Oscar dla Kaczmarka?

W studio nagraniowym przy Sunset Boulevard w Hollywood słychać piękne fortepianowe motywy. Przy klawiaturze siedzi Jan A.P. Kaczmarek. Gra utwory, które już w niedzielę mogą mu przynieść Oscara.

Kaczmarek jest faworytem do Oskara za muzykę do "Marzyciela", filmu o życiu Jamesa Barriego, który napisał "Piotrusia Pana". Informacje o dużych szansach Kaczmarka, który od kilkunastu lat pracuje w Hollywood, napływają zarówno od zazwyczaj dobrze poinformowanych amerykańskich krytyków, jak i z otoczenia samego kompozytora.

Jednak sam artysta niczego nie jest pewien i chętnie opowiada historię Ennio Morricone z czasu, gdy był nominowany za muzykę do "Misji".

- And the Oscar goes to... - zanim wyczytano zwycięzcę, Morricone już się podniósł i ruszył na scenę.

- Herbie Hancock! - padło nazwisko z koperty, ale Morricone nadal szedł. Był tak pewny wygranej - w końcu wszyscy mu powtarzali, że na pewno wygra - że nie słyszał, że wygrał ktoś inny - mówi Kaczmarek.

W Polsce Kaczmarek pracował m.in. w teatrze Laboratorium Grotowskiego i w Orkiestrze Ósmego Dnia. W Ameryce jest od końca lat 80. Jednak do hollywoodzkiej pierwszej ligi przebił się dopiero dzięki filmowi "Całkowite zaćmienie" Agnieszki Holland.

Teraz Oscar byłby, jak sam mówi, ukoronowaniem kariery. - Są ludzie, którzy usiłują mówić, że Oscary nie są nic warte. To nieprawda. Oskar to wielka stawka. To nagroda, która zmienia życie.

- Wśród nominowanych jestem w doborowym towarzystwie - mówi "Gazecie" Kaczmarek. - John Williams ("Harry Potter i więzień Azkabanu") to oczywiście legenda amerykańskiego kina. Thomas Newman to mój ulubiony kompozytor, pisze bardzo inteligentnie.

Kaczmarkowi może zagrozić jeszcze drugi oprócz niego debiutant wśród nominowanych - John Debney ("Pasja").

Czy polski kompozytor ostatnio jakoś lobbował za tym, by otrzymać nagrodę?

- Tu główną rolę mam nie ja, lecz studio produkcyjne. Moje zadanie to napisanie dobrej muzyki do dobrego filmu. Ja już muzykę napisałem. Promocję prowadzi teraz wytwórnia Miramax. To oni wykupują wielkie ogłoszenia w prasie, gdzie piszą, że powinienem dostać Oscara. Mam też kogoś odpowiadającego za kontakty z prasą i promocję. To on mi podpowie, do których mikrofonów mam coś powiedzieć po wejściu na czerwony dywan. I zadba o to, żebym nie przyjechał równo z Johnnym Deppem, bo inaczej nikt na mnie nie zwróci uwagi.