Lustracja w Zaleszanach. Wójt Karaś i lista Wildsteina

Radni Zaleszan domagają się ustąpienia wójta po tym, gdy przyznał, że pracował w SB. A wójt się przyznał, bo jego nazwisko jest na liście Wildsteina. Sęk w tym, że to nie o niego chodzi

Karasiów na liście krążącej po internecie jest ponad czterdziestu. Ale jest tylko jeden Andrzej. Gdy na początku lutego do wójta gminy na Podkarpaciu zadzwonił dziennikarz i powiedział, że znalazł jego nazwisko na liście, 57-letni Karaś się nie zdziwił: - Tak, byłem pracownikiem SB.

Zbigniew Nawrocki, dyrektor rzeszowskiego IPN, jest jednak pewien, że Andrzej Karaś na liście Wildsteina to nie wójt Zaleszan: - Bo przy nazwisku jest warszawska sygnatura.

A teczka wójta jest w rzeszowskim Instytucie. Wynika z niej, że Karaś pracował w latach 1972-75 na stanowisku oficera SB Grupy T (techniki operacyjne).

Gdy mówię Karasiowi, że się zanadto pospieszył, wzrusza ramionami: - I tak bym się nie wyłgał. W Zaleszanach mieszka członek kolegium IPN. Gdybym skłamał, dopiero byłaby draka.

Na ostatniej sesji radni gminy zaapelowali do Karasia, by honorowo ustąpił. - Tak mu wierzyłem - ciężko wzdycha przewodniczący rady gminy Zbigniew Sarnowski. - Jak trzeba będzie, to się przywitam, ale zawsze w oczy mu powiem, że jest kłamcą, kłamcą i jeszcze raz kłamcą.

Wójt jednak do dymisji podać się nie chce. Radni w ubiegłym tygodniu przebąkiwali o referendum, ale entuzjazm opadł. Wójt w ostatnich wyborach zdeklasował innych kandydatów - w 10-tys. gminie głosowało na niego 1800 wyborców, o 600 więcej niż na jego konkurenta.

Karaś zamierza też startować w przyszłych wyborach. - Jeśli dotrwam - zastrzega. - A swoją listę wyborczą nazwę "Lista Wildsteina".