Dymisja zarządcy Hongkongu?

Hongkong huczy od plotek, że niepopularny zarządca miasta na dniach poda się do dymisji

Tung Chee-hwa rządzi Hongkongiem od 1997 r., kiedy Brytyjczycy przekazali enklawę Chinom. Został wybrany przez marionetkową radę konsultacyjną powołaną przez rząd w Pekinie. Jego druga kadencja upływa dopiero w 2007 r., ale w środę miejscowe dzienniki podały, że ustąpi ze względu na stan zdrowia.

Informacja nie została zdementowana, co zdaniem prasy potwierdza jej wiarygodność. - Wypowiem się w stosownym czasie - tyle tylko powiedział dziennikarzom Chee-hwa, który według przecieków ma objąć funkcję wiceprzewodniczącego Chińskiej Ludowej Konferencji Konsultacyjnej doradzającej pekińskim politykom. W ten sposób odejdzie z Hongkongu z twarzą.

Były przedsiębiorca okrętowy przejął miasto w okresie prosperity i miał wprowadzić w życie dewizę "jedno państwo, dwa systemy" (a więc kapitalizm w Hongkongu i socjalizm w ChRL). Ale początek jego panowania zbiegł się z krachem finansowym w Azji. Potem przyszły kolejne plagi: załamanie na lokalnym rynku nieruchomości i epidemia SARS. Większość mieszkańców miasta uważa, że okazał się całkowicie nieudolny. - Niech odchodzi jak najszybciej! - mówi "Gazecie" David Chung, urzędnik bankowy. - Byłam na demonstracjach przeciwko jego decyzjom, gorszego przywódcę trudno znaleźć - wtóruje Davidowi Carman Yau, kelnerka w restauracji w Kowloon.

Niezadowolenie sięgnęło zenitu dwa lata temu, kiedy Chee-hwa próbował przeforsować ustawę o bezpieczeństwie, która miała m.in. ograniczyć wolność prasy. Wtedy na ulicach demonstrowało ponad pół miliona ludzi.

Dziś Hongkończycy patrzą w przyszłość z ostrożnym optymizmem. - Nie wiemy, kto go zastąpi i co planuje Pekin - mówi Carman. - Bo to oni o wszystkim teraz decydują. Ale zależy im też na Hongkongu i na tym, żebyśmy zarabiali pieniądze, więc chyba nie będzie tak źle.