Peja/Slums Attack, ?Najlepszą obroną jest atak",

Pierwsza po przełomowym "Na legalu" płyta Pei i jego Slums Attack. Prawie dwie godziny hiphopowych bitów i tekstów wyrzucanych z szybkością karabinu maszynowego, z których jednak w pamięci pozostaje zaskakująco niewiele.

Wydając nieco ponad trzy lata temu "Na legalu", Peja mocnym kopniakiem wyważył drzwi dzielące polską scenę hiphopową od oficjalnego show-biznesu. W krótkim czasie stał się nieomal ikoną polskiego rapu. Bohaterem nastolatków, którzy całą swą wiedzę o hip-hopie czerpali z telewizji muzycznej VIVA, i obiektem zainteresowania socjologów budujących na podstawie jego tekstów w rodzaju "Mój rap, moja rzeczywistość" teorie o stanie świadomości społecznej pokolenia blokersów.

Zasłużył sobie na to. Kłopot w tym, że teraz, z pozycji gwiazdy trudniej mu odgrywać rolę, która - jak się wydaje - szczególnie mu odpowiada - hiphopowego ludowego trybuna. Na "Najlepszą obroną jest atak" roi się od utworów, w których klnie jak szewc na polską rzeczywistość. Podobnie jak robił to na "Na legalu". Gdy jednak w 2002 r. wykrzykiwał do mikrofonu: "Reprezentuję biedę", brzmiał może z lekka naiwnie, ale też świeżo i autentycznie. Teraz, gdy powtarza te słowa w tytule jednego ze swoich nowych utworów, trudno mi oprzeć się wrażeniu, że więcej w tym formy niż treści.

"Najlepszą obroną jest atak" to przyzwoity album. Trochę może za długi - dwie płyty - ale niepozbawiony ciekawych momentów. Na przykład "Wciąż" nagrane wspólnie ze Sweet Noise to w muzyce Slums Attack zupełnie nowa jakość. Ale nie oszukujmy się, w tym zespole najważniejsze zawsze były nie poczynania muzyczne, lecz teksty Pei. "Na legalu" przyniósł kilka prawdziwych hiphopowym bon motów. "Najlepszą obroną jest atak" pod tym względem nie jest już tak mocne. Zabrakło mocnych wystrzałów na miarę "Głuchej nocy" czy wspomnianego już "Jest jedna rzecz".