pisania cyrylicą. Woronin zagroził separatystom sankcjami. W Moskwie co bardziej krewcy parlamentarzyści zażądali embarga na mołdawskie alkohole i tytoń oraz urynkowienia "promocyjnych" dla Mołdawian cen surowców z Rosji. Dobiłoby to i tak ledwo żywą gospodarkę Mołdawii, która jest najbiedniejszym krajem Europy (połowa z 4 mln obywateli żyje w ubóstwie, a około miliona szuka pracy za granicą).

Tydzień temu w Bratysławie prezydent USA George Bush zachęcił Mołdawię do "zmian demokratycznych". Mołdawscy chadecy już występują w pomarańczowych barwach, ale całkiem pomarańczowy stał się też prezydent Woronin. W ostatnim tygodniu gościł u siebie prezydenta Gruzji Michaila Saakaszwilego i pojechał na Ukrainę do prezydenta Wiktora Juszczenki. Ciągle mówi o integracji z UE.

Partie opozycyjne spodziewają się sfałszowania wyborów i zapowiadają demonstracje, które mają im zapobiec. Ale komuniści mogą zwyciężyć naprawdę. Żywa w Mołdawii nostalgia za dawnymi, dobrymi radzieckimi czasami, monopol władzy w mediach, rozbicie opozycji i sprytna polityczna reorientacja Woronina zwiastują im sukces.