Kto może odwołać rektora

Czy minister edukacji będzie mógł odwołać rektora wyższej uczelni? Taki zapis znalazł się w przygotowywanej ustawie o szkolnictwie wyższym. Uczelnie protestują: - To zamach na naszą autonomię i powrót do czasów, gdy usuwano niewygodnych rektorów

Posłowie wprowadzili poprawki do projektu o szkolnictwie wyższym po głośnej sprawie Antoniego J., rektora Państwowej Wyższej Szkoły Zawodowej w Jarosławiu. Prokuratura podejrzewa go o wyłudzenie 230 tys. zł z kasy szkoły oraz o kierowanie gróźb pod adresem dziennikarki. - Skontrolowaliśmy szkołę, sprawdzał ją też NIK. Wyniki były negatywne, uchyliliśmy kilka niezgodnych z prawem uchwał Senatu. Ale rektora nie jesteśmy w stanie odwołać. Senat uczelni o swoim rektorze ma inne zdanie niż my - uzasadnia wiceminister edukacji Tadeusz Szulc.

Lekarstwem na takie sytuacje miałyby być właśnie nowe zapisy w projekcie. Pierwszy mówi, że rektor może być zawieszony, gdy toczy się przeciw niemu postępowanie karne. Drugi pozwala ministrowi usunąć rektora w przypadku "rażącego" naruszania prawa. Musi jednak najpierw zasięgnąć opinii Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich i Rady Głównej Szkolnictwa Wyższego (zapis nie mówi, czy miałaby być ona wiążąca). - Może się zdarzyć, że w przyszłości jakiś szef resortu będzie instrumentalizował ten zapis i wykorzystywał go do usunięcia niewygodnych rektorów. W latach 80. minister edukacji miał już prawo usuwania rektorów. Odbiło się to fatalnie na wielu polskich uczelniach - ostrzega prof. Jerzy Woźnicki, prezes Fundacji Rektorów Polskich.

Dziś uchwałę domagającą się usunięcia zapisów podejmie też prezydium KRASP. - Zapisy pozwalałyby na zbyt daleko idącą ingerencję ministerstwa - mówi szef KRASP prof. Franciszek Ziejka.

Na razie prawo nie przewiduje sytuacji, kiedy rektor uczelni mógłby zostać odwołany przez ministra. Najczęściej może tego dokonać Kolegium Elektorów, które wybiera rektora albo Senat uczelni - wszystko zależy jednak od wewnętrznych uregulowań szkoły.